Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ECM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ECM. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 marca 2016

Nils Petter Molvær - Khmer.

Kto słyszał ten album ?
To najbardziej futurystyczny i nie jazzowy wypust z wytwórni ECM jaki słyszałem do tej pory.
To nawet nie jest muzyka klasyczna lub eksperymentalna jaką wydaje ta zasłużona wytwórnia 
to po prostu muzyka ELEKTRONICZNA.
Pierwszy utwór "Khmer" nie zapowiada elektronicznej podróży, słyszymy trąbkę, 
różne przeszkadzajki a w tle afrykańskie dźwięki. 
Ot kolejna "world music" w katalogu ECM.
Jednak drugi utwór "Tløn" pokazuje nam czego się w 1997 roku słuchało a mianowicie 
Future Sound Of London!
Potężne brzmienie wręcz rozsadza kolumny gdzie beaty raz po raz uderzają w głowę.
Już teraz jestem całkowicie przekonany, że na pewno nigdy nie słyszałem takiej muzyki z niemieckiej wytwórni.
Trzeci utwór "Access / Song Of Sand I" to spokojniejsza kompozycja od poprzedniej, tempo zostało nieco zwolnione a głównym instrumentem jest gitara - skojarzenia z Terje Rypdalem jak najbardziej na miejscu.
Czwarty oraz kolejne utwory porównując do poprzednich kompozycji to spokojne, nastrojowe ballady, które wyhamowują tempa poprzednich utworów.
Siódmy utwór "Song Of Sand II" to powrót do ciężkiego elektronicznego beatu, który prowadzi nas przez 
sześć minut.
Płytę kończy "Exit", który rzeczywiście całkowicie wycisza poprzednie utwory, jakby przygotowując nas do zakończenia słuchania płyty.
Czy polecam tą płytę?.
Na pewno nie jest to najlepszy album z katalogu ECM.
Nie jest to też dobra elektroniczna muzyka, która mogła by być stawiana jako przykład dobrego miksu elektroniki z tradycyjnymi instrumentami.
Z resztą posłuchajcie sami.



wtorek, 2 lutego 2016

Moja setna płyta ECM.

Dzisiaj odsłuchuję swoją setną pozycję z wytwórni ECM, która znalazła się mojej kolekcji.
Właśnie sączy się z kolumn płyta Miroslava Vitous'a "Universal Syncopations".
Kogo znajdziemy w składzie ?
Same super-gwiazdy z jazzowego firmamentu. 
Jan Garbarek, Chick Corea, John McLaughlin, Jack DeJonnette oraz oczywiście Miroslav Vitous
Płyta została nagrana w najsłynniejszym jazzowym europejskim studio a mianowicie "Rainbow Studios" w Oslo.
Swoją pierwsza płytę z ECM-u zakupiłem pięć lat temu i był to krążek CD Tomasza Stańko "Lontano". 
Od tamtej pory zakochałem się w nagraniach tej wytwórni.
Referencyjna jakość dźwięku, skromna lecz bardzo gustowna stylistyka poligrafii, dbałość o każdy szczegół, tego można oczekiwać od Manfreda Eichera, który prowadzi wytwórnię od samego początku czyli
... lat 70-tych. 
Obecnie 60 procent mojej kolekcji ECM to płyty CD a 40 procent to "czarne krążki".
Eicher jest również odpowiedzialny za znakomitą większość produkcji  muzyki, która ukazuje się w jego wytwórni. 
Nie wiem skąd on bierze na to czas?.
Tytan pracy, nadczłowiek. 
Można również dodać, że wytwórnia ECM podzielona jest na kilka pod-labeli w których ukazuje się nie tylko jazz a na przykład - muzyka klasyczna. 
Czego sobie życzyć z dzisiejszej okazji ?
Na pewno następnej "setki" i jeszcze większych muzycznych wrażeń.  

poniedziałek, 16 listopada 2015

Marcin Wasilewski Trio & Joakim Milder + Helen Sung, Milton Court, Londyn.

