środa, 17 września 2014

PROMS, Royal Albert Hall, 12.09.2014.

To mój pierwszy "świadomy" koncert muzyki poważnej, oczywiście wcześniej byłem w latach szkolnych z klasą ale traktuję to bardziej wybryk niż przesłuchanie całej symfonii z wypiekami na policzkach.
Na samym wstępie chciałbym podziękować Carlosowi, który skutecznie przez tydzień przekonywał mnie aby nie opuścił tak doniosłego wydarzenia. Oczywiście ja jako kompletny laik trochę się uchylałem od pójścia ale w piątek rano obudziłem się z przekonaniem "idziemy".
Czy szanowni blogowicze wiedzą co to jest PROMS ?
Ci, którzy siedzą w "poważce" na pewno spotkali się z tą nazwą, ci którzy nie znają zapewne zainteresują się tą ideą czy wydarzeniem.
PROMS miał swój  początek  w 1895 roku w Londynie a pomysłodawcami byli Robert Newman oraz Henry Wood. Główną zasadą było i jest propagowanie muzyki klasycznej bez względu na status społeczny czy materialny co czyni go pierwszym festiwalem muzycznym w którym każdy może uczestniczyć.
PROMS, to także okazja aby zamanifestować uczucia patriotyczne i pokazać jedność Wspólnoty Brytyjskiej. To właśnie ostatni dzień jest poświęcony głównie patriotycznym utworom, ludzie głośno manifestują swój patriotyzm a zdobycie biletu graniczy z cudem, niektórzy czekają w kolejce 2 dni na zewnątrz budynku aby wejść do środka!.
Ja za namową Carlosa wybrałem się na przed ostatni dzień, gdzie co roku jest grana IX Symfonia Beethovena a orkiestra oraz chóry były światowego formatu.
To może od początku.
Bilety na loże zostały wyprzedane już dawno temu ale żeby dostać się do środka hali (miejsca stojące przed samą orkiestrą) trzeba przyjść do kasy i stanąć w kolejce. 
Nie możliwa jest opcja zakupu on-line, co ma swoje urok, można poznać wiele ciekawych osób, porozmawiać czy wymienić się doświadczeniem, ponieważ wiele osób uczestniczy w PROMS od wielu, wielu lat.
Ja osobiście poznałem w kolejce miłego Hindusa, który mieszka w Londynie od 45 lat i również on uczestniczy w tym wydarzeniu osobiście od 20 lat, wytłumaczył mi jak działa kolejka, pokazał gdzie jest restauracja, opowiedział kilka historii z poprzednich PROMS.
Koncert miał się zacząć o 19.30 ale za namową Carlosa stanąłem w kolejce już o godzinie 15, miałem ogromne szczęście ponieważ pogoda była przepiękna, około 25 st. Celsjusza oraz prawie bezchmurne niebo. 
Po chwili przyszła do mnie osoba z obsługi festiwalu i dała mi malutki bilecik z numerem 128 a więc nie była tak źle oraz oświadczyła mi, że sprzedaż biletów ruszy około 18.30 i mam prawo aby opuścić kolejkę na 30 minut. 
Oczywiście nie było mowy o żadnym chaosie kolejkowym, ludzie spokojnie oczekiwali na otwarcie kas, rozmawiając, czytając, opalając się czy też popijając sobie wino i racząc się dobrym jedzeniem w cieniu Royal Albert Hall.
Oczywiście nie było mowy o żadnej policji, która by przeszkodziła w spożywaniu alkoholu na dworze to nie ten obszar kulturowy, wszystko na pełnym luzie i z angielską gracją.
W między czasie udałem się do kawiarni, która mieści się w sali koncertowej aby zakupić coś do picia i kupiłem 2 butelki wody 250 ml i zapłaciłem 5 funtów... czyli tyle ile kosztuje bilet na PROMS.
Tak, tak, bilet na to wydarzenie kosztuje 25 złotych!.
Około 18.40 ruszyła się kolejka, wszyscy grzecznie i spokojnie ustawili się  kolejce (każdy znał swój numer), bez przepychania, z uśmiechem po 10 minutach byłem już w środku sali oczekując na koncert. Tak do dodania, kupując bilet w kasie trzeba płacić tylko gotówką, nie są przyjmowane opłaty kartą.
Tak na marginesie moje miejsce w kolejce znajdowało się koło budynku szkoły do której uczęszczał Brian May oraz gdzie grupa Queen zagrała swój pierwszy publiczny koncert. 
Mój numer to 128 ale byłem może w piątym rzędzie stojącym czyli około 10 metrów od dyrygenta, widok niesamowity; misterne zdobienia, ogromne przestrzenie, przepiękna sala wypełniała się po brzegi z każdą minutą, nie było co się dziwić mieliśmy uczestniczyć w bardzo ważnym przedstawieniu w którym wzięła udział:
- Leipzig Gewandhaus Orchestra,
- Members Of Lepzig Opera Chorus,
- Leipzig Gewandhaus Chorus, 
- Leipzig Gewandhaus Children Chorus,
- London Symphony Chorus,
- Christina Landshamer - soprano,
- Gerhild Romberger - mezzo-soprano,
- Dmitry Belosselskiy - tenor,
- Steve Davislim - bass,
- Alan Gilbert - dyrygent. 
Oczywiście nazwy powyżej nic mi nie mówiły wcześniej ale jak napisałem powyżej, poszedłem za namową Carlosa i czego nie żałuję.
W oczekiwaniu na rozpoczęcie koncertu niektórzy ludzie usiedli na podłodze a niektórzy nawet jedli posiłek, co było lekką przesadą.
Na dziesięć minut przed rozpoczęciem koncertu grupka około 15 osób "wyśpiewała", że udało się dziś zebrać na cele dobroczynne 6 tysięcy funtów.
Przed rozpoczęciem wszedł chór w liczbie około 80 osób co stanowiło dla mnie ogromną liczbę będąc wychowanym na rockowych koncertach. Przekrój wiekowy chóru był ogromny od jak myślę 10 latków po osoby w poważnym wieku.
Orkiestra zaczęła od krótkiej bo około 10 minutowej kompozycji Fredricha Cerha, aby po zakończeniu przejść do IX Symfonii Beethovena. Dla mnie jako laika zapadł w pamięci moment jak owe 80 osób wstało "jak jeden mąż" i zaczęło śpiewać partie wokalne symfonii Beethovena z wielką mocą, zostałem znokautowany bez litości.
Jako swoje spostrzeżenie dodam, że niektóre osoby w chórze z wielką tremą oczekiwało swojej chwili rozpoczęcia, wszyscy siedzieli w takiej samej wyprostowanej pozie z rękoma na kolanach, co przypominało mi wojskowy dryg.
Po zakończeniu koncertu było widać ogromną ulgę na twarzach dzieci oraz młodzieży, tym bardziej, że publiczność oszalała z aplauzem, myślę że cztery razy dyrygent oraz soliści byli wywoływani na scenę przez widzów, którzy głośno tupiąc pokazywali swoją euforię oraz zadowolenie. 
Oczywiście nie będę pisał jak wypadła orkiestra i poszczególni soliści ale już teraz wiem, że w następnym roku będę uczestniczył w PROMS, w wydarzeniu innym niż wszystkie!

































