sobota, 21 grudnia 2013

22 Jazz Funk Greats - Teoria Hałasu 3.

Throbbing Gristle - grupa założona w latach 70-tych, pionierzy industrialnego hałasu.
Muzycy, aktorzy porno, performerzy, dizajnerzy, podróżnicy po zakazanych rejonach ludzkiej duszy i ciała.
Grupa instytucja.
Na grupę natrafiłem jakoś w latach 90-tych, w najlepszym polskim zine "Zygoma".
Był tam artykuł poświęcony T.G. z dość obszerną historią i kilkoma fotami. Jednak jak to w czasach pre-internetowych muzykę T.G. a do tego mieszkając w Polsce było bardzo trudno zdobyć czy znaleźć.
Tak, tak panie Wiktorze Skok zrobiłeś pan najlepszego polskiego zine w historii.
Kilka lat temu wpadła mi w ręce książka z serii 33 1/3 napisana przez Drew Daniela pod tytułem "22 Jazz Funk Greats". Oczywiście tytuł nawiązuje do bodaj najbardziej znanej płyty industrialnych wojowników wydanej pierwotnie w 1979 roku.
Kilka słów o samym autorze, Drew Daniel jest uniwersyteckim nauczycielem w Baltimore, również jest zaangażowany w tworzenie muzyki a dokładniej jest "połową" grupy Matmos.
Książka podzielona jest na  rozdziały a każdy jest odpowiedzialny za wybrany utwór, który ukazał się na płycie. Autor stara się "wejść" w skórę muzyków bardzo dokładnie przepytując ich ze swoich przemyśleń czy uwag. Przyznam się, że przeszkadza mi trochę maniera pisania autora, który używa dość zaawansowanej angielszczyzny (uniwersytecki nauczyciel) także momentami się bardzo ciężko czyta, tym bardziej, że autor czasami za bardzo filozofuje i odjeżdża w sobie tylko zrozumiane rejony.
Jednak mnie jako fana T.G. najbardziej zainteresowały wywiady z samymi muzykami, które czyta się dość łatwo. Czasami wyjaśnienie czegoś co wydaje się autorowi bardzo skomplikowane z ust muzyków jest banalnie proste.



Z Serii "33 1/3" ukazało się około 20 pozycji, które opisują różne płyty rockowe, które ukazały się na przestrzeni ostatnich 40 lat.

czwartek, 19 grudnia 2013

A Holocaust In Your Head - Teoria Hałasu 2.

Kolejni moi bogowie z lat 90-tych - Extreme Noise Terror.
"A Holocaust In Your Head" została nagrana w 1988 roku a wydana w kolejnym roku przez Head Eruption Records.
Nawiązując do Napalm Death, ten album jest przejawem jaki spowodowało wydanie "Scum", pankowcy po prostu przestali zważać na tempo i ostro przygrzali do przodu.
Jednak w przypadku E.N.T mamy tutaj pankowy łomot w stylu Chaos U.K., Disorder czy Exploited z tym, że muzycy i wokaliści przejęli stylistykę zarezerwowaną dotąd dla kapel metalowych. 
Wokale to typowy grind/metalowy growling z fajnymi dwoma różnymi manierami śpiewania, który dodaje tylko "powera" utworom, gitary dostały więcej przesteru, ciężkości jak i szybkości.
Kawałki tak jak w przypadku Napalm Death, zahaczają o tematy społeczno-polityczne, wyzysk Ziemi, prawa zwierząt czyli te tematy, które uwielbia "scena".
Muzycy swoją "hałaśliwą stylistyką" sporo namieszali na pankowej mapie na początku istnienia, wydali w 1986 roku split z bogami z Chaos U.K. a kilka lat później zagrali na wigilijnej edycji The Tops Of The Pops z KLF
Niestety nie mogę znaleźć na youtube, filmiku z tego wydarzenia także wrzucę video z oryginalną muzyką.
Właśnie słucham "A Holocaust In Your Head" - płyta nadal robi hałas.


środa, 18 grudnia 2013

Scum - Teoria Hałasu 1.

Na początku lat 90-tych, moi osobiści bogowie grindcore, punka, metalu (nie potrzebne skreślić), z czasem odstawiani na bok aby zgubić ich na początku lat 2000-ych.
Płyta wydana w 1987 roku w zasłużonej wytwórni Earache o numerze katalogowym MOSH 3, na której znajdziemy 28 kawałków w morderczych tempach. Utwór "You Suffer" jest oficjalnie zarejestrowanym przez ksiegę rekordów Guinnesa jako najkrótszy.
To właśnie "Scum" jest uważany za pierwszy grindcore'owy album w historii muzyki rockowej. To właśnie na tej płycie w "metalowej" stylistyce został przedstawiony nam świat pełen syfu jaki nas otacza.
Wszechobecne wielkie korporacje, które wyzyskują Ziemię i ludzi bez litości, kontrola społeczeństwa, głód, wojny, zbrojenia, zresztą szybki rzut oka na okładkę zaprojektowaną przez Billa Steera, obrazuje nam ponury obraz w jakiej kondycji jest człowiek.
Jako ciekawostkę można dodać, że płyta została nagrana w Rich Bich Studio w Birmingham, sesja kosztowała 50 funtów i miała być "splitem" z formacją Atavastic.
Płyta z perspektywy czasu wydaje się pełna hałasu i wtórna jednak biorąc w obronę "Scum" ciągle jest w samej szpicy jeśli chodzi o wszelkie "plebiscyty" na temat muzyki metalowej czy grindcore. Również trzeba zauważyć, że ten album wypromował wielkich muzyków:
Bill Steer - gitarzysta na "Scum", później czołowy muzyk kultowego Carcass.
Nik Bullen - wokalista na "Scum",  przez pewien czas członek Scorn (kiedyś pewnie na blogu), gdzie wydał z Harrisem 3 albumy dla Earache, współpraca z Billem Laswellem.
Justin Broadrick - gitary i wokal na "Scum", później kultowy Godflesh, Fall Of Because, Head Of David, Techno Animal, Jesu, założyciel wytwórni Avalanche.
Mick Harris - perkusja, później setki (!!!) różnych projektów z najważniejszymi na czele: Scorn, Lull.
Lee Dorian - vocal, później Cathedral, Probot.
Przyznam się, że przez jakiś czas nie mogłem słuchać tego albumu, który wydawał mi się po prostu...nudny, jednak dzisiaj na potrzeby blogu przesłuchałem ten album kilka razy i się znowu miło upajałem hałasem. Uważam również, że późniejsze albumy Napalm Death są zdecydowanie lepsze od "Scum" - to taki zapis czasu muzyków jaki i mojego.