Wczorajszy koncert był częścią EFG London Jazz Festival, który odbywa się w wielu miejscach w stolicy Wielkiej Brytanii w dniach 13-22 listopad.
2000 artystów,
300 koncertów,
50 scen na których grają muzycy.
I to wszystko w jednym mieście, prawdziwy raj dla jazz-maniaków.
Może kilka słów o miejscu w którym odbył się koncert.
Milton Court jest nową częścią kulturalnego kompleksu jakim jest Barbican.
Został oddany do użytku kilka lat temu a właściwie to w tym budynku znajduje się szkoła muzyczna ... która otrzymała profesjonalną salę koncertową.
Nieźle co nie ?
Obok sali koncertowej została wybudowana wieża w której znajdują się apartamenty mieszkalne to chyba ogólnoświatowy trend.
Wieża ta nawiązuje stylem do swoich trzech starszych sióstr, które są ikonami brutalizmu w architekturze na świecie. 
Oczywiście nowy budynek nie jest betonowym kolosem, tylko szklanym odbiciem brutalizmu swojego starszego rodzeństwa.
Jest to mój pierwszy raz kiedy będę w Milton Court także z wielką ciekawością szliśmy na koncert.
Sala okazała się zdecydowanie mniejsza od tej która znajduję się w Barbican - myślę, że nawet trzykrotnie. Jednak ciepły kolor drewna i ogólny wystrój sali daje nam bardzo miłe, przytulne wrażenie. Dość szybko znaleźliśmy swoje miejsca gdzie przy każdym z foteli znajdował się po nad trzydziestu stronicowy folder z Londyńskiego festiwalu to norma w Barbican.
Mimo, że koncert został wyprzedany sala zapełniła się w 95%. 
Około 19.35 wyszła na scenę osoba jak na moje oko około 20 letnia kobieta (być może nawet uczennica tej szkoły) z pewnym luzem i typowo angielskim humorem zapowiedziała dzisiejszy koncert. 
Oczywiście pani nie mogła wypowiedzieć poprawnie nazwiska naszego pianisty, choć nie należy do szczególnie do "trudnych". Jednak typowo po angielsku wyszła z tej opresji zamieniając wszystko w żart.
Kilka minut później pojawiła się na scenie Helen Sung ze swoim zespołem.
Sung promowała swój najnowszy album "Anthem For A New Day", który został wydany rok temu przez Concord Jazz.
Muzyka jaki zaprezentował kwartet do bardzo klasyczny, dość sztywny w swojej formie jazz.
Nie ma co się dziwić, Sung studiowała muzykę klasyczną, która na pewno rzutuje na styl gry jaki wykonuje jej zespół. Chciałbym również dodać, że Sung pobierała również nauki u Rona Carter'a, Wayne Shorter'a i Herbie Hancock'a ... uffffffffff takie rzeczy tylko chyba w USA.
Przyznam się, że muzyka nie przypadła mi zbytnio do gustu, najbardziej podobała mi się gra perkusisty E.J. Strickland'a.
Również chyba pierwszy raz spotkałem się aby po każdym utworze muzyk wygłaszał kilku minutową przemowę, to trochę gubi, załamuje rytm koncertu.
Po około godzinie muzycy zeszli ze sceny pożegnani owacją.
15 minutowa przerwa techniczna i wchodzi główna gwiazda wieczoru 
Marcin Wasilewski Trio & Joakim Milder powitana bardzo gorąco. 
Obecnie grupa znajduje się na swoim tournee promującym album "Spark Of Life" wydanym dla kultowego ECM.
Rozpoczęli od spokojnej ballady, która aż wypełniła gorącą atmosferą całą salę koncertową. Zupełnie inne granie niż zespół Sung. Grupa pozwalała sobie na dość duży luz. 
Następnie usłyszeliśmy "Message In A Bottle" Stinga, tutaj zespół porwał całą publiczność, Marcin Wasilewski szalał za pianinem, jakże różniąc się stylem gry od statycznej Sung ! 
Grupa pozwoliła sobie przedłużyć ten utwór ku radości publiczności.
Po jednym z utworów Marcin wziął mikrofon aby przedstawić zespół i okazało się, że ... nie działa. Jednak muzyk niczym się nie przejął i przedstawił publiczności skład mimo wszystko bez mikrofonu. Będąc na balkonie słyszeliśmy dokładnie co powiedział - akustyka sali zrobiła swoje. 
Również saksofonista miał problem techniczny z odsłuchem i raz na utwór prosił aby coś poprawić z nim.
Grupa dalej kontynuowała swoją grę i za każdym razem zbierała bardzo gorący aplauz.
Usłyszeliśmy m.in Largo oraz Actual Proof.
Grupa zeszła ze sceny pożegnana bardzo, bardzo gorąco, niektórzy zaczęli wychodzić jednak znakomita większość została aby "zmusić" grupę do bisu.
No i udało się po kilku minutach pojawili się na scenie i zagrali oczywiście 
"Sleep Safe And Warm" Krzysztofa Komedy. Chyba nie mogli wybrać lepszej kompozycji.
Piękne pożegnanie z Londynem.
Po koncercie muzycy spotkali się z publicznością aby zamienić parę słów i podpisać swoje płyty.
To bardzo miło z ich strony ponieważ było widać, że występ kosztował zespół sporo energii.
Mi udało się zdobyć autografy całego składu ze "Spark Of Life"
Kolejny udany muzyczny wieczór, muzycy światowego formatu, piękna muzyka, sala i atmosfera.
Jakbyście mieli okazję zobaczyć Marcin Wasilewski Trio - nie ma co się zastanawiać, to chyba obecnie najlepszy polski skład jaki mamy na światowym firmamencie jazzu.





























