czwartek, 27 listopada 2014

Księga Tajemnicza Prolog na winylu.

No i stało się !
Jedna z najważniejszych  płyt w nowoczesnej historii polskiej muzyki wyszła na czarnym nośniku.
I tym wywodem można by zakończyć mój wpis.
Moja euforia bardzo szybko opadła gdy czytając posty pod tą wiadomością dowiedziałem się,  że firma espe rekords, wytłoczyła album K44 tylko na jednym krążku a to oznacza, że... zabraknie utworu "Psychodela".
Właściwie nie wiem jaki to ma sens wydawać NIE PEŁNE DZIEŁO ?!.
I teraz kilka pytań ode mnie:
- Czy K44 nie ma wpływu na to co się dzieje z ICH muzyką? 
- Czy espe rekords, obcięło sobie koszty i wydało ten LP na jednym placku?
Bo wiadomo okładka prawdopodobnie była by w stylu gatefold, wytłoczenie drugiego placka kosztuje oraz większe koszty masteringu pod winyl.
- Czy wytwórnia wydając ten winyl na jednym krążku chciała aby jednostkowa cena na rynku (od 60 PLN do 70PLN) była jak najmniejsza aby każdy mógł ją kupić?
Dość wątpliwe, wyobraźcie sobie Leonarda da Vinci, który nie domalował ust w obrazie "Mona Liza" ?.
- Czy następne płyty Kalibra  będą również nie pełne ?.
- A może wytwórnia wyda za jakiś czas podwójny LP aby wyciągnąć ponownie kasę od ludzi ?

Po raz kolejny espe rekords pokazuje swoją niekompetencję oraz brak sił twórczych. Podobno wytłoczenie K44 zajęło ludzikom z wytwórni dwa lata !
I nawet po dwóch latach nie potrafili zrobić tego dobrze.



wtorek, 25 listopada 2014

Recycling znaczków.

Pamiętam na początku lat dziewięćdziesiątych w erze przed internetowej, kiedy się zamawiało z niezależnej dystrybucji, trzeba było wysłać kopertę ze znaczkiem aby otrzymać przesyłkę z zamawianymi kasetami czy zine'ami.
Pamiętam też jak się używało mydła (SIC!) aby usunąć pieczątkę ze znaczka aby wykorzystać ponownie - zaznaczam, że w 90% działało!.
Jak to się ma w erze internetowej?
Ano zapewne nijako, kto używa znaczków?
No dobra ciągle je używamy ale zapewne mniej niż kiedyś.
Lecz kto smaruje mydłem znaczki?
Chyba już nikt - zapomniana technika.

Kilka dni temu zakupiłem na angielskim ebay-u płytę winylową i sprzedający dołączył drukowaną karteczkę z prośbą plus kopertę ze znaczkami (a jak!) aby odesłać mu znaczki, które wykorzystał aby wysłać mi płytę winylową. Sprzedający dodał, że chce owe znaczki umieścić w swojej kolekcji.
Nie chcę mi się w to wierzyć ponieważ nasz kolekcjoner dopisał moje imię do uprzednio wydrukowanej karteczki a więc robi to z każdą wysłaną paczką.
Przyznam się, że brzmi to "skomplikowanie" i nieco śmiesznie ale spotykam się z taką sytuacją pierwszy raz.
Mieliście również jakieś dziwne doświadczenia ze sprzedającymi podobne do mojego przypadku?
Napiszcie w komentarzach.


poniedziałek, 24 listopada 2014

London Record Fair, Olympia 2014.

15 oraz 16 listopada miało miejsce kolejna edycja Londyńskich Targów Płytowych. Wydarzenie odbyło się w zachodniej części Londynu w dzielnicy Kensington. 
Cały kompleks zajmuje ogromną powierzchnię i jest podzielony na kilka części, a jego najstarsza część została oddana do użytku w 1886 roku.
Jest to mój pierwszy raz kiedy uczestniczę w tych targach i przyznam się szczerze, że wiele sobie obiecywałem tym bardziej, że organizatorzy opisali te spotkanie jako "Największe targi cd, winyl, pamiątek, etc... w Europie".