czwartek, 14 listopada 2013

1001 Płyt Muzycznych Wszech Czasów a sprawa Polska

Jakoś naszło mnie aby opisać kolejną książkę w swojej kolekcji a nie tak dawno "świętowaliśmy" 
Dzień Niepodległości wywalczony przez naszych dziadów, mój wybór padł na ogromniasty album-książkę 
"1001 Albums You Must Hear Before You Die".
Dlaczego akurat ta książka i co ma wspólnego z Polską i Dniem Niepodległości ?
Poniżej postaram się wyjaśnić moje przemyślenia.
Na okładce napisane jest, że pozycja została napisana przez 90 (!) czołowych, międzynarodowych krytyków muzycznych. Książka zaczyna się od lat 50-tych albumem Franka Sinatry z 1955 roku "In The Wee  Small Hours" a kończy w 2005 roku albumem White Stripes "Get Behind Me Satan". Tak jak napisałem powyżej recenzje napisało 90 krytyków muzycznych, Polskę reprezentuje Agnieszka Wojtowicz-Jach. Pani Agnieszka pracowała jako dyrektor promocji dla wytwórni Warner Music Poland, pracowała również dla EMI Poland a także dla firmy PR oraz jako wolny dziennikarz.
Przyznam się szczerze nie znam pani Agnieszki z recenzji w fachowej prasie muzycznej, jeśli coś przegapiłem to proszę blogowiczów o pomoc i komentarz.
Książkę kupiła mi dziewczyna kilka lat temu a więc zdążyłem ją "przewertować" dość dobrze, jest fajnie wydana, kredowy papier, zdjęcia okładek płyt oraz co ważniejszych muzyków.
Oczywiście zaraz po zakupie zacząłem szukać polskich artystów i ... nie znalazłem NIKOGO.
Co jest do cholery, czyżby pośród 1000 płyt nie było polskiego akcentu ?
Ano NIE MA !!!
Zacząłem szukać oczywiście od "polskich petard" takich jak Krzysztof Komeda, Tomasz Stańko, Vader, 
Michał Urbaniak, Zbigniew Seifert, Adam Makowicz, Polish Jazz.
Index milczy - nie ma żadnych polskich nazwisk czy haseł.
Może coś przegapiłem ?
Nie chcę umniejszać muzykom ale znajdziemy w książce albumy z Ameryki Południowej, Afryki, Azji. 
Czyżby Polska nic nie stworzyła?
Żadnego godnego dzieła, który można pokazać przed całym światem ?
Każdy fan muzyki wie, że to nie prawda !
Tak na marginesie, gdy powiedziałem Carlosowi o tym, tylko "szatańsko" się uśmiechnął.
Dopiero później natrafiłem w książce na polską gwiazdę muzycznej krytyki panią Agnieszkę.
Czyżby pani Agnieszka nie znała żadnej ciekawej, godnej polecenia całemu światu polskiej muzyki ?
Nie oglądała nigdy "Nóż W Wodzie" ? Z genialną muzyką Komedy, naszym romantycznym kompozytorem, który wypchnął polski jazz na szerokie wody.
A może nie widziała "Cul-De-Sac" czy "Dziecko Rosemary's" ?
No zapewne nie widziała, jeśli się pracuje dla Warner czy EMI to się nie ma czasu na polską muzykę, nie ma się czasu aby poznać CAŁY WACHLARZ dobrej muzyki, która nas otacza. Zapewne pani Agnieszka słuchała za dużo RMF-u czy innej ESKI.

Tomasz Stańko - otoczony absolutnym kultem w Polsce, jeden z najlepszych trębaczy świata,
"Music For K", "Purple Sun", płyty z Vesalą, płyta nagrana w Taj Mahal, "Balladyna", ostatnie płyty dla kultowego ECM-u.
Mało ?
Zbigniew Seifert to skrzypek, który zdystansował ...innego polskiego wirtuoza skrzypiec Michała Urbaniaka w późnych latach 70-ych. "Man Of The Light", "Passion", "Kilimanjaro" to płyty, które pokochały tysiące słuchaczy na całym świecie.
Trochę zahaczę o swój ogródek a mianowicie - polski punk. W rozmowach z ludźmi z całego świata, czytając artykuły, wiele osób bardzo sobie ceni polski punk, który był bardzo wyjątkowy na tle innych krajów z obozu socjalistycznego, który zachwycał swoją różnorodnością, ilością ludzi z "Zachodu".
"Czarna płyta" Brygady Kryzys, Dezerter, Siekiera "Nowa Aleksandria" (ja wiem Killing Joke), zimno falowe wypusty Madame, Aya RL. 
Jeśli nie podoba się naszej miłej pani muzyka punk, mogła przecież jako ciekawostkę opisać w jakiej rzeczywistości grały polskie grupy punkowe. Codzienne utarczki z cenzurą, milicją, chroniczny brak instrumentów czy miejsc do grania.
"Czarna Płyta" Brygady Kryzys została przecież nagrana podczas stanu wojennego, gdzie muzycy mieli specjalne przepustki, które pozwalały poruszać się po mieście po godzinie milicyjnej. Płyta "z pałacem" Brygady Kryzys, wywieziona na "Zachód" i tam wydana, obrazuje nam tamten okres w Polsce.
Dezerter "Kolaboracja" - na tej płycie można usłyszeć ingerencję cenzury a i okładka niesie ze sobą ogromny "power".
Kobong w 1995 roku grał jak nikt inny na świecie, ludzie do tej pory się dziwią, że to jest polski zespół.
Falarek Band - czysta improwizacyjna jazda bez trzymanki.
Płyta Vader wydana dla angielskiego Earache, która jest do tej pory stawiana w pierwszym rzędzie płyt death metalowych ?
Ach zapomniałem pani słucha tylko RMF-u !
A może to nie jest naszej koleżanki wina ?
Może książka powinna mieć tytuł:"950 Anglo-Saxons Albums You Must Hear Before You Die" ?.
Całkiem możliwe, kultura "Zachodu" całkowicie zdominowała nas, także i muzykę, może pani Agnieszka się poddała już tej fali ?
Ja się nie poddam słucham właśnie Tomasza Stańkę "Suspended Night" z polskim silnikiem.
Zapraszam do komentowania.


