piątek, 29 stycznia 2016

Mazolewski Gonzales Quintet - Shaman.

Wytwórnia ForTune  chodziła za mną od dawna. 
Widziałem coś w sklepie, widziałem coś na sieci - zawsze rzucała mi się w oczy taka sama szata graficzna poligrafii.
Czarno-białe zdjęcie, różowy lub zielonkawy dodatek - ten sam wzór na każdym wydaniu.
Oczywiście patent ten został najpewniej zaczerpnięty z rytu okładek kultowego ECM, aby po pierwszym spojrzeniu na okładkę wiedzieć, że to jest ta wytwórnia a co za tym idzie oczekiwać dobrej muzyki.
Na dodatek potwierdzając tę tezę, płyty z polskiej wytwórni posiadają papierowe obwoluty, które jednak po rozpakowaniu z folii nie można nałożyć na opakowanie kompaktu.
Po kilku latach mijania się między półkami w sklepach muzycznych sprawiłem sobie prezent pod choinkę: dwie płyty z wytwórni ForTune, pierwszą z nich jest tytułowy Shaman.

Który to już projekt Wojtka Mazolewskiego?
Piąty, dziesiąty?
Sam nie wiem!
Nasz muzyk jazzowy, który przeżywa obecnie swoje 15 minut sławy aż kipi pomysłami raz po raz wylewając swoją muzykę we wszechświat.
Uwielbiany przez publiczność, hołubiony przez krytykę, przystojniacha spełnia się gdzie tylko może.

Tym razem zaprosił jazzowego weterana amerykańskiej sceny Dennisa Gonzalesa, który na stałe bazuje w Dallas.
Dennis przyjechał w 2010 roku do Polski, gdzie nagrał ów album na którym znajdziemy sześć kompozycji: Krzysztofa Komedy, Dennisa Gonzalesa no i oczywiście Wojciecha Mazolewskiego.
Płyta bardzo dobrze brzmi, może czasami jest za potężne brzmienie ale jak na polskie warunki jest naprawdę dobrze.
Do wydania dostarczona jest książeczka wydrukowana na wysokiej jakości papierze kredowym na którym można dowiedzieć się kilku rzeczy od muzyków jak powstawała ta płyta.
Chyba zostanę fanem tej wytwórni.



środa, 27 stycznia 2016

Mikołaj Trzaska - Sleepless In Chicago.

Pozycja wydana przez litewską podziemną wytwórnię No Business, oczywiście jak to bywa z takimi płytami - limitowana do 300 sztuk.
Na płycie znajdziemy dwa utwory zarejestrowane w Chicago, co ciekawe kompozycje te zostały zarejestrowane w odstępie prawie półrocznym. 
Obok Trzaski, który odpowiedzialny jest za saksofon, znajdziemy w składzie kontrabasistę Devina Hoff'a oraz perkusistę Micheala Zerang'a.
Jak to bywa z Mikołajem i tym razem muzyk lubi sobie trochę po improwizować z muzyką.
Przyznam się jako jazzowy neofita muzyka wcale nie jest jakoś specjalnie trudna w odbiorze i słucha się z przyjemnością, tym bardziej, że winyl bardzo dobrze brzmi umilając nam czas.




czwartek, 21 stycznia 2016

Zbigniew Wodecki and Mitch & Mitch: 1976 A Space Odyssey.

Zbigniew Wodecki to czołowy muzyk poprzedniej epoki, znany z festiwali ogólnopolskich ... zaraz, zaraz to nie ta recenzja.

W 2015 roku wytwórnia Lado ABC wydała chyba najbardziej dziwny muzyczny duet roku a mianowicie Zbigniew Wodecki oraz Mitch & Mitch.
Wodecki długo się zastanawiał czy aby "jakiś" Mitch & Mitch jest warty muzycznego eksperymentu i poświęcenia mu czasu.
Tym bardziej, że muzyka miała być nagrana z orkiestrą. W tym przypadku muzyk miał wątpliwości czy jego nowi znajomi podołają wyzwaniu.

