poniedziałek, 31 sierpnia 2015

SBB - Live In America 1994.

Nie wierzę w to co usłyszałem...
Po przesłuchaniu pierwszych minut tej płyty myślałem, że kolega pożyczył mi coś innego niż SBB.
Aż musiałem przerwać odsłuch i wyciągnąć płytę z odtwarzacza i się upewnić czy to aby na pewno prog-rockowe SBB.
Tak, to jest ten zespół !
Utwór zaczyna się "Follow The Dream" jednak nie jest zagrany w stylu jaki znamy ze starszych płyt. Kompozycja dostała bardzo funkowy, nowoczesny beat a świetny głos Janusza Hryniewicza dopełnia ten utwór na sto procent. 
Nie mogłem uwierzyć, że śpiewa ten utwór Polak, zero ciężkiego, słowiańskiego akcentu  a i na brak umiejętności śpiewu nie ma co narzekać, również Skrzek udowadnia, że potrafi śpiewać po angielsku. 
Bardzo mocne wejście. 
Drugi utwór "Hung-Under" i kolejna niespodzianka ponieważ na wokalu pojawia się nie jaka... Kim. To spokojny, nastrojowy utwór w stylu Grażyny Łobaszewskiej.
"Wish" to wokalny popis Skrzeka, wolne, monotonne tempo prowadzi nas przez sześć minut. Skojarzenia z Pink Floyd jak najbardziej na miejscu.
"Singer Oh Singer" - to najbardziej popowy utwór na tej płycie. W tym utworze śpiewają Skrzek oraz Hryniewicz.
"Drzewko Oliwne" to kompozycja Antymosa Apostolisa. Lekka i zwiewna kompozycja oparta na gitarach. Dobre rockowe granie.
"Freedom With Us" - hymn SBB. 
Zaczyna się charmonijką ustną lecz po chwili pojawiają się chórki aby ubarwić muzykę. Bardzo bluesowe tempo, bardzo dobre wokalne "jammowanie" Hryniewicza.
"Oak Theatre" - nowoczesny, funkujący puls, Hancockowskie klawisze, tym razem bez wokali.
"Swinging Blues SBB"  - już sama nazwa wskazuje co usłyszymy. Bluesowy jamming z luźnym tekstem. Zespół pozwolił sobie na trochę zabawy podczas koncertu.
"Erotyk" - to kolejny już klasyczny utwór SBB. Kompozycja zagrana nieco inaczej niż na płycie. Rozpoczyna się duetem klawisze-śpiew. Świetnie, że Skrzek zachowuje emocje zawarte w tym utworze. Po dwóch minutach wchodzi perkusja i gitara i kolejny raz popisuje się świetnym wokalem Janusz Hryniewicz ! 
Bardzo dobre zwieńczenie koncertu.
Płytę kończy "Figo-Fago" - harmonijka ustna rozpoczyna ten utwór aby przejść do luźnej formy tego utworu. 
Blues prowadzi nas przez całą kompozycję. Usłyszymy solo na  perkusję czy gitarę. Muzycy raz po raź łamią tempo utworu.

Krótkie podsumowanie płyty. 
Kilka postów niżej "zrypałem" koncertową płytę SBB  Giżycka. Tym wpisem chciałbym z rekompensować grupie "poniesione krzywdy". 
Tak jak napisałem powyżej na początku nie mogłem uwierzyć, co słyszę. Bardzo nowoczesne kompozycje, nowy wokalista, który bardzo dobrze śpiewa po angielsku bez żadnego kompleksu. Płyta ma dość dobre brzmienie, "Follow The Dream" swoim rytmem wciąga nas na salę koncertową. 
Utwory zostały zarejestrowane podczas tournee po Ameryce Północnej w New Jersey oraz Chicago.
SBB wystąpiło w składzie:
Antymos Apostolis - gitara,
Józef Skrzek - wokal, harmonijka ustna, klawisze,
Jerzy Piotrowski - perkusja,
Andrzej Rusek - gitara basowa,
Kim - śpiew.


niedziela, 23 sierpnia 2015

Jimi Tenor, Cafe Oto, Londyn.

Cafe Oto to kultowe miejsce w Londynie na muzyczno-awangardowej mapie miasta.
Miejsce jest mekką w której grają światowej sławy tuzy muzyki niezależnej czy podziemnej.
To właśnie w Cafe Oto średnio  raz na miesiąc gra Peter Brotzmann a ostatnio  na cel to miejsce sobie obrał "londyńczyk" Thurston Moore.
Klub znajduje się w super trendy miejscu a mianowicie w północno-wschodnim Londynie w dzielnicy Dalston. 
Dzielnica ta została około piętnastu lat temu przejęta przez wszelkiej maści artystów, którzy opanowali zaniedbaną dzielnicę przekształcając ją w wibrujące, pełne wigoru młode serce miasta.
Cafe Oto jest tego wyśmienitym przykładem, klub znajduje się w budynku w którym znajdowały się kiedyś małe manufaktury. 
Klub ma powierzchnię około 100-150 m2, bardzo surowy wystrój z małym barem na tyłach salki.
Piątkowy wieczór rozgrzał mury miasta do temperatury 30 stopni także wieczór zapowiadał się naprawdę gorąco.
Około 20 godziny pojawiliśmy się przed klubem gdzie publiczność rozsiadła się na ulicy rozkoszując się gorącym wieczorem. My zrobiliśmy to samo, nie było sensu na razie wchodzić do klubu, zakupiliśmy napoje chłodzące i zajęliśmy się rozmową ze znajomymi.
Zastanawialiśmy się co zagra Tenor ?
- Czy to będzie jego DJ set ?
- A może to będzie jego elektroniczny projekt z lat dziewięćdziesiątych ?
- A może to jedno z jego "afrykańskich" wcieleń ?
- A może to jego eksperymentalne projekty ?

