Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jazz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jazz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 maja 2016

Batsumi - Moving Along.

Kolejna płyta od sąsiada tym razem zespół z Afryki Południowej - Batsumi.
Premiera płyty miała miejsce w 1976 roku a wydanie, które prezentuję pochodzi z 2014.
Krążek wydała mała, niezależna wytwórnia Matsuli Music, która specjalizuje się w reedycjach zapomnianych afrykańskich rarytasów.
Na "Moving Along" pojawiło się aż dziewięciu muzyków. Usłyszymy m.in na kontrabas, bongosy, saksofon, klawisze.
Całość muzyki uzupełnia również wokalista.
Większość muzyków ma dość spore doświadczenie zdobyte na ówczesnej południowoafrykańskiej scenie muzycznej.
Na krążku znajdziemy cztery utwory w transowych tempach. Muzycy odważnie łączą folk z jazzem czy soulem, który był wówczas na topie w USA. 




niedziela, 22 maja 2016

Szilard Mezei Tubass Quintet - Canons - 2nd Hoisting.

Drugi raz ukazuje się na moim blogu płyta wydana przez litewską manufakturę NoBusiness Records.
Pierwszy post dotyczył naszego polskiego muzyka, który koncertował w USA.
Także i tym razem płyta limitowana do 300 sztuk a więc gratka dla koneserów czarnego nośnika.
Muzyka została zarejestrowana "na żywo" w Serbii w Nowym Sadzie w 2011 roku.
Tym razem muzyka zdecydowanie inna niż w przypadku Mikołaja Trzaski.
Nie ma perkusji, która by ułatwiała poczucie rytmu, budowała podstawę muzyki a znajdziemy...
trzy kontrabasy oraz tubę.
Muzyka nie jest bardzo trudna w odbiorze nawet dla początkującego jazzmana z jakiego się uważam także kolejna lekcja w poznawaniu muzyki została odrobiona.


poniedziałek, 16 maja 2016

The Thing / Thurston Moore - Live.

Co powiecie na połączenie jazzowego noise z jedną z ikon gitarowego noise ?
Co z tego wyjdzie?
W 2013 roku londyńczyk zaprosił Norwegów do wspólnego projektu aby zderzyć różne wizje muzyki.
The Thing - jazzowi ekstremaliści.
Thurston Moore - gitarzysta znanego wszem i wobec (byłego już) Sonic Youth.
Koncert odbył się w kultowym klubie OTO we wschodnim Londynie.
Kilka miesięcy później The Thing Records wycisnęło muzykę na szlachetnym czarnym krążku.
Dwa utwory, 32 minuty improwizacyjnego hałasu czystej formy.



piątek, 13 maja 2016

The Thing - Boot!

Ciężkie działa pora wyciągać!
The Thing - Boot! 
Norwegowie atakują nie przebierając w środkach - nie biorą jeńców.
Choć Discogs opisuje "Boot!" jako awangardowy jazz, ja jako człowiek wychowany raczej na muzyce rockowej, usłyszałem tam mało jazzu.
Oczywiście saksofon Matsa Gustafssona ma bardzo dużo wspólnego ze szlachetnym gatunkiem muzycznym jednak motor, który napędza cały pęd utworów od razu skojarzył mi się z ciężkim rockowym graniem.
Sludgestone rock i oczywiście bogowie noise Eye Hate God to przymiotniki, które same mi się cisną na usta w pierwszej kolejności.
Perkusista Paal Nilssen-Love praktycznie przez cały album wybija ekstremalne rytmy kojarzące się prędzej z metalem niż jazzem.
Basista Ingebrigt Haker Flaten świetnie się komponuje z perkusją tworząc ścianę nie do przejścia.
Właściwie słuchając ten album nawet nie odczułem abym słuchał jazzu. 
A może na tym polega cały trick, że tak właśnie gra się awangardowy jazz ?
Możliwe.




czwartek, 5 maja 2016

Langfurtka: Trzaska+Witkowski.