Przybyłem na miejsce około godziny 12, krótkie poszukiwanie dokładnego skrzydła (tak jak napisałem powyżej, budynek podzielony jest na cztery ogromne części), na całe szczęście organizatorzy zadbali o wydrukowanie odpowiednich "strzałek" przez co łatwiej było znaleźć miejsce.
Za wejście trzeba było zapłacić pięć funtów a jak ktoś chciał wejść wcześniej od 10-tej rano, musiał zapłacić 10 funtów. Okazało miejsce wcale nie jest takie duże i nie będą to największe targi muzyczne w Europie.

Około 20-30 sprzedających to chyba trafna liczba jaka była obecna na sali. W przeważającej większości winyle, trochę cd oraz pamiątek. 
Spodziewałem się ogromnego tłoku, lecz nic z tych rzeczy, było spokojnie i bez utrudniania sobie życia.
Tematyka muzyki jak się łatwo domyśleć to rock z naciskiem na lata 60 oraz 70, kilka stanowisk sprzedających punk czy alternatywę, trochę klasycznego jazzu z lat 60. Cenowo co mnie zaskoczyło "in plus" nie było bardzo drogo, te płyty, które mają kosztować drogo kosztowały drogo lecz już na przykład drugie, trzecie wydania np. Black Sabbath w stanie EX kosztowały już całkiem znośnie bo około 20-30 funtów.
Około godziny 14 zrobiło się bardziej tłoczno i nawet nie zauważyłem dlaczego... wielu ze sprzedawców zaczęło sprzedawać płyty za 30% - 50% swojej pierwotnej ceny, dopiero teraz zaczęły się prawdziwe łowy muzycznych maniaków poszukujących okazji. 
Ja kupiłem Sex Pistols "Never Mind...", drugie wydanie angielskie za 7.5 funta obniżone z 15 funtów. Później znalazłem sprzedawcę, który miał płyty jazz, soul po 1 funta i wcale nie było to po obniżce, po prostu sprzedawał po takiej cenie i tyle. Zatrzymałem się na dłużej i kupiłem u tego pana:
- Oscar Peterson Trio "Sweet And Easy",
- Miles Davis "Sketches Of Spain", wydanie z Nowej Zelandii,
- David Sanborn "Backstreet",
- Bill Evans.
U innej sprzedającej kupiłem również po 1 funta "Also Sprach Zarathustra" wydanej przez kultowy Deutsche Gramofon, dodam, że płyta wygląda na nie graną.
Jak widać można było coś znaleźć między setkami rarytasów po 50 czy 100 funtów.
Co do samych targów, warte odwiedzenia lecz oczywiście nie były to największe tragi płytowe w Europie, to typowa angielska megalomania nakazuje im tak napisać.
Oni zawsze chcą być najwięksi, najwyżsi, najszybcy, najlepsi.










piątek, 21 listopada 2014

Tomasz Stańko New York Quartet + Stefano Bollani & Hamilton de Holanda, Barbican 2014

