sobota, 6 lipca 2013

Kraftwerk, Malta Festiwal 2013.

Panie i Panowie,
Meine Dammen und Herren,
Ladies and Gentelman.

Poznań, Malta Festiwal 2013, jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych tego roku w Polsce.
Kraftwerk.
To już czwarty raz kiedy niemiecka grupa przyjeżdża do Polski, a moje drugie spotkanie z zespołem.
Pierwszy raz miałem przyjemność zobaczyć na festiwalu muzyki elektronicznej w Pardubicach w 2006 roku.
Bilety na poznański koncert kosztowały około 200 PLN w zależności od daty zakupu. 
Ja kupiłem przez internet w zimie, także czekałem na wydarzenie około pięciu miesięcy.
Mottem przewodnim tegorocznego festiwalu było hasło "Oh Man, Oh Machine" a więc nasi bohaterowie w 100% wkomponowali się w ramy festiwalu.

27 czerwca przyjechaliśmy do Poznania i dzięki uprzejmości naszych znajomych mogliśmy spędzić kilka dni w uroczym mieście. Przechadzając się po mieście było słychać wiele języków świata co świadczy, że Malta Festiwal ma już ustaloną mocną markę.
W dzień koncertu postanowiliśmy koło południa zajść w okolice Starej Gazowni aby upewnić się co do pewnego dojścia na miejsce wydarzenia i jakie było nasze zdziwienie jak usłyszeliśmy zza muru dźwięki utworu..."Computer Liebie".
Czyżby były otwarte wrota starej gazowni ? A może koncert odbędzie się na otwartym terenie ?
I w tej chwili ogarnęła mnie panika. Przecież na dzisiejszy wieczór zapowiadają burze !
Cholera, byłem pewien kupując bilet, że koncert odbędzie się w pomieszczeniu Starej Gazowni a więc nie obchodzi nas pogoda a skupimy się na słuchaniu muzyki.
Obszedłem mur i od innej strony zobaczyłem scenę z napisem Malta Festiwal. Stało się już jasne, koncert zobaczymy na otwartej przestrzeni. Troszkę się zawiodłem, chciałem zobaczyć Kraftwerk w sali.
Pełen obaw pojechałem na obiad do znajomych aby powrócić w okolice Starej Gazowni koło 19.
Samo dojście nieco chaotyczne, po żwirowato-piaszczystej nawierzchni pełnej kurzu, szybka kontrola przez ochronę, sprawdzenie biletów, otrzymanie okularów 3D i wchodzimy na plac gdzie odbędzie się koncert. 
Po lewej stronie przepiękna budowla Starej Gazowni a po prawej stoiska z pamiątkami, budki z napojami oraz "stoły do biesiadowania". Szybkie obejście placu dookoła i już wiadomo, że Polacy nie będą wcale dominującą nacją. Dało się usłyszeć język angielski, niemiecki, włoski, hiszpański, słowacki. 
Sam plac nie był najwyższych lotów, nierówna piaszczysta powierzchnia z gdzieniegdzie rozrzuconymi płytami betonowymi.


Miłą niespodzianką było spotkanie uroczej pary, którą miałem okazję poznać na pardubickim festiwalu, tym razem kochani nie zrobiłem mnóstwa zdjęć a kilkanaście - chciałem się skoncentrować na muzyce.
Ok, a co z muzyką ?
Przed 21 wszedł duet Niwea, wokalista wziął łyka wina...i splunął nim na scenę. W tej chwili pomyślałem 
"o cholera to może być przeżycie". 
No i nie myliłem się. Niwea zaczęła straszliwie rzępolić swoje elektroniczne tortury, że aż wykręcało uszy. Po kilku utworach, takich samych utworach pełnych żółci i chłamu publiczność zaczęła głośno komentować swoje przemyślenia, krzycząc w stronę sceny.
Przyznam się, że śmiałem się z kilku tekstów publiki na początku jednak z każdym utworem było mi coraz smutniej. Mam bardzo szerokie gusta muzyczna ale to co zaprezentowała Niwea przeszło najdalsze moje granice cierpliwości i smaku muzycznego. Moim określeniem na muzykę jaką zaprezentowała Niwea to "Zdzierane Koty".


Przy okazji dygresja do kuratora festiwalu jeśli czyta przypadkiem mój wpis.
Co kierowało wyborem akurat tej grupy z polskiej sceny elektronicznej ?
Odtworzenia na youtube ? Kolega polecił ? Znajomość z liceum ?
Kompletna 40 minutowa katastrofa.

Z prawdziwą ulgą około 21.20 grupa zakończyła swój występ, szybkie spakowanie klawiszy i na scenę wpada ekipa techniczna Kraftwerk. 21.55 pojawia się dźwięk a w tle "8-bitowa" grafika z postaciami muzyków.



Niektórzy z publiczności założyli już okulary 3D w oczekiwaniu na bogów elektroniki.
Godzina 22, elektroniczny głos oznajmia nam co się zaraz wydarzy i... Są !!!

Kraftwerk wchodzi na scenę w ustalonej z góry kolejności, oczywiście pierwszy wchodzi Ralf, jedyny z kultowego składu a za nim pozostała część grupy. Kilka sekund i pojawia się muzyka. 
Grupa zaczęła od "We Are The Robots", to nowość ponieważ grupa przez wiele lat zaczynała od "Die Mensch-Maschine".
No i 3D pokazało swój urok. Obracające się roboty zahaczały prawie o nasze głowy swoimi rękoma. Następny utwór "Numbers" i tu nagłośnienie pokazało swoją moc.
Jest pięknie !
Cyfry ustawiają się w swojej kolejności aby opadać lub wirować przed naszymi oczami. "Pocket Calculator" i tutaj ogromna niespodzianka dla fanatyków, Ralf zaśpiewał ten utwór po polsku ku ogromnej eksplozji radości publiki. "Spacelab" utwór z kultowego "Die Mensch-Maschine" ze świetną grafiką 3D, gdzie owa stacja kosmiczna dosłownie wbijała się w widza. "The Model" bodaj największy "hit" grupy w niezmienionej praktycznie wizualizacji od wielu lat, tutaj jeśli się nie mylę nie było efektu 3D.





"Autobahn" w długiej wersji bodaj  około 10 minutowej, to absolutny hołd złożony niemieckiej motoryzacji ze świetną, prostą grafiką 3D. Raz po raz pojawiał się kultowy garbus lub dostojny Mercedes pędząc po autostradzie przemierzając Niemcy. Następnie dwie wersje Tour De France, Radioaktivity i Trans Europa Express/Metal On Metal te właśnie dwa utwory przyniosły mi sporo wrażeń dźwiękowych oraz wizualnych.
Set jak zwykle kończy przebojowy Music Non Stop gdzie wizualizacja sporo się zmieniła od czasów pardubickiego festiwalu.