wtorek, 12 listopada 2013

Komeda na urodziny

Komeda -  Księżycowy Chłopiec.
Od kochanej dziewczyny  dostałem dziś na urodziny książkę o naszym kultowym muzyku Krzysztofie Komedzie-Trzcińskim.
Pozycja jest schludnie wydana, kredowa obwoluta, gruba oprawa, mnóstwo fotografii.
Po raz kolejny otrzymuję pozycję obowiązkową w każdej bibliotece fana muzyki.
Nie przeczytałem oczywiście jeszcze tej książki lecz widać, że jest napisana przez Emilię Baturę w miarę chronologicznie, okraszona licznymi fotografiami jak wspomniałem powyżej. Książka jest podzielona na wiele rozdziałów, które prowadzą nas przez życie wielkiego kompozytora, który odszedł od nas o wiele, wiele lat za wcześnie.


niedziela, 20 października 2013

Phuture - We Are The Future

Jesteśmy przyszłością, rok 1988.
Phuture to duet rodem z Chicago, który nie wydał  długo grającej płyty za swojego istnienia jednak kilka singli takich jak "Acid Tracks" czy właśnie "We Are The Future" przyczyniło się w znaczny sposób do rozwoju techno w  Chicago  czy szerzej patrząc światowej sceny Acid czy Electro.
"We Are The Future" - to singiel wydany w 1998 roku przez Trax Records.
Znajdziemy na nim trzy utwory :
We Are The Future, Slam, Spank-Spank. Utwory utrzymane są w klimacie acid techno czy electro o ciężkim brzmieniu a wszystko oparte na klasycznych brzmieniach kultowych maszyn takich jak Roland TB-303.
W pierwszym utworze mamy głos  Darrela Lewisa, który śpiewa przez pewien czas co nie zdarza się często w utworach  techno aby ktoś śpiewał cały tekst, z reguły są to krótkie samplowane frazy czy pocięte fragmenty słów.
Kilka lat później berliński Tresor w początkowym okresie swojego istnienia promował podobne brzmienia, ostro, surowo czy wręcz industrialne. 
Mimo, że muzyka została nagrana w 1988 roku ciągle wywiera ogromne wrażenie swoją prostotą ale też siłą, brzmieniem i futuryzmem.


środa, 16 października 2013

Autechre - Cavity Job

Autechre - każdy fanatyk muzyki elektronicznej zna na pewno kilka albumów i nie przejdzie obojętnie obok twórczości Anglików.
Incunabula, Amber, Confiled, owe płyty wyryły znaczący ślad w szeroko pojętej muzyce elektronicznej.
Niedawno przesłuchałem EP'ki Autechre w chronologicznej kolejności i tak zacząłem od Cavity Job.
Już na wstępie wymieniłem kilka płyt, które zawierały bardzo dojrzałą, skomplikowaną, przemyślaną muzykę o bardzo dobrym brzmieniu i świetnej produkcji. Pierwsza długo grająca płyta "Incunabula" została wydana w 1993 roku przez kultowy WARP.
"Cavity Job" została wydana w 1991 roku przez Hardcore Records i przedstawia zupełnie inną muzykę. No właśnie jaką ?
Przede wszystkim co się od razu rzuca w oczy to prostota i mechaniczność muzyki. Nie wiem na jakim sprzęcie była ta muzyka tworzona ale można przypuszczać, że były to proste komputery czy drum maszyny plus obrabiane surowe sample z kilkoma efektami. Wszystko dość prosto skomponowane, zapętlone i powtarzalne.
Do tego dodanie sporo wokali (dość naiwnych), takich jak głos z łodzi podwodnej, żeńskie chórki, pocięte sylaby wyrazów, czy całe samplowane zdania jak początkowy  slogan "Take The Bass".
EP'ka silnie kojarzy mi się np. z pierwszym albumem The Prodigy "Experience" - wydanej w 1992 roku, ale też skłaniałbym się do pewnego podobieństwa do  SNAP, Technotronic czy czarnego Detroit Techno, lecz wszystko to polane angielskim rave'm z zakurzonych squat party z początku lat dziewięćdziesiątych.
Jestem ciekaw jak muzycy  teraz do tej EP'ki podchodzą ?
Wstydzą się ? Lubią ? Często do niej wracają ?
Trudno uwierzyć, że dwa lata później wydadzą album który będzie kamieniem  milowym  w muzyce w ogóle.

czwartek, 29 sierpnia 2013

JAzz, Urbanator

W zeszłym roku dostałem na urodziny książkę "Ja, Urbanator". Jako, że "znów" zacząłem czytać książki (jakkolwiek to brzmi) i zakupiłem w ciągu krótkiego czasu kilka pozycji, nasz "Urbanator" musiał poczekać w kolejce.
Książkę spisał Andrzej Makowiecki a opowiadał Michał Urbaniak, nasz "eksportowy" muzyk jazzowy.
Pozycja została napisana w  innym stylu niż  np. opisana na moim blogu wcześniej biografia Tomasza Stańko "Desperado",  a mianowicie nie w formie wywiadu, a jest podzielona na ważne rozdziały z życia Urbaniaka. Książka została napisana bardzo wartkim językiem, przez co czyta się bardzo łatwo i z wielką przyjemnością, tym bardziej, że nasz bohater "rozwiązał język" i raz po raz zarzuca czytelnika anegdotami czy historiami ze swojego życia czy przebogatej kariery.
Książka jest ułożona w miarę chronologicznie a więc dzieciństwo, lata młodzieńcze, wybuch kariery czy życie w Nowym Jorku.
Co strona to opowieść przy której szeroko otwierałem oczy ze zdziwienia, czy śmiałem się do rozpuku. Nie chcę oczywiście przytaczać fragmentów książki aby nie psuć "zabawy" blogowiczom.
Po prostu pozycja obowiązkowa w każdym domu fana jazzu czy muzyki.
Książka jest fajnie wydana, przyjemny papier, liczne fotografie zachęcają do szybkiego pochłonięcia pozycji.
Tak na marginesie to pełna nazwa książki to "Ja, Urbanator - Awantury Muzyka Jazzowego" - teraz już wiem dlaczego.