Około 21 z klubu zaczęły dobiegać pierwsze dźwięki. Szybka decyzja wchodzimy i wszystko jasne.
Muzyk rozsiadł się przy ścianie gdzie otoczyły go dwa stoły z klawiszami oraz elektronicznym zabawkami.
Sala bardzo szybko zapełniła się, myślę że było około 200 osób, także w ciągu 15 minut stało się niemożliwie duszno.
Tenor zaczął od swoich starych utworów znanych z pierwszych płyt i od razu porwał publiczność.
Jego spontaniczność i niczym nie skrępowany styl grania bardzo mnie zauroczył. Tak jak napisałem powyżej Tenor był otoczony elektronicznymi zabawkami lecz co jakiś czas grał na flecie poprzecznym i saksofonie czym wywołał wielki aplauz publiczności.
Nikt nie dbał o to czy muzyk trafiał w tempo muzyki, grając na flecie i śpiewając jednocześnie. Wszystko miało świetną formę i jako całość układało się w uporządkowany chaos, mimo, że muzyk czasami nie zdążył wyciszyć czy wyłączyć na czas jakiegoś samplera czy podkładu.
Pełen luz i obycie z publicznością, która wybaczała (nie chciała zauważyć) wpadek muzyka, który urzekł dosłownie wszystkich widzów.
Tenor grał około półtorej godziny i zaprezentował praktycznie cały przekrój swojej twórczości.
Ja byłem zadowolony najbardziej z utworu "Spell" gdzie muzyk poszedł na pełną improwizację lecz zachował emocje utworu. 
Muzyk dał się namówić na bis po kilku minutowej owacji co jest rzadkością w Londynie po czym pożegnał się ciepło z publicznością.
To był naprawdę gorący muzyczny wieczór.








środa, 12 sierpnia 2015

Obywatel G.C. - Live

Tym razem nie będzie o muzyce (no może nie do końca)  a o Intro, które poprzedza występ Grzegorza Ciechowskiego i jego zespołu.
Wstęp zaczyna się bębnami i trąbkami, które kojarzą mi się z polskimi filmami historycznymi po czym po chwili pojawia się bardzo przejęty, wręcz ekstatyczny głos spikera.
Przekonuje nas, że będziemy zaraz uczestniczyć w czymś zupełnie wyjątkowym, czymś co zdarza się raz na tysiąc lat, taka ostatnia rockowa wieczerza.
Myślałem, że ów człowiek zaraz się rozpłacze i upadnie na estradę i zejdzie po niego anioł i zabierze go na Olimp aby zasiąść na tronie między Zeusem a Apollem. 
Przyznam się, że Intro jest dość śmieszne i słychać, że spiker nie uniósł gry swoim głosem aby naprawdę przekonać widzów i słuchaczy, że będą uczestniczyć w czymś więcej niż koncert rockowy.

Koncert odbył się we Warszawie w 1988 roku z okazji sprzedaży 300 tysięcy (!) sztuk płyty Tak Tak!.
Intro do do posłuchania tutaj.

wtorek, 4 sierpnia 2015

SBB - Absolutely Live '98.

SBB - mistrzowie progresywnego rocka tym razem w odsłonie koncertowej z roku 1998 z Giżycka.
Jako fan wychowany na studyjnych albumach z lat siedemdziesiątych z dużą rezerwą podchodzę do nowych albumów i z "Live '98"  nie jest inaczej.
W zespole znalazł się nowy perkusista i nie wiem czy to on sprawił, że ta muzyka nie idzie do przodu. Owszem mamy tutaj popisy syntezatorów czy gitar, no i co z tego ?
Nie ma zacięcia czy wizji jak pociągnąć stare niezapomniane utwory, które w nowych aranżacjach wydają się być dość naciągane.
Doskonałym przykładem może być mega killer z repertuaru grupy a mianowicie "Odlot", utwór zaczyna się świetnym wstępem na gitarę i perkusję. 
W wersji "Live '98" mamy to samo tylko, że kompozycja po kilkunastu sekundach zacina się jakby muzykom zabrakło pomysłu co dalej (brak zgrania muzyków z nowym perkusistą ?).
Kilka razy słychać wyraźnie jak muzycy delikatnie się rozmijają, co przy takiej klasie muzyków nie powinno mieć miejsca. 
Tych przykładów można by mnożyć.
Kolejnym bodaj jeszcze gorszym mankamentem tej płyty jest nagranie/mastering, który woła o pomstę do nieba.
Jakość dźwięku jest wręcz fatalna, niskie tony  momentami zagłuszają cały balans między tonami.
Naprawdę dziwi mnie to, że ludzie którzy mają pojęcie jak powinna brzmieć dobrze nagrana płyta zgadzają się na wydanie takiej sieczki.
No cóż nie jest to dobra płyta SBB i nie będę do niej często wracał.