poniedziałek, 9 listopada 2015

Jack DeJohnette - Oneness.

W poprzednim poście napisałem o płycie, której nie można słuchać spokojnie ponieważ remaster oryginalnej taśmy okazał się wielką pomyłką, tym razem napiszę o płycie, która może być przykładem referencyjnego brzmienia płyty CD w naszym systemie audio.
Honor jakości płyty CD będzie bronić nie kto inny a niemiecka wytwórnia ECM.
Płytę nagrano w studio Right Track Recording, które mieści się w Nowym Jorku.
Pozycja została wydana w 1997 roku, za produkcję odpowiedzialny jest oczywiście Manfred Eicher.

W składzie znajdziemy:
- Jack DeJohnette - perkusja,
- Jerome Harris - gitary,
- Don Alias - instrumenty perkusyjne,
- Michael Cain - pianino.

Po pierwsze co się rzuca to oszczędność aranżacji, która mimo wszystko wypełnia całą przestrzeń.
Mimo, że muzyka nie jest "gęsta" i niby się "nic nie dzieje", muzycy prezentują swoje niezaprzeczalne umiejętności. 
Oczywiście wiodącym instrumentem jest perkusja DeJohnette, jednak zachowany jest umiejętnie balans, między poszczególnymi instrumentami.

Płytę otwiera dwu minutowy  utwór "Welcome Blessing", który wita nas kongosami i innymi przeszkadzajkami.
Drugi utwór "Free Above Sea" to umiejętna kompozycja, która balansuje między perkusją DeJohnette a pianinem Caina. W tle możemy usłyszeć znowu konga czy gitarę, które jako całość tworzy bardzo duszny wręcz niepokojący nastrój.
"Jack In" typowy dla mnie utwór w stylu DeJohnette, dla podkreślenia akcentów gitara i pianino mają swoje solo. Lekko i przyjemnie raz po raz instrumenty perkusje łamią ustalony rytm.
Płytę kończy 27 minutowa (!) kompozycja "From The Heart/C.M.A.".