czwartek, 22 sierpnia 2013

Bad Religion, Koko, Londyn

20 sierpnia w Londynie grała jedna z kultowych grup punkowych a mianowicie Bad Religion.
Jak to bywa w tym wielkim mieście bilety zostały wyprzedane w bardzo krótkim czasie także pozostało nic innego jak pójść pod klub i kupić od koników bilet lub od jakiejś osoby, która zrezygnowała z koncertu.
Jak wspomniałem powyżej koncert odbył się w klubie Koko, chciałbym napisać kilka słów o tym miejscu, które zasługuje na większą uwagę.
The Camden Theatre bo tak właściwie nazywało się to miejsce kiedy zostało otwarte w 1900, mogło pomieścić ponad 2.000 widzów i było największym teatrem poza  londyńskim West End'em w owych czasach. To właśnie w tym miejscu w 1909 roku pierwsze kroki z aktorstwem stawiał Charlie Chaplin.
W okresie 1913-1939 służyło jako kino a w okresie wojennej zawieruchy miejsce było nieczynne.
Po wojnie miejsce zostało przejęte przez BBC. 
W 1972 roku zaczyna się muzyczna era, zmiana nazwy na The Music Machine, to właśnie w tym miejscu silnie odznaczyła się pankowa rewolucja - miejsce koncertów m.in The Clash czy Sex Pistols.
W 1982 roku kolejna zmiana nazwy na Camden Palace, gdzie w 1983 roku Madonna daje swój pierwszy koncert w Wielkiej Brytanii. W 2004 roku miejsce przechodzi gruntowną modernizację i otrzymuje nową nazwę KOKO. 

To może wróćmy do koncertu. Tak jak napisałem powyżej nie udało mi się kupić biletów wcześniej a więc zostaliśmy (ja i moi znajomi) zdani na los u koników (to też temat na osobny wpis na blog). Bilety w "normalnej" sprzedaży kosztowały 20 funtów a na 2 godziny przed koncertem kosztowały u spekulantów... 80 funtów. Na godzinę przed koncertem były już po 60 funtów, postanowiliśmy podejść bliżej klubu i zobaczyliśmy kilkadziesiąt osób, które chciały też zakupić bilet na koncert.
Pogodzeni z losem, że nie uda nam się kupić biletów wesoło sobie rozmawialiśmy kiedy to podjechała taksówka i wyszedł z niej dżentelmen w garniturze i powiedział do nas, że "dwie osoby mogą ze mną wejść". Niestety było nas trzech, trochę zawahania kto ma zostać, i po chwili weszła nas dwójka przez bramkę dla...VIP-ów.
Krótka rozmowa z dżentelmenem, podziękowania i jesteśmy na głównej sali. To mój drugi raz kiedy jestem w Koko i kolejny raz jestem pod ogromnym wrażeniem miejsca. Główna sala oraz wszystkie balkony szczelnie wypełnione publicznością. Kapitalny wystrój i atmosfera.
Wyobraźcie sobie salę, która wygląda jak "mini-opera", która została adaptowana do rockowych koncertów, łapiecie już ?
Punktualnie  o 21 wychodzi Bad Religion i cała sala wpada w amok. Jest dobry mosh i zabawa, raz po raz wystrzeliwuje w powietrze plastikowy kubek z piwem (ja po 10 sekundach koncertu byłem w połowie mokry od piwa).
Oczywiście zabawa w granicach dobrego pankowego gigu, zero przemocy z kupą uśmiechu na twarzach. Przekrój wiekowy myślę od 55 lat w dół z naciskiem na 35-25. Zdarzały się całe rodziny, tylko nie wiadomo kto kogo zaprosił rodzice czy pociechy ?
Trochę o zespole, no cóż czas nie stoi w miejscu, muzycy to dojrzali faceci, trochę siwi, trochę łysiejący, jednak zabawa i punkrock pozostał w sercu. Drugi gitarzysta wyglądał jak Woody Allen, niski, chudy w czarnej skórze i białym długaśnym aksamitnym szalem, basista w koszulce i podartym garniturze. Zdaje się, że pałker odstawał wiekowo i nie był z oryginalnego składu.
Przyznam się, że nie znam "nowych" płyt Bad Religion lecz przy starszych kawałkach dałem się ponieść energii znanych z "Generator" czy "No Control" i wszedłem w pogo. Cała sala szalała szczególnie przy starszych kawałkach, lecz było także kilka utworów z nowych płyt gdzie Koko odlatywało.
Jak to w Londynie bywa po udanym koncercie ludzie szybko wychodzą z klubu i w przypadku tego koncertu było to samo. Niemrawe bisowanie i tupanie nogami pomogło, muzycy wyszli na scenę na bisy, szkoda, że zagrali prawie same nowe kawałki i sobie nie poszalałem znowu. Muzycy zakończyli koncert bluesowo-rockowym kawałkiem i zeszli ze sceny, żegnając się gorąco z publicznością.




ps. Jeszcze raz podziękowania dla dżentelmena z taksówki oraz Maćka.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Chris Cunningham - Videos

Jakiś czas temu zakupiłem dvd pt. "The Work Of Director Chris Cunningham".
Płytka jest wspaniale wydana z dodaną 52 stronicową książeczką z fotografiami czy grafikami prac Chrisa.
Może na początek kilka słów o samym artyście (za wikipedia).
Urodzony w 1970 roku w Anglii, pracował przy "Obcym 3" czy "Sędzia Dread" pod pseudonimem Chris Halls, jednak nam fanom muzyki zapadł w latach 90-tych jako twórca kultowych już wideoklipów m.in Autechre, Madonna, Aphex Twin czy Bjork.
I tutaj właściwie wiemy już co będzie znajdować się na naszym krążku a mianowicie:

Autechre - Second Bad Vilbel,
Aphex Twin - Come To Daddy,
Portishead - Only You,
Madonna - Frozen,
Leftfield - Afrika Shox,
Squarepusher - Come On My Selector,
Aphex Twin - Windowlicker,
Bjork - All Is Full Of Love.