środa, 10 września 2014

Grammatik.

Nie słucham namiętnie hiphopu, jednak Grammatik zawsze lubiłem, za muzykę, kompozycje, teksty, po prostu dojrzała muzyka, wyróżniająca się z pośród setek polskich hip składów.
Nie słuchałem Grammatik może dwa, trzy lata i jakoś  dwa tygodnie temu naszła mnie ochota na przesłuchanie całej dyskografii.
Jako, że w ciągu owych 2 lat zmieniłem kompletnie swój sprzęt audio na jak myślę dwie klasy lepszy, doszły do mnie zupełnie inne dźwięki czy lepsze o tym poniżej drodzy blogowicze.
Mój poprzedni zestaw muzyczny to:
- Yamaha AX-496,
- Yamaha CDX-596 (Pro-Bit),
- Eltax Monitor III,
- Karta muzyczna SB 5.1 Live!
Wówczas muzyka Grammatik wydawała mi się z dość poważnym brzmieniem, pełnym basem, nie było mowy o jakiś przesterowaniach.
Jednak na nowym sprzęcie nie można słuchać spokojnie muzyki - jest totalnie nachalna, zniekształcone brzmienie, wydaje się jakby wysokie tony chciały rozerwać gwizdki w kolumnach.
Obecnie słucham muzyki przez Foobar2000 oraz karcie muzycznej EMU 1212M z ustawionym preampem na +0dB, jednak w tym przypadku aby muzyka nie była przesterowana i grała w miarę "czysto" muszę obniżyć wartość w Foobar2000 lub karty muzycznej do -7dB!
Jeśli czytają przypadkiem muzycy Grammatik - to proszę was o remaster tej płyty z poprawnym brzmieniem.
Ciekawe czyja wina, że tak ta muzyka brzmi?
Wina reżysera dźwięku w studio?
Może płyta była nagrywana w domu bez większej  znajomości podstawowych zasad nagrywania muzyki.
A może to wina tłoczni?
Tak czy inaczej Drodzy Muzycy czekam na nowe nagranie tego albumu!