Świetna płyta, rewelacyjne brzmienie co może nas utwierdzić, że dobrze zrealizowana muzyka wydana na wymierającym zdaje się nośniku jakim jest płyta CD, może przynieść nam wiele muzycznych wrażeń.
Dla każdego fana wytwórni ECM - płyta z  gatunku "Must have".

wtorek, 30 grudnia 2014

Podsumowanie roku 2014.

Mijający rok to kolejne 365 dni, w których szerokim łukiem omijałem "nową muzykę".
To kolejny rok w którym cofnąłem się do lat 60, 70 w poszukiwaniu dobrego brzmienia, starannej realizacji czy mistrzowskiej aranżacji muzyki.
To kolejny rok w którym panował jazz i okolice.
To kolejny rok w którym "łykałem" prawie wszystko z wytwórni ECM w poszukiwaniu brzmienia  oraz muzycznych wrażeń.
Kolejny rok poszukiwań w polskim jazzie, który bardzo wyróżnia się na tle europejskiego nurtu a co najważniejsze jest ciągle twórczy.
Oczywiście przesłuchiwanie  historycznych nagrań jak i całkiem nowych z roku 2014.
Co do "zagranicznego" jazzu to jestem obecnie na etapie kompletowania podstawowej dla mnie dyskografii Milesa Davisa.
Co do nośnika to nie wyróżniałbym żadnego a więc pliki, cd oraz winyl - wszystkie te media sprawiają wielką frajdę oczywiście staram się już omijać mp3 choć przy dobrym kodeku też ładnie potrafi zaskoczyć.
A jaka nowa muzyka w 2014 ?
Może zacznę troszkę inaczej.
Black Sabbath - przysięgam, że nigdy w życiu nie przesłuchałem
ŻADNEGO CAŁEGO ALBUMU
Aż do wakacji... .

Podczas letnich dni kolega namówił mnie aby pójść na koncert Sabbathów, przyznam się że nie byłem specjalnie przekonany aby pójść zobaczyć Ozziego oraz spółkę ale koniec końców dałem się namówić.
I to co usłyszałem zmieniło moje postrzeganie tego zespołu a także pokazało mi jaki ten zespół miał wpływ na muzykę metalową.
Zostałem po prostu zniszczony prostotą ale i również systematyką riffów, temp w jakich gra zespół - absolutna klasyka metalu jak i muzyki rockowej w ogóle.
Także od wakacji jestem zagorzałym fanem Black Sabbath !.
Tutaj można zobaczyć londyński koncert.
Coś nowego ?
Może Aphex Twin "Syro".
Cały elektroniczny świat oczekiwał na nowy album Irlandczyka i się doczekał po... 13 latach.
Ja również należę do wielbicieli twórczości Richarda... ale z naciskiem na dwa pierwsze albumy, które wyniosły muzyka na Olimp. Kolejne dwa albumy to zatracenie się w chaosie i zgubienie wyznaczonej trasy z początku lat dziewięćdziesiątych.
"Syro"  - jest w pewnym stopniu powrotem do starych dobrych brzmień znanych z lat osiemdziesiątych jednak w nowej aranżacji. 
Całe szczęście nie ma tam chaosu i szybkich temp znanych z na przykład z "Drukqs".
Nie jest to jakoś wybitny album jednak to dobrze, że się ukazał, fani czekali na ten album aż 13 lat.
Rok 2014 to również koncerty które dało się zobaczyć o to kilka z nich:
- Jack DeJohnette,
- Robert Henke,
- PROMS,
- Black Sabbath,
- Tomasz Stańko.
Oby następny rok nie był gorszy w muzyczne wrażenia czego i Wam życzę.
                                                 MUSIC NON STOP








czwartek, 16 maja 2013

Tomasz Stańko + New York Quartet oraz John Surman w londyńskim Barbican Art Center.