Troszkę się obawiałem przesłuchać tej płyty. 
Spodziewałem się niezłego jazzowego hardcore a tutaj mamy całkiem "przystępną" improwizację na dwie osoby.
Mikołaj Trzaska - baryton, saksofon oraz klarnet,
Adam Witkowski - gitary.
Pierwszego muzyka nie trzeba "dżeżowcom" przedstawiać, jeden z  czołowych polskich awangardowych muzyków, który przemierza cały świat z licznymi projektami. 
Drugi również udziela się w kilku projektach m.in Samorządowcy czy Gówno.
Na płycie znajduje się dziewięć utworów.
Płytę wydało ArtBazaar Records, które specjalizuje się w niszowych projektach.
Pozycja bardzo ascetycznie wydana, biała okładka z niebieskim nadrukiem, który wygląda jakby był pieczątką.
Muzyka została nagrana 3 Stycznia 2014 roku w SGP Studio w Gdyni.
Przez cały album prowadzi nas dialog między muzykami, dialog między instrumentami.
Tak jak napisałem powyżej, nie ma tutaj jazzowego hałasu a mamy prawie ambientową muzykę zagraną na żywo.

ps. Chciałbym podziękować koledze xBartx za ten album, który zakupił po koncercie duetu w zielonogórskim BWA.




poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Black Fire! New Spirits! - Images Of A Revolution.

W poprzednim poście opisałem winylową część sagi o rewolucji w jazzie zapisanej na szlachetnym nośniku. 
Dzisiaj chciałbym opisać album, który uzupełnia naszą muzyczną podróż przez czarny, rewolucyjny jazz. 
Po raz kolejny londyńczycy z Soul Jazz Records wyznaczają granicę do której wszyscy chcący opisywać historię w muzyce i obojętnie czy jest to jazz czy punk muszą dobić.
Album-książka o pełnym tytule: 
"Black Fire! New Spirits! Images Of A Revolution, Radical Jazz In The USA 1960-75"
zawiera 200 stron na których znajdziemy fantastyczne zdjęcia czołowych amerykańskich muzyków, którzy kreowali wtedy światową czołówkę jazzu wyprzedzając cały glob o lata świetlne. 
Na początku albumu znajdziemy wstęp, który nakreśli nam sytuację w USA jeśli chodzi o segregację rasową czy politykę, która kreowała ówczesne życie.
Pozycja wzorowo wydana, gruba oprawa, bardzo wysokiej jakości kredowy papier, czarno-białe jak i 
kolorowe zdjęcia, duży format.
Jeśli interesujesz się takimi tematami jak: Black Jazz, Spiritual Jazz, muzyka jazzowa, współczesna historia USA, będzie to wymarzona pozycja dla Ciebie.
















czwartek, 21 kwietnia 2016

Black Fire! New Spirits!

Kolejna bardzo ciekawa pozycja z brytyjskiej wytwórni Soul Jazz Records!
Moje ostatnie siedem wpisów dotyczyło punk rocka a dokładniej amerykańskiej i brytyjskiej sceny.
Brytyjczycy wydali sześciotomową encyklopedię na winylach na których można znaleźć punkowe "45", które zaskoczą niejednego kto siedzi w tym gatunku.
Jeśli znasz 50% kapel ze składanki to jesteś dobry!
Dzisiaj chciałbym przedstawić trzy płytową składankę pt.
"Black Fire! New Spirits!
Radical and revolutionary jazz in USA 1957-82".
Tutaj nasuwa mi się skojarzenie z Polską i punk rockiem a mianowicie, 
że na "Zachodzie" punk nie był aż tak politycznie zaangażowany jak w naszym kraju.
Odwracając sytuację i podstawiając zamiast panka, jazz w Polsce i Europie nigdy nie był tak
zażarcie zaangażowany politycznie jak w USA.
Oczywiście ma to ścisły związek z segregacją rasową, która miała bardzo ostry szczyt w latach 50 i 60 w Stanach Zjednoczonych.
Każdy kto siedzi w tej muzyce dość łatwo połączy lata 50/60 z ogromnym jazzowym boomem, który wypchnął
ten styl na nowe oceany muzyki, łamiąc schematy utarte przez lata.
Na płytach usłyszymy:
- Yusef Lateef - Chang, Chang, Chang,
The Last Poets - It's A Trip
Don Cherry - Utopia And Visions
Richard Davis - Dealin'
Archie Shepp And Jeanne Lee - Blasé
Grachan Moncur III And The Jazz Composer's Orchestra - Angela's Angel
Tyrone Washington - Universal Spiritual Revolt
Creative Arts Ensemble - Flashback Of Time
– David Lee - Second Line March, 
Harold McKinney And The Creative Profile - In The Moog
Lloyd McNeill And Marshall Hawkins - The Banjo Lesson,
Pheeroan Aklaff - Tzaddi Vau (Part 1)
Joe Henderson - Black Narcissus
Doug Hammond - Spaces And Things.
Kolejna spora dawka historii zapisana na szlachetnym nośniku.
Polecam.











czwartek, 24 marca 2016

Wojtek Mazolewski Quintet w IF Music/Soho.