niedziela, 7 września 2014

Miles Davis - E.S.P.

Jakoś naszło mnie na kompletowanie dyskografii Wielkiego Milesa (Sic!) na razie z naciskiem od lat 60-tych - wiadomka jestem jazzowym neofitą - to mi wolno, A JAK!
W sklepie muzycznym wpadła mi w ręce płyta CD "E.S.P.", krążek został wydany w 1998 roku, więc pomyślałem sobie w "bezpiecznym" dla mnie okresie, gdzie loudness war nie było jeszcze tak zaawansowane.
Już po pierwszym przesłuchaniu wiedziałem, że trafiłem "na minę", przy głośniejszych partiach trąbki, dźwięk wyraźnie był przesterowany. Szybkie wrzucenie płyty do analizy i wszystko było już jasne.
Choć wykres nie jest typowym "brickiem"  to jednak jak wspominałem powyżej głośniejsze partie wyraźnie przechodziły przez próg +0dB, głośno kłując kolumny a zarazem psując spokój odsłuchu czy wręcz powodując irytację.
Myślę sobie, że jeśli będę kupował płyty CD, to trzeba będzie szukać wydań maksymalnie do okresu 1992-95, bo jak wydać powyżej może być różnie z zachowaniem dobrego brzmienia muzyki.

środa, 3 września 2014

Cymeon XXX - Free Your Mind, Free Your Body.

W 2011 roku ukazało się długo oczekiwane wydanie kultowego Cymeon X na winylu.
Ja zakupiłem ten placek kilka miesięcy temu na wrocławskim "Punk Pikniku".
Jak podaje Discogs zostało wytłoczonych 600 sztuk: 300 na  czarnym i po 150 na zielonym oraz czarnym wosku.
Pierwotny materiał został poddany  remasteringowi, lecz nic nie uległo jakimś poważniejszym zmianom w brzmieniu, ciągle jest to dość surowy hard core z dwoma wokalami plus kobiece chórki.
Na LP znajdziemy 16 utworów w tym covery: HCP, Department Of Youth Services oraz Youth Of Today.
Trzeba dodać, że na wydaniu CD ukazało się 30 utworów: regularna płyta oraz dodane demo z 1992 roku. Jako ciekawostkę można dodać, że utwory zostały nagrane w studiu "kultowej" Eleni w kwietniu 1993 roku.
Cymeon X to zasłużony poznański zespół promujący ruch Straight Edge. 
Grupa istniała kilka lat aby zawiesić działalność i przekształcić się w hardcore'owy Respect.
Zespół wsławił się w promowaniu jedności na scenie HC/Punk (jak ja nie cierpię tego określenia), m.in biorąc udział w trasie z kultowym łódzkim zespołem Homomilitia, promując przy okazji wegetarianizm, weganizm, anty-faszyzm, równouprawnienie czy też życie w trzeźwości (wystrzeganie się alkoholu oraz narkotyków).
Taki mój mały wehikuł czasu.





wtorek, 2 września 2014

Bez Negatywa.