Wczoraj 15 maja miałem przyjemność zobaczyć Tomasza Stańko ze swoim nowym zespołem oraz zasłużonego angielskiego muzyka Johna Surmana.
Tomasz Stańko jest obecnie na swoim światowym tournee z płytą "Wisława" wydanej dla wytwórni ECM a 
John Surman promował swój album "Saltash Bells".
Koncert odbył się w zasłużonym Barbican Art Center.
Może kilka słów o Barbicanie. Miejsce gdzie znajduje się obecnie centrum kultury zostało bardzo ciężko zbombardowane podczas Blitzu w 1940 roku. Spora działka praktycznie została nie ruszona od czasów wojny do lat  60-tych kiedy to Londyńska Korporacja "funduje" narodowi centrum kultury oraz mieszkania gdzie koszt budowy wyniósł 160 milionów funtów co przy obecnej wartości waluty daje sumę około 420 milionów funtów.



Centrum zostało zaprojektowane przez grupę architektów: Chamberlin, Powell and Bon w stylu Brutalizmu jakże popularnym w owych czasach. Także i w Polsce mamy (mieliśmy) kilka kultowych Brutalnych architektonicznie miejsc jak na przykład Dworzec w Katowicach (obecnie zburzony). 
I to nas różni od "Zachodu" my burzymy a oni restaurują i dbają. Świetnym przykładem jak to wszystko działa jest Dworzec Centralny w Warszawie.
Nieremontowany przez 30 lat, padł ofiarą dzikiego chaosu ostatnich 20 lat, budy z frytkami, zapuszczone korytarze, chaos stylistyczny, a ponad to wszystko smród i brud.
Tak samo jak z Brutalem z Katowic chciano się obejść z dworcem w Warszawie - ZBURZYĆ. 
Jedyne wyjście z sytuacji (czytaj najprostsze).
A wystarczyło TYLKO umyć, od nowa zaprojektować przestrzeń dworca i ... wszyscy zadowoleni, nie było końca zachwytów. Tak sobie myślę, że jeszcze ktoś, kiedyś odpowie za tego Brutala Z Katowic i wiele innych 
"źle urodzonych" budynków.



Trochę się zapuściłem w niemuzyczne klimaty ale chciałbym zahaczyć o jak najwięcej rejonów i pokazać jak to wszystko może być ciekawie ze sobą połączone.
Wróćmy do muzyki. Sala została w 95% zapełniona przez audytorium co mówi nam o popularności muzyków. Przed koncertem można było nabyć płyty cd wykonawców oraz otrzymać 165 stronicowy katalog ECM-u.
Punktualnie o 20 godzinie wszedł kurator koncertu i po kilku słowach wstępu zaprosił Johna na scenę. 
Na scenie znajdował się spory stół na na nim trochę instrumentów i trochę elektronicznych zabawek. Co ciekawe John zaczął od utworu na ... flet. Jak to później wyjaśnił muzyk znalazł ten flet w kartonie, który nie był otwierany od wielu wielu lat. Następny utwór to już powrót do Surmanowskich klimatów: klarnet plus świetne elektroniczne tło w stylu berlińskiej szkoły.





Następny utwór i zmiana instrumentu, tym razem saksofon barytonowy. 
Znowu dźwięk zaczął się rozprzestrzeniać z wielką mocą po całej sali.
Następny utwór to znowu klarnet podłączony do delay'a a razem z tym świetna zabawa muzyka z pogłosem dająca piorunujący efekt, który publiczność przyjmuje z wielką owacją. Kolejny utwór i tym razem poezja na początek gdzie z czasem wchodzi elektroniczne tło i gra Surmana na instrumencie.
Generalnie publiczność przyjęła set Johna z wielkim entuzjazmem nagradzając wielką owacją. 
Muzyk na zakończenie podziękował akustykowi z Barbicanu za świetną robotę.
Surman grał około 45 minut, kwadrans przerwy, punktualnie o 21 znowu kurator wygłasza krótką przemowę i wchodzi Tomasz Stańko a za nim nowojorscy muzycy.
Wielka owacja przywitała muzyków, nie ma się co dziwić przecież niemały procent widowni to byli Polacy. Minuta, dwie na przygotowanie się do gry i popłynęła muzyka, oczywiście z "Wisławy". 
Tomasz Stańko w swoim stylu ubrany w garnitur oraz czarny kapelusz umiejscowił się na centralnym miejscu 
sceny - w końcu to jego show.