W niedzielę 20 marca miałem okazję zobaczyć WMQ po raz drugi na koncercie. 
A to wszystko za sprawą właścicieli Lanquidity Records, którzy namówili zespół oraz właściciela sklepu muzycznego aby zagrać dla garstki publiczności.
IF Music - to mały, niezależny sklepik muzyczny, który znajduje się w samym centrum brytyjskiej stolicy w dzielnicy Soho.
Sklep o powierzchni około 25-30 m2 w którym można znaleźć bardzo wyselekcjonowaną muzykę, głownie z jazzem oraz klasycznymi pozycjami takimi jak Can, 
Sun Ra, Kraftwerk itp.
Tak jak już wspomniałem powyżej, zespół "dostał" do dyspozycji połowę powierzchni sklepu na której rozstawiono "perkusję" oraz stół z mini klawiszami i laptopem dla Joanny Dudy.
Resztę przeznaczono na siedziska dla publiczności.
Chyba najtrudniejsze zadanie miał perkusista, który dostał tylko mały werbel a za resztę zestawu perkusyjnego służyły mu... drewniane pudełka od win.
Kontrabas Wojtka został podłączony do malutkiego piecyka gabarytami niewiele większego od płyty winylowej.
Trąbka jak i saksofon nie potrzebowały "nagłośnienia" - jeden problem mniej dla organizatorów.
Koncert zaczął się około 17.15 i było widać, że niektórzy muzycy byli trochę stremowani, nic ich przecież nie dzieliło, żadna scena czy kilku metrowy pas bezpieczeństwa.
Sekcja dęta praktycznie ocierała się o widzów, których przybyło jak myślę około 30 osób.
WMQ oczywiście promował album "Polka" i to te utwory można było usłyszeć tego dna w IF Music.
Przyznam się, że niedzielny koncert bardziej mi się podobał niż poprzedniego dnia, dało się wyczuć pewną nić porozumienia między kwintetem a publicznością, która za każdym razem nagradzała muzyków gorącą, spontaniczną owacją.
Po koncercie można było oczywiście porozmawiać z muzykami, nie dało się odczuć żadnej bariery -
wiadomo w końcu łączy nas muzyka. W miłej atmosferze poprosiłem cały skład o autografy, które upiększyły moją winylową wersję "Polki".
Jeśli ktoś chciałby więcej zdjęć z oby dwu koncertów to zapraszam na stronę mojego kolegi.





poniedziałek, 21 marca 2016

Wojtek Mazolewski Quintet - Inwazja mocy.

