Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tomasz stańko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tomasz stańko. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 stycznia 2016

Tomasz Stańko - "A i J", Polonia Records.

Polonia Records - to mała wytwórnia, która wydaje klasyczne, polskie płyty jazzowe. 
W swoim dorobku wydała lekko ponad sto pozycji a znajdziemy w jej katalogu takich tuzów jak Krzysztof Komeda, Jan Ptaszyn Wróblewski, Urszula Dudziak, Stan Getz i wielu, wielu innych znakomitych muzyków.
Dzisiaj chciałbym opisać album "A i J" Tomasza Stańko.
Płyta została pierwotnie nagrana w 1982 roku a wersja kompaktowa pochodzi z 1997 roku.
Nie będę opisywał muzyki, która jest zawarta na płycie a opiszę pewną kwestię, która zbulwersowała mnie.
Tym razem chodzi mi o poligrafię płyty. W sumie to nie ma się do czego doczepić, ładny druk, kredowy papier... .
Tylko dlaczego wydawca zadrukował jedną stronę wkładki a drugą zostawił pustą ?!.
Oszczędność druku, błąd w drukarni czy po prostu niechlujstwo ze strony wydawcy ?.
Nie wiem czemu ale skłaniałabym się do tej ostatniej wersji a więc "olanie słuchaczy" przez wydawcę.
Przy takiej klasie muzyków, dodanie informacji czy zdjęć z sesji nagraniowej to absolutne minimum, które wydawca powinien "odhaczyć". 
Ale co tam drukujemy, byleby tylko wyszło.
Dlaczego wypuszcza się takie gnioty ?
Płyta nigdy nie ukazała się na CD a więc ciemny lud to kupi... i kupuje.
Tylko dlaczego później wydawcy się dziwią, że słuchacze przestają kupować legalne płyty?.
Płyta wygląda jak 100% pirat choć nią nie jest.
Szkoda gadać.




piątek, 21 listopada 2014

Tomasz Stańko New York Quartet + Stefano Bollani & Hamilton de Holanda, Barbican 2014

Który to już raz Tomasz Stańko gra w Barbicanie?
Trzeci ? Czwarty?
W sumie sam nie wiem, rok temu grał ze swoim nowojorskim składem w owej sali i miałem przyjemność po raz pierwszy zobaczyć naszego czołowego jazzmana w akcji (wpis tutaj).
Tym razem przed koncertem naszego mistrza wystąpił 
Stefano Bollani - włoski pianista oraz jak to określiła pani, która krótko przedstawiła muzyków Jimi Hendrix mandoliny Brazylijczyk Hamilton de Holanda.
Koncert rozpoczął się około 20 od występu dość osobliwego jak się okazało później duo.
Zajęliśmy miejsca kilka metrów od sceny z prawej strony także widok był niesamowity. Sala koncertowa wypełniła się po brzegi, jak myślę wszystkie bilety zostały wyprzedane.
Niski, zarośnięty, nieco niechlujnie ubrany Włoch oraz wysoki, szczupły, schludnie ubrany Brazylijczyk.
Duet został gorąco powitany przez publiczność, która o dziwo nie była we większości Polakami. Jak się okazało później spora liczba widowni przybyła aby podziwiać właśnie duet.
Muzyka była miksturą dźwięków latynoamerykańskich z pasażami włoskiej muzyki ludowej.
Bollani z tylko sobie znaną manierą raz po raz wstawał z siedziska aby wyginać się, tupać butami czy pięściami wystukiwać rytm na pianinie przy okazji śpiewając tylko sobie znane słowa piosenek. Przyznam się, że nie widziałem nigdy aby muzyk tak się wczuwał w swoją grę (tutaj próbka gry muzyka na YT).
Brazylijczyk ze spokojem siedział na wysokim krześle raz po raz zerkając na swojego kolegę, miał chyba sporą zabawę jak i publiczność. Występ trwał po nad godzinę i był nagradzany ogromną owacją, sporo osób oklaskiwało również muzyków na stojąco.
Duet bisował raz i został pożegnany bardzo gorąco przez publiczność.
Nastąpiła 20 minutowa przerwa aby rozstawić sprzęt nowojorczyków, kilka słów wstępu osoby prowadzącej i muzycy wchodzą na scenę.
Oczywiście nasz mistrz pierwszy a za nim jego towarzysze.
Oczywiście Quartet rozpoczął od tematu z najnowszego albumu "Wisława" a ja zostałem totalnie zaskoczony jakością dźwięku jaki dobiegał ze głośników - absolutny światowy top. 
Jako człowieka, który bardzo sobie ceni dobre brzmienie zostałem absolutnie zadowolony. 
Stańko świetnie ubrany, stylowe buty, ciemny garnitur oraz oczywiście kapelusz, stał na froncie sceny po jego prawej stronie perkusja i dalej kontrabas a po lewej pianista.
Jak zwykle stylowe oświetlenie, stonowane kolory rozświetlały spokojnie scenę.
Przyznam się, że Stańko wyglądał na zmęczonego i nawet pozwolił sobie usiąść na kilka minut na stołku, który znajdował się na środku sceny raz po raz pochylając się aby napić się wody.
No cóż Tomasz nie jest już młodzieniaszkiem lecz nie jednego z nas mógłby "zjeść na dzień dobry".
Co rzuciło mi się w oczy to totalne zgranie grupy. Ich występ rok temu był bardzo sztywny, grupa trzymała się totalnie ram jakie nakreśliła im studyjna "Wisława". Tym razem grupa dała sobie o wiele większy luz muzyczny co było słychać w grze perkusisty oraz pianisty.
Przyznam się, że największe wrażenie właśnie zrobiła na mnie gra wyżej wymienionych muzyków, szczególnie perkusja robiła niesamowite wrażenie!.
Występ quartetu  trwał ponad godzinę, muzycy nawet dali się zaprosić na krótki bis i zostali pożegnani ciepłą owacją.
Kolejna udana muzyczna noc, życzyć sobie takich więcej.
MUSIC NON STOP