Kilka dni temu zakupiłem na angielskim ebayu płytę cd "In A Silent Way" Milesa Davisa, jak to zwykle bywa przy zakupach na  zachodnich portalach po kilku dniach płyta była już w domku i oczekuje sobie w kolejce do odsłuchu.
Jednak nie będę pisał dziś o muzyce a o "liściku", który dołączyła sprzedająca. Okazało się, że przy końcu krążka sprzedająca zauważyła ryski choć w opisie był napisane "STAN JAK NOWY".
To dość często spotykana praktyka  u angielskich sprzedających aby napisać kilka słów odręcznie do kupującego z podziękowaniami za zakup, życzeniami miłego odsłuchu płyty czy też właśnie jak w moim przypadku z przeprosinami i wyjaśnieniem całej sytuacji.
Przyznam się, że sprawia mi ogromną frajdę widząc odręcznie list od sprzedającego także można przebaczyć przeoczenie sprzedającego tym bardziej, że rysa nie jest jakaś poważna.
Tylko sobie życzyć takiego poziomu handlu u polskich internetowych sprzedawców.
MUSIC NON STOP


wtorek, 5 sierpnia 2014

The Quartet.

To już druga płyta CD wydana przez wydawnictwo ANEX, którą miałem okazję przesłuchać i drugi raz jakość dźwięku jest poniżej krytyki. Moją pierwszą płytą z tej wytwórni była "Air Condition" Zbigniewa Namysłowskiego. Ten przypadek opisałem w moim poście Tutaj.
Z zapisem muzyki The Quartet jest dokładnie tak samo a więc:
- Źle skalibrowany gramofon,
- Bardzo słaba jakość wkładki,
- Jakość dźwięku na żenująco niskim poziomie.
Naprawdę nie wiem jaki jest sens aby wydawać płyty CD o tak fatalnej jakości dźwięku, chyba tylko po to aby wyciągnąć po raz kolejny pieniążki od fanów muzyki.
Ja rozumiem, płyta nigdy nie ukazała się na srebrnym krążku, na pewno sporo wielbicieli jazzu czeka na ten album ale wydawać w tak  słabej jakości ?
Drodzy blogowicze jeśli czytacie mój wpis, to uważajcie na wydawnictwa firmy ANEX, dla mnie 
firma-naciągacz. Podczas zakupu w sklepie, pytajcie od razu sprzedającego czy istnieje opcja zwrotu płyty po przesłuchaniu (jeśli jakość dźwięku Was nie zadowoli) bo i po co słuchać płyty CD, gdzie "taśmą matką" jest zapis płyty winylowej w dodatku ze źle skalibrowaną wkładką o podłej jakości. 



 



środa, 23 lipca 2014

S.P.P.T. Chałturnik.

Jan "Ptaszyn" Wróblewski jest jedynym znanym mi polskim jazzmanem, który ma wielki dystans do 
"tak bardzo poważnego" jazzu czy samej osoby w ogóle. Muzyk, który występuje na scenie pół wieku, 
grał z najważniejszymi w polskim jazzie, ogromne doświadczenie, wyczucie, grający bardzo charakterystycznym, romantycznym brzmieniem saksofonu ale także obdarzony ogromnym poczuciem humoru z plastyczną swobodą nazywając swoje utwory według sobie znanego kodu.
Jan Szpargatoł Mahawiśnia, Lampasiasty, Bitwa O Grzędę, Dookoła Wojtek, to tylko kilka przykładów z przeogromnej dyskografii muzyka.
W 1974 roku zaprosił jednych z najważniejszych w polskim jazzie aby nagrać płytę-żart, bo chyba tak można określić ten album, który w całości ma nazwę:
Stowarzyszenie Popierania Prawdziwej Twórczości CHAŁTURNIK.
Na płycie znajdziemy m.in. Zbigniewa Namysłowskiego, Bronisława Suchanka, Janusza Muniaka 
a więc muzyków, którzy zdobyli już uznanie na świecie jak i w Polsce.
Jaki był cel nagrania tego albumu ?
Przyznam się, że nie udało mi się przejść przez cały album, utknąłem  na utworze "Cockneyem" w którym wokale zostały przepuszczone przez "dziwną maszynkę", które jednych mogą śmieszyć a drugich irytować
Tak jak napisałem powyżej muzycy po prostu zrobili sobie taki mały żarcik, bo jak można zagrać peruwiański utwór
"El Condor Pasa" w a la jazzowym sosie, który może być śmiało tłem do włoskich westernów? Kolejny przykład to utwór ... Maryli Rodowicz "Małgośka", żeby daleko się nie zapędzać Wróblewski wziął na warsztat również utwór Tomasza Stańko "Music For K." oczywiście zagrany w Chałturnikowym stylu. A więc jak sami widzimy rozrzut stylistyki przeogromny.