W sobotę 19 marca miałem okazję zobaczyć po raz pierwszy Wojtek Mazolewski Quintet, który obecnie jest na trasie promującej swój najnowszy album "Polka".
Koncert odbył się w londyńskim klubie "Garage" w północnej części Londynu.
Drzwi zostały otwarte około godziny 19 i jak się okazało wewnątrz sali na rozgrzewkę przed koncertem swój set "didżejski" zaprezentował jeden z współwłaścicieli  bazującej w Londynie wytwórni Lanquidity Records
Adrian Magrys zaprezentował bardzo elektroniczny set bazujący w okolicach trip hopowych.
Sala została wypełniona w połowie, myślę że było około 300 osób w większości oczywiście Polacy.
O godzinie 20-tej WMQ wyszedł na scenę bardzo gorąco przywitany przez publiczność.
Krótkie ustawienie się na scenie i po chwili usłyszeliśmy dźwięki z "Polki".
Zespół wystartował bardzo powoli jednak publiczność przyjęła owacyjnie pierwsze rytmy. 
Joanna Duda po lewej stronie sceny obok niej Marek Pośpieszalski, po środku oczywiście Wojciech Mazolewski a po prawej stronie sceny umiejscowiła się trąbka oraz schowana nieco perkusja.
Już po pierwszym utworze było słychać, że wybór stricte rockowego klubu na koncert jazzowy był błędem ponieważ ogólne wrażenie WMQ było bardzo rockowe.
Na domiar wszystkiego muzycy zagrali bardzo mało jazzowo, perkusista wybijał raz po raz rockowe rytmy za mało improwizując, momentami dało się odczuć jakby grał ciągle punkowe "umpa-umpa".
Następnym mankamentem to trąbka - bardzo słabo, za mało wolności a za bardzo trzymania się kurczowo tematów z albumu - to na minus.
Najjaśniejszą gwiazdą wieczoru była dla mnie Joanna Duda, która fantastycznie dopełniała muzykę tylko szkoda, że było ją słabo słychać.
Mamy kolejny wielki talent!.
Oczywiście Mazolewski pokazał wielki kunszt gry na kontrabasie (nieco futurystycznym zresztą) no i oczywiście pokazał wszystkim Polkom swoje tatuaże, które wzbudziły wielkie westchnienie wśród piękniejszej części publiczności.
Tak jak napisałem wyżej nie dało się odczuć jazzowej atmosfery koncertu, pewnych muzycznych tarć między muzykami WMQ.
Ot, grupa po prostu zagrała swój rockowy set - jednak będąc obiektywnym publiczność dostała muzyczny orgazm i to kilka razy.
Oczywiście oprócz "Polki" usłyszeliśmy również Rage Against The Machine oraz kultowy przebój reggae (lub techno jak kto woli) z repertuaru The Prodigy z refrenem wyśpiewanym przez londyńczyków.
Nie powiem sala uniosła się nad miastem.
Jednak aby za bardzo nie słodzić, publiczność dała się ponieść fantazji na niektórych utworach zaczęła śpiewać "La-la-la, da-da-da, li-li, li-li" i w tym momencie podeszła do mnie znajoma, która powiedziała do mnie 
"Niezła inwazja mocy, czuję się jak na Bachanaliach".
I faktycznie jak się rozejrzałem po sali biesiada trwała w najlepsze, gremialne śpiewanie, rączki u góry, piwo leje się strumieniami, kilka par tańczyło tylko sobie znany taniec.
Normalnie biesiada.
Chciałbym również dodać, że grupa bisowała trzy lub cztery razy a publiczność pożegnała się z zespołem odśpiewaniem "Lalalalalanananananatatatatata". 
Publiczności koncert się bardzo podobał ja byłem bardzo zawiedziony.
Takie mam odczucia po tym nieudanym koncercie, za dużo rockowych patentów a za mało jazzu.
A następnego dnia... .



piątek, 18 marca 2016

Nils Petter Molvær - Khmer.

Kto słyszał ten album ?
To najbardziej futurystyczny i nie jazzowy wypust z wytwórni ECM jaki słyszałem do tej pory.
To nawet nie jest muzyka klasyczna lub eksperymentalna jaką wydaje ta zasłużona wytwórnia 
to po prostu muzyka ELEKTRONICZNA.
Pierwszy utwór "Khmer" nie zapowiada elektronicznej podróży, słyszymy trąbkę, 
różne przeszkadzajki a w tle afrykańskie dźwięki. 
Ot kolejna "world music" w katalogu ECM.
Jednak drugi utwór "Tløn" pokazuje nam czego się w 1997 roku słuchało a mianowicie 
Future Sound Of London!
Potężne brzmienie wręcz rozsadza kolumny gdzie beaty raz po raz uderzają w głowę.
Już teraz jestem całkowicie przekonany, że na pewno nigdy nie słyszałem takiej muzyki z niemieckiej wytwórni.
Trzeci utwór "Access / Song Of Sand I" to spokojniejsza kompozycja od poprzedniej, tempo zostało nieco zwolnione a głównym instrumentem jest gitara - skojarzenia z Terje Rypdalem jak najbardziej na miejscu.
Czwarty oraz kolejne utwory porównując do poprzednich kompozycji to spokojne, nastrojowe ballady, które wyhamowują tempa poprzednich utworów.
Siódmy utwór "Song Of Sand II" to powrót do ciężkiego elektronicznego beatu, który prowadzi nas przez 
sześć minut.
Płytę kończy "Exit", który rzeczywiście całkowicie wycisza poprzednie utwory, jakby przygotowując nas do zakończenia słuchania płyty.
Czy polecam tą płytę?.
Na pewno nie jest to najlepszy album z katalogu ECM.
Nie jest to też dobra elektroniczna muzyka, która mogła by być stawiana jako przykład dobrego miksu elektroniki z tradycyjnymi instrumentami.
Z resztą posłuchajcie sami.



poniedziałek, 14 marca 2016

Wojciech Mazolewski w Bravo.