ps. Występ muzyków jest częścią London Jazz Festival jaki odbywa się w całej metropolii.
Przed głównym koncertem w holu Barbican miał występ francuski zespół L'Hijaz'Car.
Dlaczego tak mało fotografii i są takie nijakie ?
Trzeba się skupić na muzyce a mniej na pstrykaniu - taki mam plan ;).















niedziela, 6 kwietnia 2014

Edward Vesala - Satu

Tomasz Szukalski, Tomasz Stańko, Terje Rypdal na jednej płycie pod wodzą szalonego Fina Edwarda Vesali!.
Płyta została nagrana w "Talent Studio" w październiku 1976 pod wodzą Manfreda Eichera.
Utwór otwiera bardzo romantyczno-rozmazany utwór "Satu" gdzie muzycy pokazują swoje umiejętności. Motywem przewodnim tego utworu jest klarnet, który świetnie pasuje do konwencji tej kompozycji.
Drugi utwór to "Ballada For San", który zaczyna się świetnym tematem Tomasza Szukalskiego. 
Mniej więcej w połowie utworu zaczyna się kolejny część na trąbkę oraz gitarę aby pod sam koniec przejść znowu do saksofonu, który urzeka nas swoją grą.
"Star Flight" ten utwór to popis pary Rypdal-Vesala. Rypdal gra dość spokojnie na gitarze a Vesala wybija równe, szybkie tempa. Pod koniec utworu pojawia się Tomasz Stańko, świetne zmiany nastroju oraz aranżacji to motywy przewodnie tej kompozycji.
"Komba" to utwór, który już był opisany wcześniej na moim blogu (Live At Remont), tutaj mamy studyjną wersję gdzie Rypdal ma swój znaczny wpływ na rozwój całej kompozycji.
"Together" tutaj znowu utwór rozpoczyna klarnet, który prowadzi nas przez cały utwór. 
Utwór ma jakby za zadanie nas uśpić czy też wyciszyć, przygotować do pożegnania.
Płyta ma świetnie przemyślane ułożenie utworów: jest początek, rozwinięcie motywu jak i zakończenie, gdzie wszystko układa się w kompletną powieść.

Płyta została wydana przez kultowy ECM, może być spokojnie naszą płytą referencyjną w naszej płytotece, dynamika, przestrzeń oraz wzorowa realizacja to jak zwykle w przypadku Eichera mocne punkty a i samo "Talent Studio" jest uznaną marką samą w sobie i gwarancją świetnego brzmienia.