Po tym utworze grupa zeszła ze sceny, jednak publika zaczęła głośno domagać się bisu. Po dość krótkim czasie zespół wraca na scenę aby zagrać melancholijny "Metropolis" z bardzo prostą grafiką przedstawiającą budynki mieszkalne. Szybkie skontrowanie klimatu i słyszymy przebojowe dźwięki "Planet Of Visions/Expo 2000" gdzie niektórzy zaczęli tańczyć i bawić się jak przystało na imprezach techno.
Utrzymując dalej klimat zabawy grupa zagrała "Vitamin" gdzie tabletki dopływały do publiczności ze sceny wywołując aplauz.
Kraftwerk zakończył swój set dynamicznym "Aerodynamik" dokładnie o północy. Grupa nie dała się "namówić" na kolejny bis. Jednak patrząc na publiczność była ona zadowolona z koncertu. Zespół też był spełniony co było widać po zadowolonych twarzach muzyków, raz po raz kłaniając się publiczności na pożegnanie. Mam nadzieję, że wrócą do Polski za jakiś czas aby promować muzykę elektroniczną.



Krótkie podsumowanie koncertu.
Nie wiem jak u innych widzów w moim przypadku pod koniec koncertu już "nie miałem" efektu 3D, nie wiem czy było to zmęczenie czy może moja wina (mam lekką wadę wzroku) a może coś się stało z aparaturą 3D.
Nagłośnienie koncertu, bez zastrzeżeń, zadowoliło najbardziej wybrednych fanów.
Sceneria koncertu jak najbardziej adekwatna do stylistyki grupy, przepiękny stary budynek obok sceny, można się przyczepić do dojścia do Gazowni czy samego placu ale to nie jest najważniejsze.
5 tysięcy fanów oglądało spektakularne wydarzenie na Malta Festiwal czy to dużo czy mało ?
Uważam, że to dużo jak na polskie warunki, plac był szczelnie wypełniony publicznością, która przybyła z całego świata.
Przekrój widowni ogromy, jeśli chodzi o wiek czy gusta muzyczne, wszyscy przybyli złożyć hołd muzyce elektronicznej.
Ze "starego" składu pozostał tylko Ralf i mimo swoich lat dalej jest w formie, pewnie to zasługa zamiłowania do kolarstwa ;). Porównując do pardubickiego koncertu, zauważyłem, że Ralf pozwala sobie na większy luz na scenie. Już nie jest tak statyczny i bez "żadnych" uczuć, widać, że się częściej rozgląda po publice, uśmiecha a nawet wygina :)).
Tym razem na scenie nie pojawiły się roboty, nie wiem czy taki był zamysł muzyków czy brak możliwości ze strony technicznej a może jakaś inna przyczyna,
Szkoda, że nie było wielkiej kotary, która opada przy pierwszych dźwiękach muzyki - efekt piorunujący.
Z miłą chęcią przejadę się po raz kolejny po niemieckiej autostradzie przy najbliższej okazji, czego i Wam drodzy internauci życzę.




A pogoda ? Deszcz nie spadł, niebo było praktycznie bezchmurne.

ps.
Chciałbym podziękować Weronice, Piotrowi oraz Franciszkowi za gościnę.








piątek, 7 czerwca 2013

Milion.

Tydzień temu "moje" konto na youtube święciło milion odtworzeń. Oczywiście do 98% filmików nie mam żadnych praw także nie będę drugim Maksem Kolonko ale myślę, że jest co świętować jest nad czym myśleć.
Może na początek kilka statystyk. Konto zostało założone 22 sierpnia 2009 roku, na dzień dzisiejszy wrzuciłem 966 filmików. 

Przez pierwszy rok miałem wrzucone około 15 filmików z lokalnych imprez (emigrant party czy masa krytyczna), niektóre z nich zostały również usunięte ponieważ wrzuciłem bez pozwolenia nagrywającego. 
Pod koniec 2009 roku wrzuciłem na YT parszywej jakości muzycznej filmiki z londyńskiego koncertu Depeche Mode. Później wertując YT zauważyłem, że sporo muzyki nie zostało wrzucone lub jeśli są to w bardzo słabej jakości.

I tak pierwszym muzycznym filmikiem, który został wrzucony na YT jest Deuter z singla "Średniowiecze".
Następnym polski zespół grind-pankowy S.O. War. I tak następnie cały album Deutera "1987", kilka utworów Falarek Band, winylową wersję Klaus Mit Foch.
19 lipca wrzuciłem zajebisty utwór grupy Doom "My Pornography" bawiąc się w edytora video pociąłem okładkę na kawałki bawiąc się efektami. 24 lipca 2011 roku wrzuciłem singiel Lecha Janerki "Ta Zabawa Nie Jest Dla Dziewczynek"
Utwór ten miał jednego dnia aż 3000 odtworzeń, dzięki umieszczeniu "mojego" filmiku przez Polskie Radio na swojej stronie internetowej. 
4 sierpnia wrzuciłem polskiego geniusza low-music NOON, który do tej pory ma około 11 tysięcy odtworzeń. Oczywiście nie mogłem pominąć swoich krajanów czyli grupy Rozkrock.
No i dopiero teraz uświadomiłem sobie, że sporo polskiej muzyki (i nie tylko) nie zostało w ogóle wrzuconej w sieć.
I poszło jak z górki: Sielwolf, Kolaboranci, One Million Bulgarians, Wańka Wstańka & The Ludojades (zapewne hit na niejednej imprezie), Kobranocka, KSU, Fort BS / Stress, Fama '85, Fala II, Sex Bomba, Zbigniew Seifert, Max I Kelner, Tilt, Urszula Dudziak, Throbbing Gristle, Adam Makowicz, Krzysztof Komeda , Tomasz Stańko, Pabieda, Respect, Tomasz Sikorski, Jan Jarczyk, Eugeniusz Rudnik, Armia, Piersi, Ewa Braun, Izrael, Novi Singers, Jan "Ptaszyn" Wróblewski, Michał Urbaniak, Mapa, Krystyna Prońko, Tomas Jirku, Mapa, Awake, Lech Janerka, GaGa, Róże Europy, Marek Surzyn, Anthony Rother i wielu wielu innych.
Jak widać spora większość to polscy twórcy zbliżeni do "niezależnych" kręgów.

Celem mojego konta jest promowanie polskiej muzyki przed całym światem - nie mamy się czego wstydzić: Polski Jazz, Polska Muzyka Eksperymentalna, ludzie całym świecie chcą słuchać dobrej muzyki, także i polskiej !
Mają dość chłamu jaki serwują nam mass media.