To może po kolei, Autechre - Second Bad Vilbel, klip powstał gdy Chris pracował w studio Stanley'a Kubricka kiedy on był zaangażowany w projekt "Artficial Intelligence". Pewnego dnia nasz bohater spotkał duet muzyków i zaproponował im, że nakręci im klip. Autechre było kompletnie niezadowolone z efektu końcowego, muzycy mieli totalnie inną wizję jak ich muzyka wygląda i jak powinna współgrać z obrazem. Na domiar "złego" Chris zrobił również artwork do wydania cd "Anvil Vapre". Ja od siebie dodam, że klipy Autechre w latach 90-tych robiły na mnie ogrome wrażenie !

Aphex Twin - Come To Daddy - to kolejny klip w klimacie horroru ale tym razem "akcja" dzieje się na Ziemi a nie w bliżej nie określonej przestrzeni czy czasie. Klip został nagrany w Londynie w dzielnicy Thamesmead.
Chris podczas kręcenia klipu miał rozmowę z lokalnym urzędnikiem i został poproszony aby osiedle nie zostało pokazane w "złym świetle". Reżyser opisuje również, że miał olbrzymi problem...z psem ponieważ był za duży i za silny dla starszej pani. Ciekawostką jest to, że dzieci, które są na klipie to w znacznej większości dorośli o niskim wzroście i wątłej posturze.

Portishead - Only You. To według Chrisa jego najbardziej udany klip gdzie muzyka i obraz są idealną parą.

Madonna - Frozen,  Pani Ciccone w latach 90-tych trochę zaszalała i potrzebowała trochę spuścić z tonu czego efektem jest świetny album "Ray Of light" wydany w 1998 roku. Czy to zabieg marketingowy czy zwrot życiowy pewnie wie ona sama. Płyta ma bardzo miękkie, delikatne brzmienie, piosenkarka stara się wyciszyć i eksperymentuje z nowymi trendami muzycznymi czy swoim wizerunkiem. Stroje do klipu zrobił kultowy projektant Jean-Paul Gaultier.

Leftfield feat. Afrika Bambaataa - Afrika Shox - to kolejny klip, który zaczyna się od ujęć wieżowców ale tym razem akcja dzieje się w Nowym Jorku. Chris mówi, że to te video przyniosło mu największy ból głowy ponieważ prace zaczęły się na jesień 1997 roku, zdjęcia w Lutym 1998 roku a oczekiwanie na premierę zajęło 18 miesięcy !

Squarepusher - Come On My Selector - to kolejny klip z gatunku horroru ale tym razem akcja dzieje się gdzieś w Azji w jakimś dziwnym laboratorium gdzie są przeprowadzane eksperymenty na zwierzętach (ale czy aby na pewno?).

Aphex Twin - Windowlicker - ten klip został nagrany w Los Angeles (Venice Beach). To chyba najdłuższy klip Chrisa bo trwa około 10 minut. Muzyka to kultowy utwór "Windowlicker" a więc i wideo musi być kultowe !
I JEST.
Zamysł klipu jest świetny, atakujemy USA obrazem jakim nam prezentują rapowe składy lecz podkładamy pod to muzykę elektroniczną. Jednak efekt był taki,że MTV kompletne ignorowało klip w Stanach, lecz wytwórnia WARP znalazła na to półśrodek - wypuściła na VHS ten klip.

Bjork - All Full Of Love - nie jestem fanem Bjork ale ten klip robi ogromne wrażenie. Chris mówi otwarcie, że wzorował się na klimacie filmów S-F takich jak: 2001 Space Odyssey, Alien, THX 1138 czy Star Wars.

Na płycie znajdują się również dodatki:  kulisy tworzenia klipu dla Bjork, wideo instalacja Monkey Drummer, flex, reklamy dla Sony, Levis, Nissan czy Windowlicker w wersji "Bleeped". 
Ta płyta dvd to świetne połączenie muzyki z obrazem a więc pozycja, która powinna znaleźć się w każdej kolekcji fana audio czy wideo.










sobota, 6 lipca 2013

Kraftwerk, Malta Festiwal 2013.

Panie i Panowie,
Meine Dammen und Herren,
Ladies and Gentelman.

Poznań, Malta Festiwal 2013, jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych tego roku w Polsce.
Kraftwerk.
To już czwarty raz kiedy niemiecka grupa przyjeżdża do Polski, a moje drugie spotkanie z zespołem.
Pierwszy raz miałem przyjemność zobaczyć na festiwalu muzyki elektronicznej w Pardubicach w 2006 roku.
Bilety na poznański koncert kosztowały około 200 PLN w zależności od daty zakupu. 
Ja kupiłem przez internet w zimie, także czekałem na wydarzenie około pięciu miesięcy.
Mottem przewodnim tegorocznego festiwalu było hasło "Oh Man, Oh Machine" a więc nasi bohaterowie w 100% wkomponowali się w ramy festiwalu.

27 czerwca przyjechaliśmy do Poznania i dzięki uprzejmości naszych znajomych mogliśmy spędzić kilka dni w uroczym mieście. Przechadzając się po mieście było słychać wiele języków świata co świadczy, że Malta Festiwal ma już ustaloną mocną markę.
W dzień koncertu postanowiliśmy koło południa zajść w okolice Starej Gazowni aby upewnić się co do pewnego dojścia na miejsce wydarzenia i jakie było nasze zdziwienie jak usłyszeliśmy zza muru dźwięki utworu..."Computer Liebie".
Czyżby były otwarte wrota starej gazowni ? A może koncert odbędzie się na otwartym terenie ?
I w tej chwili ogarnęła mnie panika. Przecież na dzisiejszy wieczór zapowiadają burze !
Cholera, byłem pewien kupując bilet, że koncert odbędzie się w pomieszczeniu Starej Gazowni a więc nie obchodzi nas pogoda a skupimy się na słuchaniu muzyki.
Obszedłem mur i od innej strony zobaczyłem scenę z napisem Malta Festiwal. Stało się już jasne, koncert zobaczymy na otwartej przestrzeni. Troszkę się zawiodłem, chciałem zobaczyć Kraftwerk w sali.
Pełen obaw pojechałem na obiad do znajomych aby powrócić w okolice Starej Gazowni koło 19.
Samo dojście nieco chaotyczne, po żwirowato-piaszczystej nawierzchni pełnej kurzu, szybka kontrola przez ochronę, sprawdzenie biletów, otrzymanie okularów 3D i wchodzimy na plac gdzie odbędzie się koncert. 
Po lewej stronie przepiękna budowla Starej Gazowni a po prawej stoiska z pamiątkami, budki z napojami oraz "stoły do biesiadowania". Szybkie obejście placu dookoła i już wiadomo, że Polacy nie będą wcale dominującą nacją. Dało się usłyszeć język angielski, niemiecki, włoski, hiszpański, słowacki. 
Sam plac nie był najwyższych lotów, nierówna piaszczysta powierzchnia z gdzieniegdzie rozrzuconymi płytami betonowymi.