Płyta została nagrana w następującym składzie:

Edward Vesala- drums
Tomasz Stańko-trumpet
Palle Mikkelborg-trumpet
Juhani Aaltonen-saxophone
Tomasz Szukalski-saxophone
Knut Riisnaes-saxophone
Rolf Malm-bass clarinet
Torbjørn Sunde-trombone
Terje Rypdal-guitar
Palle Danielsson-double-bass

 


czwartek, 16 maja 2013

Tomasz Stańko + New York Quartet oraz John Surman w londyńskim Barbican Art Center.

Wczoraj 15 maja miałem przyjemność zobaczyć Tomasza Stańko ze swoim nowym zespołem oraz zasłużonego angielskiego muzyka Johna Surmana.
Tomasz Stańko jest obecnie na swoim światowym tournee z płytą "Wisława" wydanej dla wytwórni ECM a 
John Surman promował swój album "Saltash Bells".
Koncert odbył się w zasłużonym Barbican Art Center.
Może kilka słów o Barbicanie. Miejsce gdzie znajduje się obecnie centrum kultury zostało bardzo ciężko zbombardowane podczas Blitzu w 1940 roku. Spora działka praktycznie została nie ruszona od czasów wojny do lat  60-tych kiedy to Londyńska Korporacja "funduje" narodowi centrum kultury oraz mieszkania gdzie koszt budowy wyniósł 160 milionów funtów co przy obecnej wartości waluty daje sumę około 420 milionów funtów.



Centrum zostało zaprojektowane przez grupę architektów: Chamberlin, Powell and Bon w stylu Brutalizmu jakże popularnym w owych czasach. Także i w Polsce mamy (mieliśmy) kilka kultowych Brutalnych architektonicznie miejsc jak na przykład Dworzec w Katowicach (obecnie zburzony). 
I to nas różni od "Zachodu" my burzymy a oni restaurują i dbają. Świetnym przykładem jak to wszystko działa jest Dworzec Centralny w Warszawie.
Nieremontowany przez 30 lat, padł ofiarą dzikiego chaosu ostatnich 20 lat, budy z frytkami, zapuszczone korytarze, chaos stylistyczny, a ponad to wszystko smród i brud.
Tak samo jak z Brutalem z Katowic chciano się obejść z dworcem w Warszawie - ZBURZYĆ. 
Jedyne wyjście z sytuacji (czytaj najprostsze).
A wystarczyło TYLKO umyć, od nowa zaprojektować przestrzeń dworca i ... wszyscy zadowoleni, nie było końca zachwytów. Tak sobie myślę, że jeszcze ktoś, kiedyś odpowie za tego Brutala Z Katowic i wiele innych 
"źle urodzonych" budynków.



Trochę się zapuściłem w niemuzyczne klimaty ale chciałbym zahaczyć o jak najwięcej rejonów i pokazać jak to wszystko może być ciekawie ze sobą połączone.
Wróćmy do muzyki. Sala została w 95% zapełniona przez audytorium co mówi nam o popularności muzyków. Przed koncertem można było nabyć płyty cd wykonawców oraz otrzymać 165 stronicowy katalog ECM-u.
Punktualnie o 20 godzinie wszedł kurator koncertu i po kilku słowach wstępu zaprosił Johna na scenę. 
Na scenie znajdował się spory stół na na nim trochę instrumentów i trochę elektronicznych zabawek. Co ciekawe John zaczął od utworu na ... flet. Jak to później wyjaśnił muzyk znalazł ten flet w kartonie, który nie był otwierany od wielu wielu lat. Następny utwór to już powrót do Surmanowskich klimatów: klarnet plus świetne elektroniczne tło w stylu berlińskiej szkoły.





Następny utwór i zmiana instrumentu, tym razem saksofon barytonowy. 
Znowu dźwięk zaczął się rozprzestrzeniać z wielką mocą po całej sali.
Następny utwór to znowu klarnet podłączony do delay'a a razem z tym świetna zabawa muzyka z pogłosem dająca piorunujący efekt, który publiczność przyjmuje z wielką owacją. Kolejny utwór i tym razem poezja na początek gdzie z czasem wchodzi elektroniczne tło i gra Surmana na instrumencie.
Generalnie publiczność przyjęła set Johna z wielkim entuzjazmem nagradzając wielką owacją. 
Muzyk na zakończenie podziękował akustykowi z Barbicanu za świetną robotę.
Surman grał około 45 minut, kwadrans przerwy, punktualnie o 21 znowu kurator wygłasza krótką przemowę i wchodzi Tomasz Stańko a za nim nowojorscy muzycy.
Wielka owacja przywitała muzyków, nie ma się co dziwić przecież niemały procent widowni to byli Polacy. Minuta, dwie na przygotowanie się do gry i popłynęła muzyka, oczywiście z "Wisławy". 
Tomasz Stańko w swoim stylu ubrany w garnitur oraz czarny kapelusz umiejscowił się na centralnym miejscu 
sceny - w końcu to jego show.