I tak na dzień obecny najpopularniejszymi filmikami są :
Kobranocka "Hipisówka" 75.000 odtworzeń,
Kobranocka "Kocham Cię Jak Irlandię" 72.000,
KSU "Nocne Kroki" 52.000 oraz
Kobranocka "Ela, Czemu Się Nie Wcielasz" 42.000.

Kraj oglądania to na pierwszym miejscu jest oczywiście Polska a dalej Wielka Brytania, Niemcy, USA.
Jak każdy właściciel konta miałem problemy z prawami autorskimi. 
Ostro dał mi popalić kultowy ECM, gdzie po wrzuceniu dwóch płyt Arvo Part dostałem (już po kilku godzinach ) nie wiedzieć czemu tylko dwa ostrzeżenia.
Dobrze, że tylko dwa zamiast dziesięciu i zamknąć mi konto.
Następny problem to próba wrzucenia utworu AYA RL, po kilku dniach dostałem email  z ostrzeżeniem oraz YT usunął utwór bez pytania oraz zablokował mi kilka funkcji na moim koncie.
Szkoda, że dostałem kolejne roszczenia po wrzuceniu genialnego koncertu M.Davisa z Polski, w ciągu tygodnia miałem po tysiąc odtworzeń na każdym utworze. 

Generalnie to trochę mi się farci ponieważ nie wrzucam jakiś poważnych utworów a na przykład ripy ze swoich winyli, czy zapomniane pankowe taśmy, także może moje konto funkcjonuje "trochę na uboczu" YT i nie zawadza "majorsom".
Drążąc dalej temat praw autorskich (vide Krystian Zimerman), który przerwał swój koncert ponieważ ktoś nagrywał na telefon jego grę. Muzyk wzburzony krzyknął do widza aby przestał nagrywać, później Zimerman wyjaśnił, że przez YT stracił już kilka kontraktów i realne pieniądze.
Ok może i muzyk stracił pieniążki ale na moim przykładzie możemy przeanalizować typowego "wielbiciela muzyki-pirata-właściciela konta na YT".
Jedziemy.
Jestem fanem muzyki, mogę śmiało napisać, że mam największą kolekcję winyli, cd oraz kaset spośród moich znajomych, zgadza się ściągam muzykę lecz ciągle kupuje w.w nośniki. 
To właśnie ta straszna sieć pomaga mi w znajdywaniu ciekawej muzyki KTÓRĄ PÓŹNIEJ KUPUJĘ. Czy pan Zimerman myśli, że nasz ZAIKS pomaga mu w promowaniu jego muzyki na całym świecie ? Nie.
To właśnie tacy piraci jak ja pomagają muzykom w pokazaniu swojej twórczości przed CAŁYM ŚWIATEM. 
To właśnie tacy użytkownicy jak ja poświęcają swój czas na edycje audio i video całkowicie za darmo - jedyną zapłatą jest wdzięczność internautów.
Ok, to może przejdźmy do faktów na przykładzie klipu Tomasza Stańko, utwór wrzucony 25 Lipca 2012 ma około 2000 odtworzeń. Szybka analiza: utwór został usłyszany w 66 krajach, zobaczyło go około 2000 POTENCJALNYCH NABYWCÓW. 
Jedyną moją winą jest brak praw do utworu - ZGODA.
Lecz to ja zrobiłem "klip", to ja przesłałem na serwery YT, to ja zapłaciłem za prąd i internet, to ja poświęciłem swój czas.
Co ZAIKS zrobił aby muzyka naszego geniusza była dostępna np. w Meksyku czy na Tajwanie ?
Oczywiście nic nie zarabiam na swoim koncie na youtubie, wszystkim czym się kieruję to zasada D.I.Y. a zapłatą są liczne komentarze czy emaile.
Tak sobie myślę, że w tych wysokich szklanych zimnych budynkach codziennie toczy się wojna o wolność sieci - czy ja wygramy czy przegramy zależy od nas samych.

MUSIC NON STOP




poniedziałek, 20 maja 2013

Chris & Cosey + Mika Vainio + Powell

19 maj, kolejne zderzenie z kultowymi muzykami. Nie ma co się długo zastanawiać trzeba iść jak przystało na fanatyka Throbbing Gristle. Jako, że T.G. widziałem już kilka lat temu, czas zobaczyć elektroniczne-prymitywne wcielenie zakochanej w sobie pary czyli Chris & Cosey.
Mika Vainio, wiadomo kultowe Pan Sonic, świetne Ø czy Philus, zbiera znakomite recenzje przemierzając świat ze swoimi projektami. Chyba bardziej byłem zaciekawiony występem Vainio niż C&C, może dlatego, że mniej więcej spodziewałem się co będzie grać londyński duet niż po ekscentrycznym Finie.
Przyznam się spóźniłem się na występ Powell, około 19.40 pojawił się Mika ubrany w czarną koszulę i kapelusz (prawie jak Tomasz Stańko).
No i zaczęło się, klub "Heaven" nie miał absolutnie litości dla widowni, głośność była chyba na maksa bo momentami czułem jak unoszę się nad podłogą. Mika straszliwie robił hałas, raz po raz racząc nas bitem. Trochę to chaotycznie dla mnie wyglądało, jakby muzyk grał kawałek utworu i nagle przechodził do kolejnego bez składu, także nie można było się wczuć dłużej niż kilka minut na jednym utworze. 

Szkoda również, że nie było widać instrumentów muzyka, ponieważ zostały zasłonięte przez zabawki Cartera.
Mi się osobiście nie podobał Mika Vainio, za dużo chaosu i hałasu (!).
Vaino po swoim secie zszedł ze sceny, bez żadnego podziękowania, machnięcia ręką, skinienia głową nawet nie spojrzał w stronę widowni - poprostu zszedł... .

Czas na C & C, zaczęli prawie dokładnie o czasie, nie musieli rozstawiać całego sprzętu - zrobili to przed koncertem także kilka minut i ogień.
Cosey z laptopem, tabletem, drum maszyną i efektami na froncie a Chris po prawej stronie sceny pod ukosem. No i teraz nagłośnienie klubu pokazało całą swoja klasę
Z głośników popłynęły piękne brzmienia znane z albumów C & C czy CTI. Publiczność od samego początku załapała klimat, który opływał scenę, pełen seksu i ciepła. Niektórzy zaczęli tańczyć, niektórzy śpiewać. 
Cosey od samego początku załapała klimat z audytorium, wymieniając uśmiechy czy opowiadając anegdoty. Chris ciężko pracował z boku sceny aby wszystko było na czas i zagrane z precyzją. Zgromadzona publiczność, (zapełniła może 60-70% klubu) była pod ogromnym wrażeniem Duetu za każdym razem nagradzając głośną owacją. Z utworu na utwór rozkręcała się zabawa C & C - publika, Cosey świetnie akcentowała utwory grą ciała, śpiewem czy chwytliwymi zagraniami na drum maszynie czy gitarze. C & C na koniec zagrali całkiem nowy utwor "Coolicon" z transowym bardzo mocnym brzmieniem, po koncercie udało mi się zakupić ową 10 calówkę.