Miłą niespodzianką było spotkanie uroczej pary, którą miałem okazję poznać na pardubickim festiwalu, tym razem kochani nie zrobiłem mnóstwa zdjęć a kilkanaście - chciałem się skoncentrować na muzyce.
Ok, a co z muzyką ?
Przed 21 wszedł duet Niwea, wokalista wziął łyka wina...i splunął nim na scenę. W tej chwili pomyślałem 
"o cholera to może być przeżycie". 
No i nie myliłem się. Niwea zaczęła straszliwie rzępolić swoje elektroniczne tortury, że aż wykręcało uszy. Po kilku utworach, takich samych utworach pełnych żółci i chłamu publiczność zaczęła głośno komentować swoje przemyślenia, krzycząc w stronę sceny.
Przyznam się, że śmiałem się z kilku tekstów publiki na początku jednak z każdym utworem było mi coraz smutniej. Mam bardzo szerokie gusta muzyczna ale to co zaprezentowała Niwea przeszło najdalsze moje granice cierpliwości i smaku muzycznego. Moim określeniem na muzykę jaką zaprezentowała Niwea to "Zdzierane Koty".


Przy okazji dygresja do kuratora festiwalu jeśli czyta przypadkiem mój wpis.
Co kierowało wyborem akurat tej grupy z polskiej sceny elektronicznej ?
Odtworzenia na youtube ? Kolega polecił ? Znajomość z liceum ?
Kompletna 40 minutowa katastrofa.

Z prawdziwą ulgą około 21.20 grupa zakończyła swój występ, szybkie spakowanie klawiszy i na scenę wpada ekipa techniczna Kraftwerk. 21.55 pojawia się dźwięk a w tle "8-bitowa" grafika z postaciami muzyków.



Niektórzy z publiczności założyli już okulary 3D w oczekiwaniu na bogów elektroniki.
Godzina 22, elektroniczny głos oznajmia nam co się zaraz wydarzy i... Są !!!

Kraftwerk wchodzi na scenę w ustalonej z góry kolejności, oczywiście pierwszy wchodzi Ralf, jedyny z kultowego składu a za nim pozostała część grupy. Kilka sekund i pojawia się muzyka. 
Grupa zaczęła od "We Are The Robots", to nowość ponieważ grupa przez wiele lat zaczynała od "Die Mensch-Maschine".
No i 3D pokazało swój urok. Obracające się roboty zahaczały prawie o nasze głowy swoimi rękoma. Następny utwór "Numbers" i tu nagłośnienie pokazało swoją moc.
Jest pięknie !
Cyfry ustawiają się w swojej kolejności aby opadać lub wirować przed naszymi oczami. "Pocket Calculator" i tutaj ogromna niespodzianka dla fanatyków, Ralf zaśpiewał ten utwór po polsku ku ogromnej eksplozji radości publiki. "Spacelab" utwór z kultowego "Die Mensch-Maschine" ze świetną grafiką 3D, gdzie owa stacja kosmiczna dosłownie wbijała się w widza. "The Model" bodaj największy "hit" grupy w niezmienionej praktycznie wizualizacji od wielu lat, tutaj jeśli się nie mylę nie było efektu 3D.





"Autobahn" w długiej wersji bodaj  około 10 minutowej, to absolutny hołd złożony niemieckiej motoryzacji ze świetną, prostą grafiką 3D. Raz po raz pojawiał się kultowy garbus lub dostojny Mercedes pędząc po autostradzie przemierzając Niemcy. Następnie dwie wersje Tour De France, Radioaktivity i Trans Europa Express/Metal On Metal te właśnie dwa utwory przyniosły mi sporo wrażeń dźwiękowych oraz wizualnych.
Set jak zwykle kończy przebojowy Music Non Stop gdzie wizualizacja sporo się zmieniła od czasów pardubickiego festiwalu.

Po tym utworze grupa zeszła ze sceny, jednak publika zaczęła głośno domagać się bisu. Po dość krótkim czasie zespół wraca na scenę aby zagrać melancholijny "Metropolis" z bardzo prostą grafiką przedstawiającą budynki mieszkalne. Szybkie skontrowanie klimatu i słyszymy przebojowe dźwięki "Planet Of Visions/Expo 2000" gdzie niektórzy zaczęli tańczyć i bawić się jak przystało na imprezach techno.
Utrzymując dalej klimat zabawy grupa zagrała "Vitamin" gdzie tabletki dopływały do publiczności ze sceny wywołując aplauz.
Kraftwerk zakończył swój set dynamicznym "Aerodynamik" dokładnie o północy. Grupa nie dała się "namówić" na kolejny bis. Jednak patrząc na publiczność była ona zadowolona z koncertu. Zespół też był spełniony co było widać po zadowolonych twarzach muzyków, raz po raz kłaniając się publiczności na pożegnanie. Mam nadzieję, że wrócą do Polski za jakiś czas aby promować muzykę elektroniczną.