Po prawej stronie (widowni) zasiadł perkusista po środku kontrabas a po lewej stronie fortepian. 
Bardzo podobała mi się oprawa graficzna sceny - rzuty prostej grafiki na powierzchnię za muzykami oraz na podłogę a wszystko w stonowanych kolorach.
Co o nowych muzykach Stańki ? Przede wszystkim perkusista to on robił wielkie wrażenie na publiczności a nawet czasami był pierwszym instrumentem na sali, jak myślę za pozwoleniem mistrza. Co ciekawe raz na jakiś czas Stańko schodził na bok sceny i pozwalał muzykom robić swoje show. 
Na ile w tym wolności a ile wykreowanej gry to już pewnie wiedzą sami muzycy. Jednak robiło to wrażenie jak Stańko przestawał grać schodził na bok sceny stawał z rękoma w kieszeniach i obserwował "ojcowskim okiem" grę muzyków.
Większość utworów zagrana podczas setu to utwory z "Wisławy" a szkoda jest tak wiele wspaniałych utworów z przebogatej kariery muzyka ale tak to już jest trzeba promować nowe utwory i obserwować reakcję publiczności.
A właśnie co o publiczności ?
Niestety nie obyło się bez kilku incydentów, na przykład podczas utworu pewna kobieta krzyknęła do człowieka obok po angielsku "Przetań rozmawiać" a ten ktoś odkrzyknął "Zamknij się" i wywiązała się pyskówka jednak nie słyszałem dalszego "dialogu" ponieważ muzycy zaczęli grać. Mam nadzieję, że nie był to nasz rodak.
Nieważne, niesmak pozostał.
Set Stańki trwał około 2 godzin, oczywiście nie obyło się bez bisów - ktoś z widowni krzyknął po polsku 
"jeszcze dwa utwory" . Jednak muzycy zagrali tylko jeden utwór i szybko zeszli ze sceny.
Był to mój pierwszy koncert na którym miałem okazję zobaczyć Tomasza Stańkę, był to mój również pierwszy raz gdzie byłem na sali, gdzie akustyka i nagłośnienie były na światowym poziomie, myślę że to nie był mój ostatni koncert w Barbicanie w moim ulubionym budynku w Londynie.







wtorek, 22 stycznia 2013

Tomasz Stańko - Na Krawędzi

Będąc ostatnio w rodzinnym mieście pozwoliłem pochodzić sobie po księgarniach - czego efektem był zakup 4 (słownie CZTERECH) nowych książek. Trzy książki są o muzyce a czwarta to publicystyka.
Kupując te książki pomyślałem sobie "kiedy ja ostatni raz kupiłem książkę w księgarni ?".
Żadna konkretna data nie przyszła mi do głowy - a więc musiało to być bardzo bardzo dawno.
Pamiętałem tylko, że kupowałem namiętnie książki w antykwariatach i od czasu do czasu używane na internecie.
No to wstyd panie kolego !
Dobra, to czas na pierwsze wrażenia. 
Na pierwszy ogień poszła pozycja:
Tomasz Stańko. Desperado.
Co prawda nie przeczytałem jeszcze jej całe jednak już można wysuwać pierwsze wrażenia czy uwagi.
Książka jest świetnie wydana: gruba oprawa, dziesiątki zdjęć, z koncertów, zdjęcia rodzinne, plakaty, ulotki reklamowe itd...
Właściwie to jest rozmowa, którą przeprowadził Rafał Księżyk. Rozmowa, która trwa ponad 500 stron!
Wywiad jest chronologicznie czasowo ułożony a więc zaczynamy od dzieciństwa poprzez szkołę, 
pierwsze początki z muzyką i jazzem  po rozwój wspaniałej kariery.
Co się rzuca w oczy to dobre przygotowanie Księżyka do tematu - raz po raz zarzuca Stańkę pytaniami, 
które już dawno zaległy w czeluściach historii polskiego jazzu.
To prawda, że pytający czasami  stara się za bardzo filozofować, dorabiać jakąś grubszą ideologię do wydarzeń - jednak Stańko szybko go punktuje i zjeżdżamy na ziemię.
A na ziemi działo się sporo...
Stańko opisuje jak zapamiętał wojnę, pierwszy kontakt z muzyką w której wybitnie pomógł ojciec.
Pierwsze próby z jazzem, przełamanie swojej ogromnej tremy i słabości, spotkanie z Komedą 
oraz rozwój światowej kariery.
A w tle PRL-owska rzeczywistość, historia oraz jazzowa jazda bez trzymanki: seks, narkotyki oraz alkohol.
Pozycja obowiązkowa dla osoby, która interesuje się jazzem: przewijają się setki nazwisk, miejsc, festiwali a więc skarbnica wiedzy przekazana przez naszego Mistrza.
Co się rzuca w oczy to styl wypowiedzi Stańki nie ma w nim kombatanctwa, wyższości, arogancji a jest luźny język młodej osoby - można książkę spokojnie przeczytać w trzy wieczory z wypiekami na policzkach.
Godne Uwagi.
Polecam.