Publiczność owacyjnie przyjmowała każdy utwór jednak na bis już nie dali rady. To chyba taka londyńska przypadłość, udany koncert, publika rozgrzana do czerwoności, muzycy schodzą, ludzie chcą bisów ale po minucie wzywania na scenę gwar cichnie i zaczynają się rozchodzić do domów.
To był udany muzyczny wieczór.

ps. Trąbka była.







sobota, 18 maja 2013

Jazz (Boks) jest Czarny.

Dzisiaj przesłuchałem płytę Milesa Davisa "A Tribute to Jack Johnson". Już na samym wstępie zacząłem rozmyślać kim był Jack Johnson ?
Muzykiem ?
Mentorem ?
Kimś bliskim ?
Otóż nie, Johnson był bokserem, który żył na początku XX wieku w USA. Z boksem spotkał się w wieku 16 lat a od 19 roku życia startował już jako zawodowiec. W 1903 roku został "Kolorowym Mistrzem Świata".
Kolorowym ?
Dlaczego "Kolorowym" ?
Ponieważ w boksie panowała segregacja rasowa, biali nie walczyli z innymi nacjami, których uważali za gorszych od siebie. Przez prawie całe swoje życie nasz bohater zmagał się z rasizmem, który dotykał go na każdym kroku.
Powiedzmy sobie szczerze segregacja rasowa panowała w każdym aspekcie życia w ówczesnym "Zachodnim" świecie. Zdaje się, że ostanie bariery rasowe upadły w USA w latach 60 XX wieku. Mimo, że dano "kolorowym" prawa wyborcze, możliwość swobodnego studiowania, jednym słowem pełne prawa obywatelskie, lata 60 i 70 obfitowały w liczne napięcia o zabarwieniu rasowym.
Płyta została wydana w 1971 roku a więc jest to na pewno manifest Davisa przeciwko segregacji, która oficjalnie nie istniała lecz ciągle wpływała na każdy rodzaj ludzkiej aktywności. Nie po raz pierwszy muzyka niesie ze sobą przekaz zaangażowania społecznego czy politycznego
Na płycie znajdziemy "tylko" dwa utwory ale po 25 minut każdy. Moje osobiste odczucie to został nagrany po prostu "jam". Muzycy, którzy wzięli udział w sesji to gwiazdy, które zaczęły dopiero co świecić blaskiem na muzycznym firmamencie. Herbie Hancock, Bill Cobham, John McLaughlin to obecnie uznane światowe postacie.

Ciekawostką  jest sposób nagrania utworów. Na przykład w pierwszym utworze w lewym kanale gra trąbka i gitara w w prawym kanale tylko perkusja a pośrodku tylko bas. Także słuchanie na słuchawkach może być trochę męczące. Też polecam przesłuchanie płyty tylko np. w lewym kanale i wsłuchanie się w instrumenty. Płyta brzmi soczyście i bardzo rockowo. Gitara to czysta inspiracja grą Sly Stone'go czy Jimi Hendrixa a klawisze to psychodeliczne plamy Hancocka. Perkusista wygrywa równe rockowe rytmy a nad wszystkim czuwa wielki Miles.
Niech mottem tej płyty będzie sentencja jaką wypowiedział Johnson na koniec płyty:

"Jestem Jack Johnson, Mistrz Świata Wagi Ciężkiej.
Jestem Czarny, jednak oni nigdy nie pozwolili mi o tym zapomnieć.
Jestem Czarny, zgoda.
Teraz to ja nigdy nie dam im zapomnieć".

Wielka rekomendacja, lekcja historii i muzyki w jednym.
Polecam.

czwartek, 16 maja 2013

Tomasz Stańko + New York Quartet oraz John Surman w londyńskim Barbican Art Center.

Wczoraj 15 maja miałem przyjemność zobaczyć Tomasza Stańko ze swoim nowym zespołem oraz zasłużonego angielskiego muzyka Johna Surmana.
Tomasz Stańko jest obecnie na swoim światowym tournee z płytą "Wisława" wydanej dla wytwórni ECM a 
John Surman promował swój album "Saltash Bells".
Koncert odbył się w zasłużonym Barbican Art Center.
Może kilka słów o Barbicanie. Miejsce gdzie znajduje się obecnie centrum kultury zostało bardzo ciężko zbombardowane podczas Blitzu w 1940 roku. Spora działka praktycznie została nie ruszona od czasów wojny do lat  60-tych kiedy to Londyńska Korporacja "funduje" narodowi centrum kultury oraz mieszkania gdzie koszt budowy wyniósł 160 milionów funtów co przy obecnej wartości waluty daje sumę około 420 milionów funtów.



Centrum zostało zaprojektowane przez grupę architektów: Chamberlin, Powell and Bon w stylu Brutalizmu jakże popularnym w owych czasach. Także i w Polsce mamy (mieliśmy) kilka kultowych Brutalnych architektonicznie miejsc jak na przykład Dworzec w Katowicach (obecnie zburzony). 
I to nas różni od "Zachodu" my burzymy a oni restaurują i dbają. Świetnym przykładem jak to wszystko działa jest Dworzec Centralny w Warszawie.
Nieremontowany przez 30 lat, padł ofiarą dzikiego chaosu ostatnich 20 lat, budy z frytkami, zapuszczone korytarze, chaos stylistyczny, a ponad to wszystko smród i brud.
Tak samo jak z Brutalem z Katowic chciano się obejść z dworcem w Warszawie - ZBURZYĆ. 
Jedyne wyjście z sytuacji (czytaj najprostsze).
A wystarczyło TYLKO umyć, od nowa zaprojektować przestrzeń dworca i ... wszyscy zadowoleni, nie było końca zachwytów. Tak sobie myślę, że jeszcze ktoś, kiedyś odpowie za tego Brutala Z Katowic i wiele innych 
"źle urodzonych" budynków.



Trochę się zapuściłem w niemuzyczne klimaty ale chciałbym zahaczyć o jak najwięcej rejonów i pokazać jak to wszystko może być ciekawie ze sobą połączone.
Wróćmy do muzyki. Sala została w 95% zapełniona przez audytorium co mówi nam o popularności muzyków. Przed koncertem można było nabyć płyty cd wykonawców oraz otrzymać 165 stronicowy katalog ECM-u.
Punktualnie o 20 godzinie wszedł kurator koncertu i po kilku słowach wstępu zaprosił Johna na scenę. 
Na scenie znajdował się spory stół na na nim trochę instrumentów i trochę elektronicznych zabawek. Co ciekawe John zaczął od utworu na ... flet. Jak to później wyjaśnił muzyk znalazł ten flet w kartonie, który nie był otwierany od wielu wielu lat. Następny utwór to już powrót do Surmanowskich klimatów: klarnet plus świetne elektroniczne tło w stylu berlińskiej szkoły.