Krótkie podsumowanie koncertu.
Nie wiem jak u innych widzów w moim przypadku pod koniec koncertu już "nie miałem" efektu 3D, nie wiem czy było to zmęczenie czy może moja wina (mam lekką wadę wzroku) a może coś się stało z aparaturą 3D.
Nagłośnienie koncertu, bez zastrzeżeń, zadowoliło najbardziej wybrednych fanów.
Sceneria koncertu jak najbardziej adekwatna do stylistyki grupy, przepiękny stary budynek obok sceny, można się przyczepić do dojścia do Gazowni czy samego placu ale to nie jest najważniejsze.
5 tysięcy fanów oglądało spektakularne wydarzenie na Malta Festiwal czy to dużo czy mało ?
Uważam, że to dużo jak na polskie warunki, plac był szczelnie wypełniony publicznością, która przybyła z całego świata.
Przekrój widowni ogromy, jeśli chodzi o wiek czy gusta muzyczne czy status materialny, wszyscy przybyli złożyć hołd muzyce elektronicznej.
Ze "starego" składu pozostał tylko Ralf i mimo swoich lat dalej jest w formie, pewnie to zasługa zamiłowania do kolarstwa ;). Porównując do pardubickiego koncertu, zauważyłem, że Ralf pozwala sobie na większy luz na scenie. Już nie jest tak statyczny i bez "żadnych" uczuć, widać, że się częściej rozgląda po publice, uśmiecha a nawet wygina :)).
Tym razem na scenie nie pojawiły się roboty, nie wiem czy taki był zamysł muzyków czy brak możliwości ze strony technicznej a może jakaś inna przyczyna,
Szkoda, że nie było wielkiej kotary, która opada przy pierwszych dźwiękach muzyki - efekt piorunujący.
Z miłą chęcią przejadę się po raz kolejny po niemieckiej autostradzie przy najbliższej okazji, czego i Wam drodzy internauci życzę.




A pogoda ? Deszcz nie spadł, niebo było praktycznie bezchmurne.

ps.
Chciałbym podziękować Weronice, Piotrowi oraz Franciszkowi za totalną pomoc.








piątek, 7 czerwca 2013

Milion.

Tydzień temu "moje" konto na youtube święciło milion odtworzeń. Oczywiście do 98% filmików nie mam żadnych praw także nie będę drugim Maksem Kolonko ale myślę, że jest co świętować jest nad czym myśleć.
Może na początek kilka statystyk. Konto zostało założone 22 sierpnia 2009 roku, na dzień dzisiejszy wrzuciłem 966 filmików. 

Przez pierwszy rok miałem wrzucone około 15 filmików z lokalnych imprez (emigrant party czy masa krytyczna), niektóre z nich zostały również usunięte ponieważ wrzuciłem bez pozwolenia nagrywającego. 
Pod koniec 2009 roku wrzuciłem na YT parszywej jakości muzycznej filmiki z londyńskiego koncertu Depeche Mode. Później wertując YT zauważyłem, że sporo muzyki nie zostało wrzucone lub jeśli są to w bardzo słabej jakości.

I tak pierwszym muzycznym filmikiem, który został wrzucony na YT jest Deuter z singla "Średniowiecze".
Następnym polski zespół grind-pankowy S.O. War. I tak następnie cały album Deutera "1987", kilka utworów Falarek Band, winylową wersję Klaus Mit Foch.
19 lipca wrzuciłem zajebisty utwór grupy Doom "My Pornography" bawiąc się w edytora video pociąłem okładkę na kawałki bawiąc się efektami. 24 lipca 2011 roku wrzuciłem singiel Lecha Janerki "Ta Zabawa Nie Jest Dla Dziewczynek"
Utwór ten miał jednego dnia aż 3000 odtworzeń, dzięki umieszczeniu "mojego" filmiku przez Polskie Radio na swojej stronie internetowej. 
4 sierpnia wrzuciłem polskiego geniusza low-music NOON, który do tej pory ma około 11 tysięcy odtworzeń. Oczywiście nie mogłem pominąć swoich krajanów czyli grupy Rozkrock.
No i dopiero teraz uświadomiłem sobie, że sporo polskiej muzyki (i nie tylko) nie zostało w ogóle wrzuconej w sieć.
I poszło jak z górki: Sielwolf, Kolaboranci, One Million Bulgarians, Wańka Wstańka & The Ludojades (zapewne hit na niejednej imprezie), Kobranocka, KSU, Fort BS / Stress, Fama '85, Fala II, Sex Bomba, Zbigniew Seifert, Max I Kelner, Tilt, Urszula Dudziak, Throbbing Gristle, Adam Makowicz, Krzysztof Komeda , Tomasz Stańko, Pabieda, Respect, Tomasz Sikorski, Jan Jarczyk, Eugeniusz Rudnik, Armia, Piersi, Ewa Braun, Izrael, Novi Singers, Jan "Ptaszyn" Wróblewski, Michał Urbaniak, Mapa, Krystyna Prońko, Tomas Jirku, Mapa, Awake, Lech Janerka, GaGa, Róże Europy, Marek Surzyn, Anthony Rother i wielu wielu innych.
Jak widać spora większość to polscy twórcy zbliżeni do "niezależnych" kręgów.

Celem mojego konta jest promowanie polskiej muzyki przed całym światem - nie mamy się czego wstydzić: Polski Jazz, Polska Muzyka Eksperymentalna, ludzie całym świecie chcą słuchać dobrej muzyki, także i polskiej !
Mają dość chłamu jaki serwują nam mass media.

I tak na dzień obecny najpopularniejszymi filmikami są :
Kobranocka "Hipisówka" 75.000 odtworzeń,
Kobranocka "Kocham Cię Jak Irlandię" 72.000,
KSU "Nocne Kroki" 52.000 oraz
Kobranocka "Ela, Czemu Się Nie Wcielasz" 42.000.

Kraj oglądania to na pierwszym miejscu jest oczywiście Polska a dalej Wielka Brytania, Niemcy, USA.
Jak każdy właściciel konta miałem problemy z prawami autorskimi. 
Ostro dał mi popalić kultowy ECM, gdzie po wrzuceniu dwóch płyt Arvo Part dostałem (już po kilku godzinach ) nie wiedzieć czemu tylko dwa ostrzeżenia.
Dobrze, że tylko dwa zamiast dziesięciu i zamknąć mi konto.
Następny problem to próba wrzucenia utworu AYA RL, po kilku dniach dostałem email  z ostrzeżeniem oraz YT usunął utwór bez pytania oraz zablokował mi kilka funkcji na moim koncie.
Szkoda, że dostałem kolejne roszczenia po wrzuceniu genialnego koncertu M.Davisa z Polski, w ciągu tygodnia miałem po tysiąc odtworzeń na każdym utworze. 