Czy polecam ten album ?
Niech sobie blogowicze sami wyrobią opinię na ten temat.
Dla mnie to taka mała ciekawostka dość ciężko strawna ciekawostka.
Pozdrawiam.

niedziela, 20 lipca 2014

Robert Henke: Lumiere, Barbican 19.07.2014

19 lipca mieliśmy przyjemność gościć po raz kolejny w kultowym miejscu jakim jest Barbican.
Tym razem występ Roberta Henke był częścią festiwalu "Digital Revolution", pokazujący różne rejony cyfrowej rewolucji, która nas wszechobecnie ogarnia.
Robert Henke - ikona berlińskiej sceny elektronicznej, współtwórca kultowego programu Ableton Live, Monolake to tylko kilka z wcieleń muzyka.
Pokaz rozpoczął  się z około 20 minutowym opóźnieniem, na scenie pojawił się mocno stremowany Henke powitany gorącą owacją, który krótko wyjaśnił nam jakie założenia ma jego spektakl, czym został zainspirowany, poprosił również aby nie używać elektronicznych zabawek (telefony, aparaty fotograficzne) podczas show, ponieważ użyty flash może mieć wpływ na wizualizacje a także może przeszkadzać innym widzom.
Uprzedził także co do możliwości zawieszenia się systemu wizualizacji lub muzyki, co chyba zdarzyło się po raz pierwszy w mojej koncertowej karierze aby muzyk przepraszał  "z góry" za prawdopodobieństwo przerwy w koncercie.
Przyznam się, że na samym początku obawiałem się co do wyboru miejsca (piąty rząd od sceny), że nie ogarniemy potężnej powierzchni obrazu ale moje obawy okazały się płonne o czym za chwilkę wyjaśnię internautom.

Henke rozpoczął swój set od ultra prostych grafik oraz bardzo spokojnych dźwięków, które mi się osobiście kojarzyły z filmem "Alien" aby po chwili utonąć w dymie z maszyn, które były umiejscowione po bokach sceny.
I tutaj właśnie "pokazało" się nasze szczęście co do wyboru piątego rzędu ponieważ dym dochodził do naszych miejsc tworząc głębię obrazu oraz zakrzywiając ultra ostre wizualizacje Roberta.
Z czasem pokaz stawał się co raz bardziej skomplikowany: muzyka stawała się zdecydowanie mocniejsza czy wręcz industrialna a i wizualizacje stawały się bardziej zagmatwane.
Jeśli na początku występu Niemca pokaz był bardzo prosty; głównie proste linie i bryły geometryczne to z czasem zaczęły pojawiać się bryły o nie regularnych kształtach oraz okręgi, pętle czy napisy takie jak: CODE czy LOVE.
Sprzęt Roberta był rozstawiony w ostatnich rzędach na dole a więc co nie którzy szczęśliwcy z górnych pięter mogli obserwować pracę muzyka. Co do dźwięków to były typowe dla Roberta a więc: Monolake czy też paterny znane z Ableton Live.
Właściwie nie wiem ile trwał koncert, przyznam się, że zostaliśmy totalnie wciągnięci przez muzykę oraz obraz co tylko świadczy, że praca artysty spełniła swoją rolę.
Publiczność nagrodziła artystę gorącą owacją na pożegnanie.
Na dole widzimy jedyną fotkę jaką udało mi się zrobić pod czas koncertu, spełniając tym prośbę Roberta aby nie używać aparatu.
Kilka linków do koncertu:

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Dwa Miliony.