Następny utwór i zmiana instrumentu, tym razem saksofon barytonowy. 
Znowu dźwięk zaczął się rozprzestrzeniać z wielką mocą po całej sali.
Następny utwór to znowu klarnet podłączony do delay'a a razem z tym świetna zabawa muzyka z pogłosem dająca piorunujący efekt, który publiczność przyjmuje z wielką owacją. Kolejny utwór i tym razem poezja na początek gdzie z czasem wchodzi elektroniczne tło i gra Surmana na instrumencie.
Generalnie publiczność przyjęła set Johna z wielkim entuzjazmem nagradzając wielką owacją. 
Muzyk na zakończenie podziękował akustykowi z Barbicanu za świetną robotę.
Surman grał około 45 minut, kwadrans przerwy, punktualnie o 21 znowu kurator wygłasza krótką przemowę i wchodzi Tomasz Stańko a za nim nowojorscy muzycy.
Wielka owacja przywitała muzyków, nie ma się co dziwić przecież niemały procent widowni to byli Polacy. Minuta, dwie na przygotowanie się do gry i popłynęła muzyka, oczywiście z "Wisławy". 
Tomasz Stańko w swoim stylu ubrany w garnitur oraz czarny kapelusz umiejscowił się na centralnym miejscu 
sceny - w końcu to jego show.

Po prawej stronie (widowni) zasiadł perkusista po środku kontrabas a po lewej stronie fortepian. 
Bardzo podobała mi się oprawa graficzna sceny - rzuty prostej grafiki na powierzchnię za muzykami oraz na podłogę a wszystko w stonowanych kolorach.
Co o nowych muzykach Stańki ? Przede wszystkim perkusista to on robił wielkie wrażenie na publiczności a nawet czasami był pierwszym instrumentem na sali, jak myślę za pozwoleniem mistrza. Co ciekawe raz na jakiś czas Stańko schodził na bok sceny i pozwalał muzykom robić swoje show. 
Na ile w tym wolności a ile wykreowanej gry to już pewnie wiedzą sami muzycy. Jednak robiło to wrażenie jak Stańko przestawał grać schodził na bok sceny stawał z rękoma w kieszeniach i obserwował "ojcowskim okiem" grę muzyków.
Większość utworów zagrana podczas setu to utwory z "Wisławy" a szkoda jest tak wiele wspaniałych utworów z przebogatej kariery muzyka ale tak to już jest trzeba promować nowe utwory i obserwować reakcję publiczności.
A właśnie co o publiczności ?
Niestety nie obyło się bez kilku incydentów, na przykład podczas utworu pewna kobieta krzyknęła do człowieka obok po angielsku "Przetań rozmawiać" a ten ktoś odkrzyknął "Zamknij się" i wywiązała się pyskówka jednak nie słyszałem dalszego "dialogu" ponieważ muzycy zaczęli grać. Mam nadzieję, że nie był to nasz rodak.
Nieważne, niesmak pozostał.
Set Stańki trwał około 2 godzin, oczywiście nie obyło się bez bisów - ktoś z widowni krzyknął po polsku 
"jeszcze dwa utwory" . Jednak muzycy zagrali tylko jeden utwór i szybko zeszli ze sceny.
Był to mój pierwszy koncert na którym miałem okazję zobaczyć Tomasza Stańkę, był to mój również pierwszy raz gdzie byłem na sali, gdzie akustyka i nagłośnienie były na światowym poziomie, myślę że to nie był mój ostatni koncert w Barbicanie w moim ulubionym budynku w Londynie.







poniedziałek, 6 maja 2013

Punk's Not Dead

Nie mógł zagrać w klubie a chciał wystąpić...
Szybka wymiana mejli pomiędzy pankami, uzgodnienie daty oraz kilku detali, 5 maj rozstawiamy sprzęt na skłocie i gramy.
Mowa o Piotrze Kurku elektronicznym awangardowcu.
Piotr zagrał około 30 minut dla około 20 osób. Przyznam się, że nie znam twórczości muzyka także trudno mi się ustosunkować czy grał nowe czy stare utwory i  czy odbiegały od pierwotnych wersji ale publiczności bardzo spodobał się set Piotra.
Mi muzyka się kojarzyła z krautrockową elektroniką jak to kolega Harry ładnie określił: Popol Vuh.

A co ma do tego "Punk's Not Dead" ?
Ano tyle, że nie trzeba wielkich pieniędzy, nakładów, pana z wąsem z Domu Kultury aby robić coś dla ogółu. Wystarczy oprzeć się na zasadzie D.I.Y. - zasadzie sprawdzonej od kilku już dekad.

sobota, 4 maja 2013

Super Polen

Jakiś czas temu naszła mi ochota na przesłuchanie polskiej grupy Blimp. Jako, że nie słuchałem tej płytki może i 6 lat byłem ciekaw jak zareaguję na polski elektroniczny wypust po upływie czasu.
Pamiętam, że kiedyś mi się bardzo podobała.
Jakie wrażenia po odsłuchu "Superpolen" po latach ?

Jest dobrze, muzyka w ogóle się nie zestarzała a i "post rockowy" wszechobecny klimat jest bardzo miły 
w odsłuchu. 
Płyta wydaję się bardzo spójna stylistycznie, nie ma jakiś przypadkowych utworów, które by odbiegały jakoś radykalnie od siebie.
A nad wszystkim unosi się klimat To Rococo Rot czy Tarwater.
Utwór "Four Imaginary Boys" mogła by spokojnie grać Ewa Braun, utwór "17" to nic innego jak francuski "Air" pełen elektronicznej nostalgii w którym wykorzystano tekst Jamesa Joyce.
Płyta świetnie gra w swoistym mglistym brzmieniu, nie ma nudy, spokojnie może grać w tle podczas czytania, jazdy autem czy odpoczynku.
Na cd wydanej przez wytwórnię Ampersand w 2000 roku, znajdziemy 7 utworów nagranych i zmiksowanych  w Skórzewskim Studio.
Grupę Blimp tworzą: Tomasz Maliński, Sebastian Dolata, Radosław Dziubek, Waldemar Paziewski.




piątek, 19 kwietnia 2013

Record Store Day 2013

W sobotę 20 kwietnia obchodzimy po raz kolejny Record Store Day. Dzień ten ma nam naświetlić pewien problem, który dotyczy małych, niezależnych, często rodzinnych sklepów muzycznych. Problemem tym jest "wymieranie" sklepów z muzyką. Ma też pokazać światu jak wielką rodziną są fanatycy muzyki.
Nie ważne jest jakiej słuchasz muzyki, preferujesz cd, winyl czy pliki - ważna jest pasja.
A więc spotykamy się w sobotę  i wspieramy sklepy, muzyków oraz małe wytwórnie.
Jeśli ktoś będzie przypadkiem w UK to podsyłam listę co zostało wydane specjalnie na ten dzień:

http://www.recordstoreday.co.uk/media/18075/RSD%20Product%20Listing%20.pdf

Niech Dobra Muzyka Gra Non Stop.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rodriguez

Kilka dni temu mój znajomy XBartX polecił mi film "Searching for Sugar Man". Jak się okazało jest to obraz oparty na faktach, które się wydarzyły w latach 60-70-tych a niespodziewanie miały dokończenie 30-40 lat później. Nie chcę generalnie opowiadać o filmie drogim blogowiczom jednak jest kilka rzeczy, które zwróciły moją uwagę.