Po prawej stronie (widowni) zasiadł perkusista po środku kontrabas a po lewej stronie fortepian. 
Bardzo podobała mi się oprawa graficzna sceny - rzuty prostej grafiki na powierzchnię za muzykami oraz na podłogę a wszystko w stonowanych kolorach.
Co o nowych muzykach Stańki ? Przede wszystkim perkusista to on robił wielkie wrażenie na publiczności a nawet czasami był pierwszym instrumentem na sali, jak myślę za pozwoleniem mistrza. Co ciekawe raz na jakiś czas Stańko schodził na bok sceny i pozwalał muzykom robić swoje show. 
Na ile w tym wolności a ile wykreowanej gry to już pewnie wiedzą sami muzycy. Jednak robiło to wrażenie jak Stańko przestawał grać schodził na bok sceny stawał z rękoma w kieszeniach i obserwował "ojcowskim okiem" grę muzyków.
Większość utworów zagrana podczas setu to utwory z "Wisławy" a szkoda jest tak wiele wspaniałych utworów z przebogatej kariery muzyka ale tak to już jest trzeba promować nowe utwory i obserwować reakcję publiczności.
A właśnie co o publiczności ?
Niestety nie obyło się bez kilku incydentów, na przykład podczas utworu pewna kobieta krzyknęła do człowieka obok po angielsku "Przetań rozmawiać" a ten ktoś odkrzyknął "Zamknij się" i wywiązała się pyskówka jednak nie słyszałem dalszego "dialogu" ponieważ muzycy zaczęli grać. Mam nadzieję, że nie był to nasz rodak.
Nieważne, niesmak pozostał.
Set Stańki trwał około 2 godzin, oczywiście nie obyło się bez bisów - ktoś z widowni krzyknął po polsku 
"jeszcze dwa utwory" . Jednak muzycy zagrali tylko jeden utwór i szybko zeszli ze sceny.
Był to mój pierwszy koncert na którym miałem okazję zobaczyć Tomasza Stańkę, był to mój również pierwszy raz gdzie byłem na sali, gdzie akustyka i nagłośnienie były na światowym poziomie, myślę że to nie był mój ostatni koncert w Barbicanie w moim ulubionym budynku w Londynie.







wtorek, 8 stycznia 2013

List do Carlosa

Cześć Carlos.
Piszę do Ciebie list wiedząc, że nigdy go nie przeczytasz.
(musicie wiedzieć, że Carlos nie operuje językiem polskim).
Carlos - znamy się już tyle lat, wiesz dobrze, że naszym głównym tematem rozmów jest MUZYKA.
Ty wychowany na latach 60,70 ja bardziej na alternatywnych klimatach.
Ty zafascynowany rockiem progresywnym i klasycznym brzmieniem takich kapel
Led Zeppelin, Beatles, Cream, Pink Floyd czy wczesne Genesis.
Ja bardziej penetrujący ciemniejsze czy też "ciężkawe" rejony muzyczne.
Pamiętam, że to dzięki Tobie przesłuchałem klasyczne albumy Beatles, pamiętam, że to dzięki Tobie zdusiłem więcej niż jeden album Pink Floyd np."Wish You Were Here" czy "Atom Heart Mother".
tak na marginesie co za nuda !
To dzięki tobie wsłuchiwałem się jak została nagrana pierwsza płyta Floydów.
To również dzięki tobie zwróciłem uwagę na pierwsze studyjne eksperymenty z muzyką i efektami Beatles.
Tak, to przy tobie "ukułem" stwierdzenie, że jak ktoś mi przystawi do głowy pistolet to powiem, że najlepszym rockowym albumem jest "Dark Side Of Moon" - chociaż ciężko będzie mi to wypowiedzieć - jest tyle innych świetnych płyt w  historii rocka.
To dzięki tobie poznałem i wsłuchałem się w Cream.