7 czerwca 2013 moje konto na You Tube przekroczyło milion odtworzeń.
Prawie rok zajęło mi aby osiągnąć liczbę dwóch milionów odtworzeń, co jest moim (naszym) ogromnym sukcesem.
Oczywiście do 98% "filmików" nie mam żadnych praw, ponieważ większość z nich to muzyka, którą uważam za wartą do pokazania szerszej publiczności.
Co do praw autorskich to napisałem TUTAJ co myślę o wrzucaniu muzyki do internetu, a także o polskim ZAIKS itp.
Na dzień dzisiejszy mam 893 subskrybentów, którzy obserwują moje poczynania.
Pojawiło się kilka "nowości" na moim kanale a mianowicie zacząłem wrzucać całe strony płyt winylowych i tak na przykład:
- Grażyna Łobaszewska Piotr Schulz "Solo I W Duecie",
- Brygada Kryzys "Czarny Album",
- Kryzys "Kryzys".
Jednak ten błogi stan nie utrzymał się długo ponieważ... KSU napisało skargę do YouTube, że udostępniam ich utwór "Nocne Kroki", oczywiście YT skasowało moje wideo a przy okazji blokując mi kilka udogodnień na koncie. Nie pozostałem "dłużny" wobec KSU i wykasowałem wszystkie ich utwory na swoim koncie.
Blokada trwała pół roku za nim YT łaskawie odblokowało mi znowu funkcje, także teraz znowu wrzucam utwory dłuższe niż 15 minut.
Kolejną nowością na moim koncie są porównania płyty winylowej do wydania cd, na tą chwilę zrobiłem dwa klipy:
- Brygada Kryzys "Centrala",
- Karolak, Szukalski, Bartkowski "Double B" .
Mam kilka planów na przyszłość co do porównania cd vs. winyl lecz obawiam się o jakieś blokady ze strony YT, także nie wiadomo czy się ukaże w ogóle.
Od jakiegoś czasu zdecydowana większość muzyki którą wrzucam to polski jazz, z reguły są to ripy z płyt winylowych i tak na przykład:
- Wojciech Karolak / Michał Urbaniak / Czesław Bartkowski - "Drottninggatan 49"
- Tomasz Stańko Quintet - "Flair"
- Spisek Sześciu "Wizje"
- Janusz Muniak Quartet - "Znienacka"
- Jarosław Śmietana - "Sounds And Colours"
- Michał Urbaniak - "Tie Breaker"

To może teraz garść statystyk (dla nerdów):
Na dzień dzisiejszy wrzuciłem 1375 filmików i tak najbardziej poplularne to:
- Kobranocka "Kocham Cię Jak Irlandię"
- Kobranocka "Hipisówka"
- Piersi "ZCHN Zbliża Się"

W ciągu ostatniego roku  uzyskałem 69% wzrost odtworzeń muzyki, która została udostępniona przeze mnie.
- 539 nowych subskrybentów obserwuje moje poczynania.
- 4370 pozytywnych ocen.
- 69 ocen negatywnych.
- 826 komentarzy (99% wzrost w ciągu roku).
Oczywiście najbardziej popularnym regionem gdzie są słuchane moje filmiki to Polska a dalej to wiadomo Wielka Brytania, Niemcy, Stany Zjednoczone oraz Holandia czyli chyba tradycyjny układ naszej emigracji oraz zamieszkałych tam Polonusów.
Oczywiście za kilka dni pojawią się już nowe moje wrzuty także nasłuchujcie, tak łatwo się nie poddam aby propagować dobrą muzykę.
MUSIC NON STOP

No i stało się. 
Dostałem dziś (12.06.2014) roszczenie od Kobranocki do utworu "Hipisówka", oczywiście bez uprzedniego skontaktowania się ze mną. YT usunął filmik, przy okazji dając mi ostrzeżenie oraz blokując kilka potrzebnych funkcji. 
Ja ze swej strony oczywiście usunąłem wszystkie "klipy" Kobranocki, niech teraz ZAIKS, sami muzycy czy menadżerzy zespołu propagują ich świetną muzykę w internecie.
Brawo panowie !

Po usunięciu 34 filmików Kobranocki obecny stan wyświetleń wynosi 1.497.403 a więc około 500 tysięcy ludzi (potencjalnych kupców, potencjalnych widzów na koncertach) przesłuchało ich muzykę na moim koncie.
Zrobiłem ZA DARMO reklamę zespołowi, nic nie zarabiając na ich twórczości - co jest oczywiste, muzyka nie jest moją własnością lecz to ja poświęciłem czas i pieniążki aby UDOSTĘPNIĆ CAŁEMU ŚWIATU muzykę Kobranocki. 
Drodzy muzycy NIGDY WIĘCEJ!

Na  dzień 12.06.2014 na moim koncie znajdziemy 1323 filmiki a najbardziej popularne to:

- Piersi "ZCHN Zbliża Się"
- Piersi "Rezerwa"
- Piersi "Idą Chłopcy"
Jak widać Piersi ostro zaatakowały, zapewne dostanę niedługo ostrzeżenie i Piersi znikną z mojego konta albo zostanie ono zamknięte.