Po pierwsze co mnie zmartwiło choć każdy o tym wie jak to działa to Wielki Biznes Muzyczny.
Jest w filmie fragment w którym autor przeprowadza wywiad z właścicielem "praw" do muzyki Rodrigueza - notabene jest to były właściciel kultowej wytwórni wydającej mega gwiazdy z gatunku soul czy funk. A więc ów człowiek bez żadnych skrupułów opowiada o kontrakcie z muzykiem o tantiemach i co się z nimi stało, choć nie powiedział tego wprost widz może się łatwo domyśleć. Świetnie pokazane jak działa wielki biznes wobec muzyków i gdzie ma wartości czy zasady.

I tutaj nasunęło mi się skojarzenie z polską super grupą z lat 90 Hey i "pomoc" od ich byłej już menadżerki pani Kanclerz. Z przypadkiem Hey to poszło najgorzej jak mogło: talent, młodzieńcza naiwność z chęcią grania zderzyła się z raczkującym polskim rynkiem muzycznym (kapitalizmem).
Grupa została totalnie "wydojona i ogolona" stając się przez jakiś czas marionetką w rękach pani menadżer. Świetnie jest to pokazane na DVD Historia Polskiego Rocka w 4-tej części "Kup!Kultura".

Wracając do filmu optymistycznym wątkiem jest sama postać muzyka, któremu wróżono większą karierę niż Bob Dylan. Człowiek jest pełen ciepła, miłości do swojej rodziny i otaczającego go świata. W ogóle nie zabiegał o to, żeby być sławnym nie zabiegał o to aby być bogatym. Przyjmował ze stoickim spokojem życie takie jakim jest nie bacząc na przeciwności losu. Film godny zobaczenia i zastanowienia się nad wartościami, które kierują naszym życiem i co powinno być dla nas najważniejsze.

piątek, 29 marca 2013

Carcass

Wczoraj miałem niewątpliwą przyjemność zobaczyć grupę Carcass. Zespół, który w latach 90-tych chlubnie zapisał się na scenie czaderskiej bezkompromisowymi tekstami i muzyką.
Carcass jest jednym z moich faworytów "metalowych" a jednym z moich ulubionych albumów z dziedziny "czadu" jest "Necroticism - Descanting The Insalubrious" wydany w 1991 roku.
Jakiś czas temu dowiedziałem się, że Carcass będzie grał trzy koncerty w Londynie i każdego wieczoru będzie grał materiał z innej płyty. Czym prędzej popędziłem do knajpy aby zakupić bilet i oczywiście wybrałem trzecią noc.
Bilety okazały się śmiesznie tanie bo około 30 PLN.
Bilety na trzy noce z Carcass okazały się być bardzo szybko wykupione co było widać na koncercie sala była wypełniona po brzegi. 
Nawet na Deicide było mniej ludzi a przecież Carcass grał trzy noce z rzędu. To tylko świadczy o renomie zespołu.
Grupa zaczęła od intra w stylu Black Sabbath na gitary aby po kilku minutach przejść do właściwej sobie muzyki. A grali najlepsze utwory ze swoich WSZYSTKICH PŁYT. Publika szalała a grupa widać, że nie przyjechała odegrać ciepłe kluchy a zagrać na najwyższym poziomie.
Na scenie było widać totalne zaangażowanie zespołu oraz świetną zabawę muzyków. 
Raz po raz grupa nawiązywała kontakt z publiką a i wokalista między kawałkami ubarwiał koncert rozmową z ludźmi.
Klimat na scenie podkreślały dwie wizualizacje puszczane za perkusistą oraz po prawej stronie sceny z grafikami z szat graficznych danego albumu.
Co się rzuciło mi w oczy to, że muzykom granie sprawiało ogromną przyjemność co audytorium szeroko zebrane w klubie "Underworld" przyjęło z ogromnym entuzjazmem.
Jak będziecie mieli okazję zobaczyć Carcass na żywo to bez zastanowienia kupujcie bilety jest co oglądać i słuchać.

czwartek, 28 marca 2013

Rzeczpospolita Jazzu

Nie od dziś wiemy, że w Polsce jazz jest bardzo silny od kilku już dekad. Kolejnym dowodem na to jest grupa Jazzpospolita. 
W 2010 roku  warszawska Ampersand wydała album pod tytułem "Almost Splendid" - jednak nie jest to typowy jazz jakby można przypuszczać. Bardziej bym się skłaniał w opisie muzyki jako  "nowoczesne polskie brzmienia w jazzie" a więc na pewno bliżej do takich grup jak: Skalpel, Robotobibok czy Pink Freud.

Już spojrzenie co wydało Ampersand wcześniej może nam podpowiedzieć co się będzie działo na płycie. Blimp, Ścianka czy Tempfolder to nas utwierdzi w przekonaniu, że będzie nowocześnie i ciekawie.

"Almost Splendid" to 9 utworów plus remiks dokonany przez Excessive Music Productions.
Album otwiera "Laszlo And Cousins" z silnie zaznaczonym basem oraz psychodelicznym brzmieniem klawiszy.
Drugi utwór to "Fashion For Orient In The 70's" -  to jeden z moich ulubionych na tej płycie. Świetną robotę wykonuje tu gitara w motywie przewodnim - jakby została ta partia zagrana przez Pat'a Metheny na początku lat 80-tych dla ECM-u. 
Tylko szkoda, że ten utwór tak się szybko kończy !
Kolejny utwór to "Oh!" to rockowy utwór z klimatów Ścianki czy Pink Freud.
Piątym utworem jest "Polished Jazz", to Skalpelowa bajka ze świetną perkusją. Utwór pełen poezji i melancholii.
"Looking Thru Ambient Breathing Thru Dub" - utwór gdzie perkusja i bass grają po prostu reggae...jednak uwaga ! Koło 5 minuty gry klimat przechodzi w rockową psychodelię a'la Pink Floyd - znowu ta gitara i klawisze !
Album kończy "Laszlo And Sisters" - utwór zaczyna się "tanim" syntezatorowym beatem jednak po chwili wchodzi motyw z pierwszego utworu "Laszlo And Cousins" z energetyczną perkusją, ciągnąc ten motyw do 2 minuty 9 sekundy a później przechodząc w znakomite zakończenie w klimacie Briana Eno czy Steve Reich'a.
Coś pięknego.