Zbigniew Wodecki w 1976 roku wydał swój album na którym umieścił 11 utworów utrzymanych w bardzo ciepłym, pogodnym tonie. To właśnie od tego albumu rozpoczęła się błyskotliwa kariera muzyka w Polsce. 
Jednak jak to bywa, płyta z każdym rokiem odchodziła w muzyczne zapomnienie aż do ponownego "odkrycia" po 40 latach przez panów Mitch & Mitch.

Album został bardzo pieczołowicie wydany w formie książeczki gdzie bonusem jest krążek DVD z koncertu nagranego w studio z 43 osobową orkiestrą plus chór !.









poniedziałek, 18 stycznia 2016

Polskie Gówno - DVD.

Film, który powstawał dobrych kilka latek pod przewodnictwem Tymona.
Film gdyby został zrobiony "w normalnych" warunkach z taką obsadą mógłby sporo zawojować w Polsce.
Jednak na warsztat wzięli go życiowi "nieudacznicy" a więc musiało wyjść z tego ... gówno.
Nie inaczej.
Zobaczmy kto zagrał w tym gównianym filmie.
- Tymon Tymański - jako lider rockowego zespołu,
- Robert Brylewski - zagrał siebie samego czyli pankowego weterana, który utknął gdzieś w latach osiemdziesiątych.
- Grzegorz Halama - sprytny komornik-menadżer grupy Tymona.
- Wojciech Mazolewski - muzyk,
- Leszek Możdżer - jako... zobaczcie sami,
- Sonia Bohosiewicz - skinhead girl z "Wojny Polsko- Rosyjskiej" zagrała gwiazdę szołbiznesu, całkiem podobną do... ,
- Jan Peszek - no tutaj to już odlot,
- Arkadiusz Jakubik - hehehehehe, zagrał... hhihihihi, zobaczcie sami,
- Marian Dziędziel - ojciec Tymona.

Jak napisałem powyżej film powstawał w spartańskich warunkach z bardzo ograniczonym budżetem a więc od razu widać skromność planu zdjęciowego oraz aranżacji scen.
Choć nie można oddać, że wszyscy starają się z całych sił aby wypaść jak najlepiej.
Mamy dobry miks aktorskich rutyniarzy jak Peszek, Bohosiewicz, etatowi ludzie Smażewskiego jak Dziędziel czy Jakubik z absolutnymi amatorami jak Brylewski czy Tymański.
Jeśli do gry zawodowych aktorów nie można się przyczepić, w końcu to ich zawód, amatorzy wypadli amatorsko oprócz Halamy, który wypadł wręcz rewelacyjnie.
Świetne dialogi, gra ciałem (scena układania się do snu !), sceny łóżkowe w których Halama wyszedł bardzo naturalnie. Jak nie cierpię Halamy jako kabareciarza, tutaj oddaję mu honor i ściągam czapkę z głowy.
Brawo !
Co do Tymańskiego to wypadł bez przekonania, ot odegrał to co miał zagrać, z małym wyjątkiem w którym udało się Tymonowi odlecieć, mam na myśli "scenę łóżkową" z Jakubikiem. 
Tutaj leżałem na ziemi śmiejąc się z gagu wziętego z życia pana ... . 
Jestem pewny, że ten dialog przejdzie do libacyjnych kanonów rozmów Polaków.
Brylewski - bardzo słabo, czyżby to był ten okres w którym Robert troszkę odjechał w inne światy za bardzo, chyba tak. Lecz nie można wymagać od niego bycia aktorem on jest muzykiem i basta !.

Kto nie oglądał filmu pewnie po mojej recenzji wie jeszcze mniej a więc zapraszam do oglądania aby przekonać się jak wypadli nasi muzycy w roli aktorów.







sobota, 16 stycznia 2016

Tomasz Stańko - "A i J", Polonia Records.