piątek, 27 kwietnia 2012

Tomasz Stańko - Edward Vesala Quartet – Live At Remont

Dzisiaj chciałbym się podzielić wrażeniami z odsłuchu płyty wydanej przez polską wytwórnię Helicon -
"Tomasz Stańko - Edward Vesala Quartet – Live At Remont".
Płyta zawiera zarejestrowany koncert  w warszawskim "Remoncie" 24 października 1976 roku w składzie:
Antti Hytti - bas
Tomasz Stańko - trąbka
Tomasz Szukalski - saksofon
Edward Vesala - perkusja
Płytę otwiera utwór "Komba" gdzie chłopaki na początku próbują jakby się zgrać, imrowizują,
Vesala wali w bębny bez "opamiętania" - jakby każdy sobie grał "na przekór". 
Na końcu utwór zwalnia, wycisza się, chcąc przejść do następnego kawałka, którym jest "First Song"
Zaczyna się dynamiczną perkusją, nieco folkowym brzmieniem trąbki i saksofonu gdzie na końcu chłopaki improwizują już na maksa.
"Little, Beautiful, Dancing Girl" to nieco nostalgiczna piosenka z długaśną solówką Szukalskiego.
"Sowa" ten utwór wieńczy płytę to ciąg dalszy chaosu Vesala - Stańko.

Generalnie płyta nie jest jakoś świetnie zrealizowana, fajerwerków brzmieniowych nie ma.
Oczywiście jakość wydania LP jest bardzo niska - okładkowy papier jest słabej jakości a i poligrafia pozostawia wiele do życzenia.
Czarny napis na białym tle...pozostawia po sobie niedosyt.



niedziela, 27 listopada 2011

Tomasz Stańko Quartet - London Jazz Festival 2005

Dzisiaj koncert "Live" z Londynu. 
Nasz wielki muzyk jazzowy, zaczynający karierę z Krzysztofem Komedą, obecnie związany z niemiecką wytwórnią ECM.
Stańko występił z nadzieją polskiego jazzu :
Marcin Wasilewski - Piano
Sławomir Kurkiewicz - Double Bass
Michał Miśkiewicz - Drums.
Usłyszeliśmy pięć kompozycji: Sweet Thing, Trista, Kattorna, Witkacy, Fast Song.
Utwory są utrzymane w "nowym" stylu Stańki.
Według mnie najlepsze utwory z tego koncertu to oczywiście Kattorna oraz Fast Song.
Cieszę się, że Stańko ma wspólną nić porozumienia z nową falą polskiego jazzu czego efektem jest ten koncert oraz żywiołowa reakcja publiczności. Jak kiedyś ktoś napisał , Stańko wysysa z młodych muzyków energię - wtrącając swoją muzykę na nowe tory.
Cieszmy się z tego.


Jak ktoś chce, koncert jest do znalezienia we FLAC. Może nie jest najlepszej jakości koncert był nagrywany z radia ale da się słuchać.