wtorek, 26 lutego 2013

Ahimsa - Hokus Pokus

Kto pamięta kasetę Ahimsy "Słońce Świeci Dla Wszystkich" wydaną w 1991 roku ?
Sporo namieszała ta kaseta na tzw. scenie, bardzo zaangażowane teksty, kobiecy wokal a i muzycy reprezentowali spore umiejętności.
Przyznam się, że i na mnie ta kaseta wywarła piorunujące wrażenie a teksty wymuszały zastanowienie się nad kondycją człowieka i otaczającym go światem.
A teraz "hokus-pokus" i przeskoczmy 6 lat do przodu.
W 1997 roku Intersonus wydaje płytę "Hokus Pokus".
SoundGarden, Alice In Chains po polsku ?
Dlaczego nie, przecież jest rok 1997.
Z punkowej charyzmy i brudu nie zostało nic. Jest tylko "copy and paste".
Wokal jest bardzo słaby i błędem jest, że wokalista stara się "ładnie" śpiewać co ma odwrotny skutek. Momentami wychodzi mu jak wokaliście Illusion - dla mnie nie do przejścia.
Oczywiście nie obyło się bez dodania elektronicznych "przeszkadzajek".
Ciekawe jak patrzą na ta płytę z perspektywy czasu muzycy ?
Podoba im się czy też nie ?
A wam ?
Ja do niej nie będę często wracać.

niedziela, 10 lutego 2013

Meine Dammen und Herren

Meine Dammen und Herren,
Ladies and Gentelmen,
Panie i Panowie.


28 czerwiec, Poznań, Stara Gazownia, godzina 18.
To już drugi raz będę miał przyjemność zobaczyć jeden z najważniejszych zespołów w historii współczesnej muzyki: KRAFTWERK.
Po raz kolejny przejedziemy się pociągiem po Europie.
Tym razem zobaczymy podróż w technologii 3D co jest pewną nowością w stylistyce grupy.


środa, 30 stycznia 2013

Oj Panie Urbaniak...

Dzisiaj przesłuchałem  płytę Michała Urbaniaka "Songs For Poland".

Jak cenię, lubię i szanuję pana Michała to na tej płycie jest kilka utworów, które popsuły cały album, wręcz momentami wykrzywiałem minę z niedowierzania co pan Urbaniak gra.
I te właśnie kilka utworów zaważyło na mojej negatywnej ocenie całego albumu.
A to dlaczego ?
Już pierwszy utwór "Simple Solution" może uruchomić alarm "Co Się Dzieje ?".
A dzieje się wiele w tym utworze. Są samplery, elektroniczne bity, podłożone głosy Lecha Wałęsy oraz Karola Wojtyły, połączenie ludycznej muzyki z nowoczesnym popem.
Jednak drugi utwór "Polish Jazz" może nas uspokoić - to typowy Urbaniak z końca lat 80-tych, jest nowocześnie, nowojorsko, jest wspaniale. Bardzo dobra kompozycja pokazująca jak dobrym muzykiem jest nasz bohater.
Jednak pan Michał nie mógł pociągnąć klimatu z "Polish Jazz" dalej ponieważ następnym utworem jest "Zomocop". Utwór zaczyna się melodią ludową  "W Murowanej Piwnicy" później przechodząc w funkujący feeling z przeszkadzajkami z samplera jak: bite szkło, sygnał policyjny, telefon, krzyki.
Co jakiś czas pan Michał uracza nas melodią "W Murowanej Piwnicy" aby szybko przejść do funku.
Nie za dużo jak na jeden utwór ?
"Decadence" - tutaj mamy z kolei próbkę muzyki w stylu kabaretowym.
"The Party Is Over" - nostalgiczna melodia w stylu walca, chyba za dużo szampana wypito podczas sesji nagraniowej. Utwór pomyłka. Szybko zapomnieć o nim.
"Can't Complain" - to powrót do Nowego Jorku: nowocześnie, funkujący bas prowadzi nas przez cały utwór, Us3 robili takie utwory kilka lat po Urbaniaku.
"Carouselski" - hmmmmmmm, łupu cupu, łupu cupu plus melodia jak z "Kaczuch" - to chyba na tym utworze zrzedła mi mina.
"Boleronez" - połączenie melodii bolera z polonezem z wyraźnie zarysowaną perkusją , trochę za nowocześnie, bez ładu i składu, skrzypce ratują cały utwór od katastrofy.
"Immigrants Song" - ten utwór kończy album. Spokojna kompozycja o melancholijnym nastroju.
Płyta bardzo dziwna, jak wiemy Urbaniak czerpie inspiracje z muzyki ludowej, jednak na tym albumie jest to za bardzo rozwarstwione, rozchwiane. Płyta jest za bardzo spolaryzowana od nowojorskiego grania na "Polish Jazz" po dziwne, śmieszne "Carouselski".
Jestem ciekaw jakie przesłanie towarzyszyło Urbaniakowi w nagrywaniu tej płyty ?