Polonia Records - to mała wytwórnia, która wydaje klasyczne, polskie płyty jazzowe. 
W swoim dorobku wydała lekko po nad sto pozycji a znajdziemy w jej katalogu takich tuzów jak Krzysztof Komeda, Jan Ptaszyn Wróblewski, Urszula Dudziak, Stan Getz i wielu, wielu innych znakomitych muzyków.
Dzisiaj chciałbym opisać album "A i J" Tomasza Stańko.
Płyta została pierwotnie nagrana w 1982 roku a wersja kompaktowa pochodzi z 1997 roku.
Nie będę opisywał muzyki, która jest zawarta na płycie a opiszę pewną kwestię, która zbulwersowała mnie.
Tym razem chodzi mi o poligrafię płyty. W sumie to nie ma się do czego doczepić, ładny druk, kredowy papier... .
Tylko dlaczego wydawca zadrukował jedną stronę wkładki a drugą zostawił pustą ?!.
Oszczędność druku, błąd w drukarni czy po prostu niechlujstwo ze strony wydawcy ?.
Nie wiem czemu ale skłaniałabym się do tej ostatniej wersji a więc "olanie słuchaczy" przez wydawcę.
Przy takiej klasie muzyków, dodanie informacji czy zdjęć z sesji nagraniowej to absolutne minimum, które wydawca powinien "odhaczyć". 
Ale co tam drukujemy, byleby tylko wyszło.
Dlaczego wypuszcza się takie gnioty ?
Płyta nigdy nie ukazała się na CD a więc ciemny lud to kupi... i kupuje.
Tylko dlaczego później wydawcy się dziwią, że słuchacze przestają kupować legalne płyty?.
Płyta wygląda jak 100% pirat choć nią nie jest.
Szkoda gadać.




środa, 13 stycznia 2016

Bogowie "Chi-Chi" na 33 1/3RPM.

Kolejna pozycja od sąsiada tym razem polski wypust Bogowie "Chi-Chi".
Płyta została wydana przez zaprzyjaźnioną również ze mną dobrze zapowiadającą się wytwórnię Lanqudity Records bazującą obecnie w Londynie.
LQ - jest prowadzona przez dwóch muzycznych maniaków zakochanych w jazzie lecz mająca korzenie w alternatywnych zakamarkach muzyki, gdzie nie obce są im punkowe idee D.I.Y.

"Chi-Chi" - zostało wydane w 2014 roku a płytę nagrało aż sześciu muzyków. To dobrze świadczy o całym projekcie ponieważ w obecnych czasach płytę nagrywa jedna lub dwie osoby i komputer.
Bogowie tworzą:
Michał Mijał - gitary,
Jacek Mazurkiewicz - kontrabas, syntezator,
Piotr Gwadera - perkusja, wokal,
Suavas Lewy - gitary, wokale, trąbka,
Marcin Zabrocki - wokale, syntezator, sampler,
Gosia Herba - wokal.

Dobry miks muzyków z doświadczeniem z ludźmi, którzy dopiero wchodzą na muzyczny firmament.
Jacek Mazurkiewicz - to już uznany muzyk udzielający się na scenie jazzowej, nagrał płyty m.in. z Mikołajem Trzaską oraz Andrzejem Przybielskim.
Piotr Gwadera - muzyk udzielający się w bardziej rockowych projektach jak 19 Wiosen czy L. Stadt.
Marcin Zabrocki - znany z Hey czy solowego projektu Katarzyny N.