Generalnie to trochę mi się farci ponieważ nie wrzucam jakiś poważnych utworów a na przykład ripy ze swoich winyli, czy zapomniane pankowe taśmy, także może moje konto funkcjonuje "trochę na uboczu" YT i nie zawadza "majorsom".
Drążąc dalej temat praw autorskich (vide Krystian Zimerman), który przerwał swój koncert ponieważ ktoś nagrywał na telefon jego grę. Muzyk wzburzony krzyknął do widza aby przestał nagrywać, później Zimerman wyjaśnił, że przez YT stracił już kilka kontraktów i realne pieniądze.
Ok może i muzyk stracił pieniążki ale na moim przykładzie możemy przeanalizować typowego "wielbiciela muzyki-pirata-właściciela konta na YT".
Jedziemy.
Jestem fanem muzyki, mogę śmiało napisać, że mam największą kolekcję winyli, cd oraz kaset spośród moich znajomych, zgadza się ściągam muzykę lecz ciągle kupuje w.w nośniki. 
To właśnie ta straszna sieć pomaga mi w znajdywaniu ciekawej muzyki KTÓRĄ PÓŹNIEJ KUPUJĘ. Czy pan Zimerman myśli, że nasz ZAIKS pomaga mu w promowaniu jego muzyki na całym świecie ? Nie.
To właśnie tacy piraci jak ja pomagają muzykom w pokazaniu swojej twórczości przed CAŁYM ŚWIATEM. 
To właśnie tacy użytkownicy jak ja poświęcają swój czas na edycje audio i video całkowicie za darmo - jedyną zapłatą jest wdzięczność internautów.
Ok, to może przejdźmy do faktów na przykładzie klipu Tomasza Stańko, utwór wrzucony 25 Lipca 2012 ma około 2000 odtworzeń. Szybka analiza: utwór został usłyszany w 66 krajach, zobaczyło go około 2000 POTENCJALNYCH NABYWCÓW. 
Jedyną moją winą jest brak praw do utworu - ZGODA.
Lecz to ja zrobiłem "klip", to ja przesłałem na serwery YT, to ja zapłaciłem za prąd i internet, to ja poświęciłem swój czas.
Co ZAIKS zrobił aby muzyka naszego geniusza była dostępna np. w Meksyku czy na Tajwanie ?
Oczywiście nic nie zarabiam na swoim koncie na youtubie, wszystkim czym się kieruję to zasada D.I.Y. a zapłatą są liczne miłe komentarze czy emaile.
Tak sobie myślę, że w tych wysokich szklanych zimnych budynkach codziennie toczy się wojna o wolność sieci - czy ja wygramy czy przegramy zależy od nas samych.

MUSIC NON STOP




poniedziałek, 20 maja 2013

Chris & Cosey + Mika Vainio + Powell

19 maj, kolejne zderzenie z kultowymi muzykami. Nie ma co się długo zastanawiać trzeba iść jak przystało na fanatyka Throbbing Gristle. Jako, że T.G. widziałem już kilka lat temu, czas zobaczyć elektroniczne-prymitywne wcielenie zakochanej w sobie pary.
Mika Vainio, wiadomo kultowe Pan Sonic, świetne Ø czy Philus, zbiera znakomite recenzje przemierzając świat ze swoimi projektami. Chyba bardziej byłem zaciekawiony występem Vainio niż C&C, może dlatego, że mniej więcej spodziewałem się co będzie grać londyński duet niż po ekscentrycznym Finie.
Przyznam się spóźniłem się na występ Powell, około 19.40 pojawił się Mika ubrany w czarną koszulę i kapelusz (prawie jak Tomasz Stańko).
No i zaczęło się, klub "Heaven" nie miał absolutnie litości dla widowni, głośność była chyba na maksa bo momentami czułem jak unoszę się nad podłogą. Mika straszliwie robił hałas, raz po raz racząc nas bitem. Trochę to chaotycznie dla mnie wyglądało, jakby muzyk grał kawałek utworu i nagle przechodził do kolejnego bez składu, także nie można było się wczuć dłużej niż kilka minut na jednym utworze. 

Szkoda również, że nie było widać instrumentów muzyka, ponieważ zostały zasłonięte przez zabawki Cartera.
Mi się osobiście nie podobał Mika Vainio, za dużo chaosu i hałasu (!).
Vaino po swoim secie zszedł ze sceny, bez żadnego podziękowania, machnięcia ręką, skinienia głową nawet nie spojrzał w stronę widowni - poprostu zszedł... .

Czas na C & C, zaczęli prawie dokładnie o czasie, nie musieli rozstawiać całego sprzętu - zrobili to przed koncertem także kilka minut i ogień.
Cosey z laptopem, tabletem, drum maszyną i efektami na froncie a Chris po prawej stronie sceny pod ukosem. No i teraz nagłośnienie klubu pokazało całą swoja klasę
Z głośników popłynęły piękne brzmienia znane z albumów C & C czy CTI. Publiczność od samego początku załapała klimat, który opływał scenę, pełen seksu i ciepła. Niektórzy zaczęli tańczyć, niektórzy śpiewać. 
Cosey od samego początku załapała klimat z audytorium, wymieniając uśmiechy czy opowiadając anegdoty. Chris ciężko pracował z boku sceny aby wszystko było na czas i zagrane z precyzją. Zgromadzona publiczność, (zapełniła może 60-70% klubu) była pod ogromnym wrażeniem Duetu za każdym razem nagradzając głośną owacją. Z utworu na utwór rozkręcała się zabawa C & C - publika, Cosey świetnie akcentowała utwory grą ciała, śpiewem czy chwytliwymi zagraniami na drum maszynie czy gitarze. C & C na koniec zagrali całkiem nowy utwor "Coolicon" z transowym bardzo mocnym brzmieniem, po koncercie udało mi się zakupic ową 10 calówkę.

Publiczność owacyjnie przyjmowała każdy utwór jednak na bis już nie dali rady. To chyba taka londyńska przypadłość, udany koncert, publika rozgrzana do czerwoności, muzycy schodzą, ludzie chcą bisów ale po minucie wzywania na scenę gwar cichnie i zaczynają się rozchodzić do domów.
To był udany muzyczny wieczór.

ps. Trąbka była.