wtorek, 22 stycznia 2013

Tomasz Stańko - Na Krawędzi

Będąc ostatnio w rodzinnym mieście pozwoliłem pochodzić sobie po księgarniach - czego efektem był zakup 4 (słownie CZTERECH) nowych książek. Trzy książki są o muzyce a czwarta to publicystyka.
Kupując te książki pomyślałem sobie "kiedy ja ostatni raz kupiłem książkę w księgarni ?".
Żadna konkretna data nie przyszła mi do głowy - a więc musiało to być bardzo bardzo dawno.
Pamiętałem tylko, że kupowałem namiętnie książki w antykwariatach i od czasu do czasu używane na internecie.
No to wstyd panie kolego !
Dobra, to czas na pierwsze wrażenia. 
Na pierwszy ogień poszła pozycja:
Tomasz Stańko. Desperado.
Co prawda nie przeczytałem jeszcze jej całe jednak już można wysuwać pierwsze wrażenia czy uwagi.
Książka jest świetnie wydana: gruba oprawa, dziesiątki zdjęć, z koncertów, zdjęcia rodzinne, plakaty, ulotki reklamowe itd...
Właściwie to jest rozmowa, którą przeprowadził Rafał Księżyk. Rozmowa, która trwa ponad 500 stron!
Wywiad jest chronologicznie czasowo ułożony a więc zaczynamy od dzieciństwa poprzez szkołę, 
pierwsze początki z muzyką i jazzem  po rozwój wspaniałej kariery.
Co się rzuca w oczy to dobre przygotowanie Księżyka do tematu - raz po raz zarzuca Stańkę pytaniami, 
które już dawno zaległy w czeluściach historii polskiego jazzu.
To prawda, że pytający czasami  stara się za bardzo filozofować, dorabiać jakąś grubszą ideologię do wydarzeń - jednak Stańko szybko go punktuje i zjeżdżamy na ziemię.
A na ziemi działo się sporo...
Stańko opisuje jak zapamiętał wojnę, pierwszy kontakt z muzyką w której wybitnie pomógł ojciec.
Pierwsze próby z jazzem, przełamanie swojej ogromnej tremy i słabości, spotkanie z Komedą 
oraz rozwój światowej kariery.
A w tle PRL-owska rzeczywistość, historia oraz jazzowa jazda bez trzymanki: seks, narkotyki oraz alkohol.
Pozycja obowiązkowa dla osoby, która interesuje się jazzem: przewijają się setki nazwisk, miejsc, festiwali a więc skarbnica wiedzy przekazana przez naszego Mistrza.
Co się rzuca w oczy to styl wypowiedzi Stańki nie ma w nim kombatanctwa, wyższości, arogancji a jest luźny język młodej osoby - można książkę spokojnie przeczytać w trzy wieczory z wypiekami na policzkach.
Godne Uwagi.
Polecam.

wtorek, 8 stycznia 2013

List do Carlosa

Cześć Carlos.
Piszę do Ciebie list wiedząc, że nigdy go nie przeczytasz.
(musicie wiedzieć, że Carlos nie operuje językiem polskim).
Carlos - znamy się już tyle lat, wiesz dobrze, że naszym głównym tematem rozmów jest MUZYKA.
Ty wychowany na latach 60,70 ja bardziej na alternatywnych klimatach.
Ty zafascynowany rockiem progresywnym i klasycznym brzmieniem takich kapel
Led Zeppelin, Beatles, Cream, Pink Floyd czy wczesne Genesis.
Ja bardziej penetrujący ciemniejsze czy też "ciężkawe" rejony muzyczne.
Pamiętam, że to dzięki Tobie przesłuchałem klasyczne albumy Beatles, pamiętam, że to dzięki Tobie zdusiłem więcej niż jeden album Pink Floyd np."Wish You Were Here" czy "Atom Heart Mother".
tak na marginesie co za nuda !
To dzięki tobie wsłuchiwałem się jak została nagrana pierwsza płyta Floydów.
To również dzięki tobie zwróciłem uwagę na pierwsze studyjne eksperymenty z muzyką i efektami Beatles.
Tak, to przy tobie "ukułem" stwierdzenie, że jak ktoś mi przystawi do głowy pistolet to powiem, że najlepszym rockowym albumem jest "Dark Side Of Moon" - chociaż ciężko będzie mi to wypowiedzieć - jest tyle innych świetnych płyt w  historii rocka.
To dzięki tobie poznałem i wsłuchałem się w Cream.

Pamiętasz Carlos jakieś 3 miesiące temu poleciłem Tobie jednego z najlepszych gitarzystów jazzowych ?
Pewnie nawet nie pamiętasz jego nazwiska ?
Wiedziałem...
Przypomnę Tobie
Ok ?!
Terje Rypdal
Wiedziałem, że nawet nie sprawdziłeś na youtube aby zorientować się jak Rypdal gra.
Pamiętasz jak opisywałem  Tobie jak gra ten gitarzysta ?
Pamiętasz jak byłem w szoku po przesłuchaniu jednego z wielu jego albumów o nazwie "Odyssey" ?

Od razu pomyślałem o Tobie - to jest wielki album na pewno się spodoba Carlosowi.
Ok, płyta została wydana przez kultowy ECM - ale pewnie Ty nawet nie wiesz co to jest ECM.
Mówiłem, że to nie jest jazz choć muzycy na wskroś jazzowi.
Mówiłem, że najważniejszą rolę na tej płycie to gitara - Twój ulubiony element rockowej układanki.
Płyta została wydana w 1975 roku a więc perfekcyjny czas to był dla Ciebie.
Chciałem pokazać Tobie jak można pomieszać style, jak można nagrać dobry album.
Carlos, nie przesłuchałeś tej płyty.
Carlos - nawet nie chciało Ci się sprawdzić youtube...jesteś muzycznym ignorantem.

Próbka gry Rypdala na "Odyssey":
http://www.youtube.com/watch?v=_XH_g5gf-MI



Nie zapomnę tego jak pożyczyłem Tobie DVD Einsturzende Neubauten "1/2 Mensch" - trzymałeś te DVD ponad miesiąc.
Nawet nie oglądnąłeś fragmentu ani minuty - powtórzę to jeszcze raz jesteś
WIELKIM MUZYCZNYM IGNORANTEM.
Oddając mi te DVD tylko wzruszyłeś ramionami.
Chciałem pokazać Tobie jak wygląda inna muzyka, jak muzyka się zmieniła od czasów Beatles czy Genesis, jak muzyka potrafi generować jakże inną energię znaną ze statycznych koncertów "wielkich tego rocka".
Carlos czy nie potrafisz przeskoczyć do innego rozdziału w książce zwanej muzyką ?
Czy ty nie potrafisz czuć innych smaków ?
A może nie widzisz innych barw ?

Szkoda, że nie widziałeś swojej miny jak Ci polecałem polski zespół SBB - znaną i poważaną w Europie grupę grającą rock progresywny. Twój wyraz twarzy mówił mi wszystko.
Polacy ? Oni nie mogą grać DOBREJ muzyki .
Tutaj byłem już pewien,że nawet nie zajrzysz do youtube czy wikipedii.
Oczywiście Ty tej grupy nie znasz i pewnie nigdy nie poznasz ani za pewnie nie przesłuchasz 5 płyt (tak jak ja przesłuchałem Beatles).
Zgadza się ?
WIELE TRACISZ CARLOS

Szkoda, że nie widziałem swojej miny jak mówiłeś mi, że czujesz się, kreujesz się na snoba słuchając muzyki z lat 60 czy 70. Carlos ale ty muzykę słuchasz na youtube a twoim źródłem muzyki jest komputer !
Jak możesz poczuć duszę i sens słuchając cyferek z internetu !
Nie dotkniesz nigdy muzyki przez internet !
Nigdy nie poznasz MUZYKI nie otwierając się na inne horyzonty.

Carlos, dobrze wiesz,że jak się spotkamy będziemy znowu rozmawiać o muzyce - ale nie wiem czy będziemy mówić o tej samej muzyce.
Pozdrawiam

ps.
Wiesz co Carlos ja Ci pożyczę te CD "Odyssey" Rypdala.