Muzyka jaką usłyszymy na płycie na pewno nie jest łatwa w odbiorze, po za pierwszym utworem, który niesie ze sobą wesołą, pozytywną nutkę.
Ogólnie dźwięki jakie usłyszymy na płycie są powolne, monotonne w sam raz komponujące się z pogodą jaką mamy za oknem.
Muzyka jest bardzo przestrzenna, wahająca się między powolnymi tempami aby od czasu do czasu nas obudzić i postawić na nogi. 
Od razu rzuca mi się skłonność do jazzowej improwizacji i muzycznego eksperymentu. Melancholia płynąca z płyty potrafi nas zauroczyć jak i również zatrzymać na chwilę czas aby wymusić na nas jeszcze większe wejście w muzykę.
Tak jak napisałem powyżej znajdziemy tutaj jazzową improwizację jak i industrialny hałas, również znajdziemy spokojne ambientowe wręcz frazy po momenty, które nas obudzą z muzycznego snu.

Również chciałbym zwrócić uwagę na bardzo dobrze brzmienie płyty. 
Muzyka doskonale rozpływa się między kolumnami, to na pewno również zasługa masteringu Marcina Cichego znanego m.in ze Skalpel.
Od strony wydawcy wszystko na najwyższym poziomie, bardzo dobra poligrafia, dołączony art-work na grubym kartonowym papierze, solidny kawał polichlorku winylu. 
Widać, że LQ na niczym nie oszczędzało, chciało nam pokazać muzykę i produkt na najwyższym z możliwych poziomów.
Udało im się to !!!. 

ps.
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAArrgggggggggggggHHHHH.
Oddając płytę sąsiad zapytał się mnie czy słuchałem jej na 45RPM. 
Odpowiedź moja była, że słuchałem ją na 33 1/3RPM. 
A więc odsłuchuję ją jeszcze raz na 45RPM !
I też jest dobrze !
A więc kochani blogowicze tą 12 calówkę TRZEBA słuchać na 45RPM ale i MOŻNA na 33 1/3 RPM !
Trochę nie profesjonalny jest ten wpis ale niech już tak zostanie ku pamięci.
Także ogłaszam, że powyższa recenzja dotyczy "Chi-Chi" o prędkości odsłuchu 33 1/3RPM.





wtorek, 12 stycznia 2016

Zabrocki "1+1=0"

Kolejna pozycja od sąsiada, tym razem jest to płyta kompaktowa Zabrocki "1+1=0".
Chciałbym od razu podziękować mojemu sąsiadowi i samemu Zabrockiemu, który utwierdził mnie w przekonaniu, że nowa muzyka także i polska jest w przytłaczającej większości chuja warta i moja droga obrana kilka lat temu aby wrócić do lat 60-tych czy 70-tych a nawet zmienić gust muzyczny na jazz to dobry kierunek.
Marcin Zabrocki - muzyk, który udzielał się w Hey, w projekcie Nosowskiej, można było go również usłyszeć grupie Bogowie
Tym razem miał nieco trudniejsze zadanie - nagrał całą płytę.

Pierwsze co rzuca mi się to teksty - jakby były napisane przez nastolatkę ubraną na czarno: infantylne i pełne kompleksów typowych dla tego okresu.
Może faktycznie teksty były napisane przez kobietę i dlatego tak ciężko mi się do nich odnieść ?
Może trzeba być kobietą aby je zrozumieć ?
Przyznam się, że bardzo ciężko było mi odnaleźć się w sferze tekstowej.
Drugie co przychodzi mi do głowy to maniera śpiewania Zabrockiego w stylu pani Nosowskiej.
Po co ?
Dlaczego ?
Również zaproszenie do zaśpiewania w swoim męczącym stylu pani Kasi N., tylko przyniosło więcej gwoździ do tej płyty... .
Nic tylko się ukrzyżować.
Co do kwestii muzycznej to od razu mi się kojarzy Smolik, tylko taki zwolniony, bardziej ubogi w aranżacji.

Jak sami śpiewają muzycy na płycie użyję zwrotu "po chuj".
To jest moje zdanie - zdanie kolesia, który nie nagrał ŻADNEJ płyty w swoim życiu.
Także panie Zabrocki oby nowa płyta była inna !

"Szkoda mi czasu, spałem długo na słuchanie takiej nudy!"