Od czego by zacząć?
Sam nie wiem....
To  może od samego początku tak będzie chyba najłatwiej.
W 2015 roku Wojtek Mazolewski Quintet wydał kolejny album o nazwie "Polka".
Płyta elegancko wydana, świetne zdjęcie Małgorzaty Braunek na okładce ukazujący piękno naszych Polek. 
Profesjonalny, gruby gatefold, poważna ciężkość płyty, widać że muzycy przyłożyli się do wydania albumu i 
nie zlekceważyli potencjalnych nabywców.
Cena na rynku to 40-50 PLN a więc całkiem przystępna zważywszy, że wydawcy obecnie golą na potęgę winylowców wykorzystując fakt masowego powrotu do czarnego nośnika.
To po tym słodzeniu przejdę to pewnego szkopułu, który mnie rozbawił.
Do płyty został dodany ogromniasty plakat o wymiarach około 100 cm na 60 cm przedstawiający Wojtka w zamyślonej pozie.
Przyznam się, że ubawiłem się po pachy zobaczywszy poster i pierwsze skojarzenie jakie przyszło mi do głowy to znany wszem i wobec magazyn dla nastolatków BRAVO gdzie do każdego numeru dodawany jest plakat bożyszczy małolatów.
Wojtku, po co ci ten plakat?
Czy nie można było zamiast tego zrobić książeczkę na przykład ze zdjęciami miast i miejsc o których mowa na albumie "Polka"?
Czy nie można było zrobić wkładki ze zdjęciami z sesji Braunek, która została wykorzystana na okładkę? 
Czy nie można było wrzucić na przykład zdjęć z koncertów?
Dobry pomysł co nie Wojtek?
Wyobraźcie sobie 30-to, 40-to, 50-cio latków, którzy po zakupie płyty wieszają sobie wizerunek muzyka w swoich pokojach, ba garażach, warsztatach czy szafkach w pracy!
Następnym razem Wojtek jakbyś chciał jakiejś rady co zrobić z papierem napisz do mnie email na pewno coś wymyślimy dobrego razem.
Twój uniżony wujek DobraRada.









wtorek, 2 lutego 2016

Moja setna płyta ECM.

Dzisiaj odsłuchuję swoją setną pozycję z wytwórni ECM, która znalazła się mojej kolekcji.
Właśnie sączy się z kolumn płyta Miroslava Vitous'a "Universal Syncopations".
Kogo znajdziemy w składzie ?
Same super-gwiazdy z jazzowego firmamentu. 
Jan Garbarek, Chick Corea, John McLaughlin, Jack DeJonnette oraz oczywiście Miroslav Vitous
Płyta została nagrana w najsłynniejszym jazzowym europejskim studio a mianowicie "Rainbow Studios" w Oslo.
Swoją pierwsza płytę z ECM-u zakupiłem pięć lat temu i był to krążek CD Tomasza Stańko "Lontano". 
Od tamtej pory zakochałem się w nagraniach tej wytwórni.
Referencyjna jakość dźwięku, skromna lecz bardzo gustowna stylistyka poligrafii, dbałość o każdy szczegół, tego można oczekiwać od Manfreda Eichera, który prowadzi wytwórnię od samego początku czyli
... lat 70-tych. 
Obecnie 60 procent mojej kolekcji ECM to płyty CD a 40 procent to "czarne krążki".
Eicher jest również odpowiedzialny za znakomitą większość produkcji  muzyki, która ukazuje się w jego wytwórni. 
Nie wiem skąd on bierze na to czas?.
Tytan pracy, nadczłowiek. 
Można również dodać, że wytwórnia ECM podzielona jest na kilka pod-labeli w których ukazuje się nie tylko jazz a na przykład - muzyka klasyczna. 
Czego sobie życzyć z dzisiejszej okazji ?
Na pewno następnej "setki" i jeszcze większych muzycznych wrażeń.