Który to już raz Tomasz Stańko gra w Barbicanie?
Trzeci ? Czwarty?.
W sumie sam nie wiem, rok temu grał ze swoim nowojorskim składem w owej sali i miałem przyjemność po raz pierwszy zobaczyć naszego czołowego jazzmana w akcji (wpis tutaj).
Tym razem miał gości w osobie Stefano Bollani - włoski pianista oraz jak to określiła pani, która krótko przedstawiła muzyków Jimi Hendrix mandoliny Brazylijczyk Hamilton de Holanda.
Koncert rozpoczął się około 20 od występu dość osobliwego jak się okazało później duo.
Zajęliśmy miejsca kilka metrów od sceny z prawej strony także widok był niesamowity. Sala koncertowa wypełniła się po brzegi, jak myślę wszystkie bilety zostały wyprzedane.
Niski, zarośnięty, nieco niechlujnie ubrany Włoch oraz wysoki, szczupły, schludnie ubrany Brazylijczyk.
Duet został gorąco powitany przez publiczność, która o dziwo nie była we większości Polakami. Jak się okazało później spora liczba widowni przybyła aby podziwiać właśnie duet.
Muzyka była miksturą dźwięków latynoamerykańskich z pasażami włoskiej muzyki ludowej.
Bollani z tylko sobie znaną manierą raz po raz wstawał z siedziska aby wyginać się, tupać butami czy pięściami wystukiwać rytm na pianinie przy okazji śpiewając tylko sobie znane słowa piosenek. Przyznam się, że nie widziałem nigdy aby muzyk tak się wczuwał w swoją grę (tutaj próbka gry muzyka na YT).
Brazylijczyk ze spokojem siedział na wysokim krześle raz po raz zerkając na swojego kolegę, miał chyba sporą zabawę jak i publiczność. Występ trwał po nad godzinę i był nagradzany ogromną owacją, sporo osób oklaskiwało również muzyków na stojąco.
Duet bisował raz i został pożegnany bardzo gorąco przez publiczność.
Nastąpiła 20 minutowa przerwa aby rozstawić sprzęt nowojorczyków, krótkie słowa osoby prowadzącej i muzycy wchodzą na scenę.
Oczywiście nasz mistrz pierwszy a za nim jego towarzysze.
Oczywiście Quartet rozpoczął od tematu z najnowszego albumu "Wisława" a ja zostałem totalnie zaskoczony jakością dźwięku jaki dobiegał ze głośników - absolutny światowy top. 
Jako człowieka, który bardzo sobie ceni dobre brzmienie zostałem absolutnie zadowolony. 
Stańko świetnie ubrany, stylowe buty, ciemny garnitur oraz oczywiście kapelusz, stał na froncie sceny po jego prawej stronie perkusja i dalej kontrabas a po lewej pianista.
Jak zwykle stylowe oświetlenie, stonowane kolory rozświetlały spokojnie scenę.
Przyznam się, że Stańko wyglądał na zmęczonego i nawet pozwolił sobie usiąść na kilka minut na stołku, który znajdował się na środku sceny raz po raz pochylając się aby napić się wody.
No cóż Tomasz nie jest już młodzieniaszkiem lecz nie jednego z nas mógłby "zjeść na dzień dobry".
Co rzuciło mi się w oczy to totalne zgranie grupy. Ich występ rok temu był bardzo sztywny, grupa trzymała się totalnie ram jakie nakreśliła im studyjna "Wisława". Tym razem grupa dała sobie o wiele większy luz muzyczny co było słychać w grze perkusisty oraz pianisty.
Przyznam się, że największe wrażenie właśnie zrobiła na mnie gra wyżej wymienionych muzyków, szczególnie perkusja robiła niesamowite wrażenie!.
Występ quartetu  trwał po nad godzinę, muzycy nawet dali się zaprosić na krótki bis i zostali pożegnani ciepłą owacją.
Kolejna udana muzyczna noc, życzyć sobie takich więcej.
MUSIC NON STOP

ps. Występ muzyków jest częścią London Jazz Festival jaki odbywa się w całej metropolii.
Przed głównym koncertem w holu Barbican miał występ francuski zespół L'Hijaz'Car.
Dlaczego tak mało fotografii i są takie nijakie ?
Trzeba się skupić na muzyce a mniej na pstrykaniu - taki mam plan ;).















środa, 19 listopada 2014

Krzysztof Sadowski And His Naked Pictures.

Klika miesięcy temu zakupiłem  na największym polskim portalu aukcyjnym płytę z serii Polish Jazz Volume 47, Krzysztof Sadowski And His Group.
Płyta została wydana w 1974 roku. Na płycie znajdziemy nowoczesne jazzowe aranżacje zahaczające o fusion czy awangardowe wokalne eksperymenty. Jednak dziś nie o muzyce a o "niespodziance" jakią podarował mi poprzedni właściciel.
Jak napisałem powyżej płytę zakupiłem kilka miesięcy temu i czekała sobie spokojnie na odbiór, późniejsze mycie itd. W końcu płyta wylądowała na talerzu, odsłuchałem ją a po przesłuchaniu chciałem z powrotem "wsadzić" płytę do okładki ale ... płyta nie chciała wejść do środka.
Myślę sobie "Co jest okładka jest rozerwana" ?
A może coś innego.
Zaglądam do środka i widzę zdjęcie, wyciągam i... .
Ładny bonus do okładki.
A Wy co znaleźliście w swoich płytach winylowych lub cd ?.

czwartek, 6 listopada 2014

Skalpel, Cargo, Londyn 2014.