Pamiętasz Carlos jakieś 3 miesiące temu poleciłem Tobie jednego z najlepszych gitarzystów jazzowych ?
Pewnie nawet nie pamiętasz jego nazwiska ?
Wiedziałem...
Przypomnę Tobie
Ok ?!
Terje Rypdal
Wiedziałem, że nawet nie sprawdziłeś na youtube aby zorientować się jak Rypdal gra.
Pamiętasz jak opisywałem  Tobie jak gra ten gitarzysta ?
Pamiętasz jak byłem w szoku po przesłuchaniu jednego z wielu jego albumów o nazwie "Odyssey" ?

Od razu pomyślałem o Tobie - to jest wielki album na pewno się spodoba Carlosowi.
Ok, płyta została wydana przez kultowy ECM - ale pewnie Ty nawet nie wiesz co to jest ECM.
Mówiłem, że to nie jest jazz choć muzycy na wskroś jazzowi.
Mówiłem, że najważniejszą rolę na tej płycie to gitara - Twój ulubiony element rockowej układanki.
Płyta została wydana w 1975 roku a więc perfekcyjny czas to był dla Ciebie.
Chciałem pokazać Tobie jak można pomieszać style, jak można nagrać dobry album.
Carlos, nie przesłuchałeś tej płyty.
Carlos - nawet nie chciało Ci się sprawdzić youtube...jesteś muzycznym ignorantem.

Próbka gry Rypdala na "Odyssey":
http://www.youtube.com/watch?v=_XH_g5gf-MI



Nie zapomnę tego jak pożyczyłem Tobie DVD Einsturzende Neubauten "1/2 Mensch" - trzymałeś te DVD ponad miesiąc.
Nawet nie oglądnąłeś fragmentu ani minuty - powtórzę to jeszcze raz jesteś
WIELKIM MUZYCZNYM IGNORANTEM.
Oddając mi te DVD tylko wzruszyłeś ramionami.
Chciałem pokazać Tobie jak wygląda inna muzyka, jak muzyka się zmieniła od czasów Beatles czy Genesis, jak muzyka potrafi generować jakże inną energię znaną ze statycznych koncertów "wielkich tego rocka".
Carlos czy nie potrafisz przeskoczyć do innego rozdziału w książce zwanej muzyką ?
Czy ty nie potrafisz czuć innych smaków ?
A może nie widzisz innych barw ?

Szkoda, że nie widziałeś swojej miny jak Ci polecałem polski zespół SBB - znaną i poważaną w Europie grupę grającą rock progresywny. Twój wyraz twarzy mówił mi wszystko.
Polacy ? Oni nie mogą grać DOBREJ muzyki .
Tutaj byłem już pewien,że nawet nie zajrzysz do youtube czy wikipedii.
Oczywiście Ty tej grupy nie znasz i pewnie nigdy nie poznasz ani za pewnie nie przesłuchasz 5 płyt (tak jak ja przesłuchałem Beatles).
Zgadza się ?
WIELE TRACISZ CARLOS

Szkoda, że nie widziałem swojej miny jak mówiłeś mi, że czujesz się, kreujesz się na snoba słuchając muzyki z lat 60 czy 70. Carlos ale ty muzykę słuchasz na youtube a twoim źródłem muzyki jest komputer !
Jak możesz poczuć duszę i sens słuchając cyferek z internetu !
Nie dotkniesz nigdy muzyki przez internet !
Nigdy nie poznasz MUZYKI nie otwierając się na inne horyzonty.

Carlos, dobrze wiesz,że jak się spotkamy będziemy znowu rozmawiać o muzyce - ale nie wiem czy będziemy mówić o tej samej muzyce.
Pozdrawiam

ps.
Wiesz co Carlos ja Ci pożyczę te CD "Odyssey" Rypdala.