 



sobota, 31 maja 2014

London Record Fair 2014.

Londyn - jedno z kultowych miejsc jeśli chodzi o muzykę.
Abbey Road, punkowa rewolucja, Battersea Power Station, David Bowie, Jimi Hendrix, Throbbing Gristle, Depeche Mode, Kate Bush i wiele wiele innych osób, zespołów oraz niezliczonych ilości klubów, sal koncertowych czy ogromnych hal widowiskowych w których występują muzycy.
Londyn to także kultowe miejsce jeśli chodzi o sklepy muzyczne jeśli szukasz winyli, płyt CD czy gadżetów związanych z muzyką to te miasto, które powinno znaleźć się na Twojej mapie.
Co prawda wiele sklepów zostało zamkniętych w ciągu ostatnich dziesięciu lat, jednak te kultowe, najlepsze ciągną ten wózek, chociaż widać, że jest co raz ciężej w "tym biznesie".
Wiele z tych miejsc to rodzinny interes, prowadzonych przez absolutnych muzycznych maniaków z którymi rozmowa to wielka przyjemność i nauka.
Jednak dzisiejszy post nie będzie o sklepach muzycznych (zapewne kiedyś się pojawi takowy wpis) a o London Record Fair, który odbył się w  popularnej dzielnicy Shoreditch, która znajduje się w "centrum" stolicy Wielkiej Brytanii.
Giełda płytowa trwała trzy dni w byłym browarze Truman, który został zaaklimatyzowany na potrzeby szeroko pojętych usług: handlu czy gastronomii. W ogromnej hali wystawiło się około 20 wystawców, głównie rzecz jasna z terenu Anglii, był też Grek i Hiszpan ale to chyba rezydenci, ponieważ targanie 500 LP nie jest wielką przyjemnością. Z tyłu hali znajdował się bar oraz "ogródek" aby zaczerpnąć świeżego powietrza. 
Wejście na pierwszy dzień tzw. "Early Bird" kosztowało 10 funtów a później tylko jednego funta.
Stylistyka muzyki wiadomo od wyboru do koloru, jedyny wspólny mianownik, który łączył prawie wszystkich sprzedawców to skłonność do zawyżania ceny. 
Na plus co nikogo nie zaskoczy to rzeczowy i szczery opis stanu płyty - to chyba angielska norma. Większość płyt była w stanie Mint oraz NM.
Może żeby nie być "gołosłownym" odnośnie cen podam kilka przykładów z polskiego ogródka.
Na giełdzie znalazło się kilka polskich akcentów z serii Polish Jazz i okolice ale ceny jakie żądali sprzedawcy za nie była bardziej niż skandaliczna.
- Bemibem:  Bemowe Fazy: 60 funtów (?!)
- Krzysztof Sadowski: Three Thousands Points: 40 funtów
- Extra Ball: Birthday: 40 funtów
- Krzysztof Zgraja: Lakoon: 40 funtów.
I tak dla przykładu chciałem kupić na LP Enrico Ravę (The Pilgrim And The Stars), Krzysztof Sadowski (Three Thousands Points) oraz Novi Singers (Pay Tribute), sprzedający zażądał 80 funtów. Rava był po 20 funtów a polskie "rarytasy" po 30 funtów!.
Oczywiście nie wszyscy sprzedawcy żądali aż tak wygórowanych cen, można było znaleźć coś w cenie 5, 10 czy 20 funtów.
Nie wiem czy będą kolejne edycje Record Fair, jeśli tak to trzeba będzie przygotować gruby portfel aby zakupić coś z serii Polish Jazz ;).
Oczywiście obecne ceny płyt winylowych odzwierciedlają ogólnoświatowy trend, który można obserwować w sieci, sklepach czy właśnie targach płytowych. 
Powrót płyty winylowej na łono audio maniaków można uznać za w pełni dokonany, teraz tylko się można zastanawiać jak daleko dojdą ceny płyt winylowych - a to na pewno ustali niewidzialna ręka rynku.
Tak czy inaczej miejsce godne polecenia na przyszłość.






środa, 28 maja 2014

Izrael - Dla Wszystkich Wolność !