Skalpel - jedna z najważniejszych polskich grup elektronicznych, bodaj jedyna polska nazwa rozpoznawalna na całym świecie z kręgów elektronika/dj itp.
To mój pierwszy raz kiedy miałem przyjemność zobaczyć zespół na żywo. Co prawda zespół grał w Londynie jakiś czas temu jednak nie był to normalny set grupy a tworzenie na żywo muzyki pod film.
Cargo to klub znajdujący się w "trendy" dzielnicy Shoreditch we wschodnim Londynie (choć to ciągle pierwsza strefa). 
Jak to bywa, w wielkich miastach gdzie wszyscy walczą o choć kawałek ziemi na własną działalność, kluby można spotkać w najmniej oczekiwanych miejscach.
Cargo  znajduje się w łukach wiaduktu kolejki miejskiej, jednak nie ma co się obawiać o poziom wyposażenia, klub spełnia wszelkie światowe standardy.
Bilet na koncert kosztował 11 funtów, co jak na ten klub było nie wygórowaną ceną, na przykład wjazd na koncert Fisza czy Bednarka (kto to jest Bednarek ?) kosztował jak pamiętam 20 funtów.
Oprócz Skalpel na scenie pojawili się:
- Shunya - irlandzki mulit-instrumentalista oraz
- arms and sleepers - amerykański projekt muzyczny.
Przyznam się, że spóźniliśmy się z dziewczyną na Shunya także nie będę pisał jak wypadł set Irlandczyka. Po przybyciu do klubu arms and sleepers, rozpoczął już swój występ.
Muzyka była w klimatach Boards Of Canada czy wypustów z wytwórni WARP, co jak myślę nie było wielkim zaskoczeniem dla publiczności, oczywiście przeważającą liczbą widowni stanowili  Polacy.
Jedynym minusem setu to stanowczo stanowczo za dużo basu w tak małym pomieszczeniu przez co dźwięk raz po raz był zniekształcony.
Około 21.40 na scenę wskoczyła ekipa techniczna głównej "gwiazdy" aby podłączyć finalnie sprzęt i po 10 minutach Skalpel wszedł na scenę powitany gorącą owacją.
Na scenie pojawiło się pięcioro ludzi, cztery osoby były muzykami a piąta odpowiadała jak mniemam za oprawę graficzną.
Przyznam się szczerze, że oprawa graficzna stanowiła bardzo silny punkt muzyki, idealnie komponowała się z muzyką tworząc świetny nastrój. 
Styl oprawy był bardzo prosty, lecz z wielką siłą ekspresji. Większość grafiki była generowana komputerowo choć w utworze "Soundtrack" tłem muzyki był animowany obraz gdzie chyba komputery nie były pierwszym narzędziem tworzenia, również w utworze "If The Music Was That Easy" wykorzystano kultową scenę tańca z filmu "Salto"
Co do muzyki (bo to chyba najważniejsze) grupa zagrała większość z nowego albumu "Transit" plus kilka perełek ze starych albumów choć mi osobiście zabrakło nostalgicznego "Sculpture".
Przyznam się, że nie przesłuchałem nowego albumu grupy jednak jak mnie słuch nie myli grupa zdecydowanie przestała ciąć (wykorzystywać) sample z Polish Jazz a postawiła na własne aranżacje.
Jak napisałem powyżej obecne w Skalpel grają cztery osoby nowością jest dołączenie do grupy żywej perkusji oraz klawiszy. Za bębny odpowiada Jan Młynarski a za klawisze Joanna Duda.
Uważam, że dodanie tych dwóch na wskroś jazzowych  instrumentów dodało grupie jeszcze większego "ostrza" i mocy.
Chociaż czasami bębny oraz klawisze tworzyły totalny muzyczny chaos - jednak nie wiem czy była to jazzowa improwizacja czy też muzycy rozjeżdżali się  to chyba na minus setu grupy. Tak jak napisałem powyżej nie przesłuchałem nowego albumu także nie wiem czy ten chaos to był utwór czy też wynikał z z błędu muzyków.
Kolejny świetny koncert zaliczony - dla wszystkich, którzy będą mieli okazję zobaczyć Skalpel na koncercie, nie ma co się zastanawiać po prostu trzeba iść i posłuchać.