Izrael - jedna z najważniejszych grup reggae w naszym kraju. Zespół zaczął działalność na początku lat osiemdziesiątych, oczywiście pod duchowym przywództwem  Roberta Brylewskiego, który już wcześniej przemycał puls reggae w swoich poprzednich grupach: Deadlock, Kryzys czy Brygada Kryzys.
Izrael ‎- Dla Wszystkich Wolność !  - to zapis koncertu, który odbył się w "kultowym" Jarocinie 1984 w składzie:
Robert "Afa" Brylewski: śpiew, gitara melodica.
Vivian Quarcoo: śpiew.
Tomasz "Lego" Ber: gitara.
Tomasz "Żwirek" Żmijewski: gitara basowa.
Jarosław "Gruszka" Ptasiński: perkusja.
Dariusz "Maleo" Malejonek: instrumenty klawiszowe.
Sławomir "Merlin" Gołaszewski: saksofon.
Piotr "Samohut" Subotkiewicz: flet.
Jerzy "Słoma" Słomiński: instrumenty perkusyjne.
Alik Dziki: instrumenty perkusyjne.

Dziesięcioro ludzi na scenie to ewenement w latach osiemdziesiątych, który wydarzył się w mekce polskiej muzyki a każdy instrument spełnia swoją wielką rolę wypełniając muzykę po same brzegi.
Płyta winylowa ma bardzo skromny dodatek - kartka papieru ze zdjęciem i tekstami po drugiej stronie, to na minus tego wydania.
Tak jak napisałem we wpisie o reedycji Klaus Mit Foch przy tak ważnych pozycjach, jakiś większy opis całego wydarzenia plus mnóstwo zdjęć to powinna być rzecz obowiązkowa!
Brzmienie płyty bez zastrzeżeń, zostało zremasterowane przez pana Smoka znanego m.in z pankowego Post Regiment, jestem tylko ciekaw jaki był materiał wyjściowy. Muzyka jest bardzo łagodna, z delikatnym naciskiem na bas i perkusję (wiadomo reggae).
Jestem przekonany, że czeka nas jeszcze mnóstwo nowych pozycji, które ukażą się prędzej czy później na CD czy winylu, z zapisu koncertów czy prób polskich "kultowych" kapel. 
Niektóre z nich nagrywane w "partyzanckich" warunkach brzmią o dziwo dobrze.
A tak naprawdę brzmienie nie jest najważniejsze chodzi o oddanie ducha, który unosił się nad muzyką.
MUSIC NON STOP.





środa, 21 maja 2014

Newcleus - Electro Not Dead

Newcleus to grupa DJ's, która zaczęła w Nowym Jorku pod koniec lat siedemdziesiątych, grając "bloc party" głównie na Brooklynie. 
Na początku lat osiemdziesiątych Ben Cenac zaczął kompletować mnóstwo elektronicznych zabawek, gdzie w między czasie zaczęła się zbierać wokół niego grupa przyjaciół aby nazwać się Newcleus. 
W 1983 roku nagrali album "Jam On Revenge" dla Mayhew Records, który znacznie przyspieszył karierę grupie na scenie Electro/DJ a tytułowy utwór stał się klasycznym utworem, ikoną nowojorskiego dźwięku z początku lat osiemdziesiątych.
Muzyka Newcleus to bardzo chwytliwe utwory wzorowane na "Computerwelt" Kraftwerk a jakby bardziej opisać to jakby grać non stop Kraftwerk z wyżej wymienionej płyty, oczywiście w stylu Electro/Breakdance.
Z resztą szybkie spojrzenie na tytuły utworów mówi nam wszystko:
- Computer Age
- Auto Man
- I'm Not A Robot
- Destination Earth 1999
- Space In The Place
- Cyborg Dance
Słuchając dwóch pierwszych płyt Newcleus, można poczuć atmosferę (przenieść się do)  nowojorskiego metra pokrytego graffiti albo wylądować na imprezie pod blokiem na Brooklynie. Świetne wokale, "robotyczne" zajawki, pełne soczyste beaty, klasyczne analogowe brzmienia basu kultowych maszyn z epoki, fajne aranżacje utworów, funkujące gitary - klucz do sukcesu grupy.
Nic tylko zatańczyć breakdance, ciało samo układa się do wygibasów!.
Puść cały album a impreza jest Twoja - więcej niż pewne.
Electro Not Dead.