poniedziałek, 31 sierpnia 2015

SBB - Live In America 1994.

Nie wierzę w to co usłyszałem...
Po przesłuchaniu pierwszych minut tej płyty myślałem, że kolega pożyczył mi coś innego niż SBB.
Aż musiałem przerwać odsłuch i wyciągnąć płytę z odtwarzacza i się upewnić czy to aby na pewno prog-rockowe SBB.
Tak, to jest ten zespół !
Utwór zaczyna się "Follow The Dream" jednak nie jest zagrany w stylu jaki znamy ze starszych płyt. Kompozycja dostała bardzo funkowy, nowoczesny beat a świetny głos Janusza Hryniewicza dopełnia ten utwór na sto procent. 
Nie mogłem uwierzyć, że śpiewa ten utwór Polak, zero ciężkiego, słowiańskiego akcentu  a i na brak umiejętności śpiewu nie ma co narzekać, również Skrzek udowadnia, że potrafi śpiewać po angielsku. 
Bardzo mocne wejście. 
Drugi utwór "Hung-Under" i kolejna niespodzianka ponieważ na wokalu pojawia się ... Kim. To spokojny, nastrojowy utwór w stylu Grażyny Łobaszewskiej.
"Wish" to wokalny popis Skrzeka, wolne, monotonne tempo prowadzi nas przez sześć minut. Skojarzenia z Pink Floyd jak najbardziej na miejscu.
"Singer Oh Singer" - to najbardziej popowy utwór na tej płycie. W tym utworze śpiewają Skrzek oraz Hryniewicz.
"Drzewko Oliwne" to kompozycja Antymosa Apostolisa. Lekka i zwiewna kompozycja oparta na gitarach. Dobre rockowe granie.
"Freedom With Us" - hymn SBB. 
Zaczyna się harmonijką ustną lecz po chwili pojawiają się chórki aby ubarwić muzykę. Bardzo bluesowe tempo, bardzo dobre wokalne "jammowanie" Hryniewicza.
"Oak Theatre" - nowoczesny, funkujący puls, Hancockowskie klawisze, tym razem bez wokali.
"Swinging Blues SBB"  - już sama nazwa wskazuje co usłyszymy. Bluesowy jamming z luźnym tekstem. Zespół pozwolił sobie na trochę zabawy podczas koncertu.
"Erotyk" - to kolejny już klasyczny utwór SBB. Kompozycja zagrana nieco inaczej niż na płycie. Rozpoczyna się duetem klawisze-śpiew. Świetnie, że Skrzek zachowuje emocje zawarte w tym utworze. Po dwóch minutach wchodzi perkusja i gitara i kolejny raz popisuje się świetnym wokalem Janusz Hryniewicz ! 
Bardzo dobre zwieńczenie koncertu.
Płytę kończy "Figo-Fago" - harmonijka ustna rozpoczyna ten utwór aby przejść do luźnej formy tego utworu. 
Blues prowadzi nas przez całą kompozycję. Usłyszymy solo na perkusję czy gitarę. Muzycy raz po raz łamią tempo utworu.

Krótkie podsumowanie płyty. 
Kilka postów niżej "zrypałem" koncertową płytę SBB z Giżycka. Tym wpisem chciałbym z rekompensować grupie "poniesione krzywdy". 
Tak jak napisałem powyżej na początku nie mogłem uwierzyć, co słyszę. Bardzo nowoczesne kompozycje, nowy wokalista, który bardzo dobrze śpiewa po angielsku bez żadnego kompleksu. Płyta ma dość dobre brzmienie, "Follow The Dream" swoim rytmem wciąga nas na salę koncertową. 
Utwory zostały zarejestrowane podczas tournee po Ameryce Północnej w New Jersey oraz Chicago.
SBB wystąpiło w składzie:
Antymos Apostolis - gitara,
Józef Skrzek - wokal, harmonijka ustna, klawisze,
Jerzy Piotrowski - perkusja,
Andrzej Rusek - gitara basowa,
Kim - śpiew.


niedziela, 23 sierpnia 2015

Jimi Tenor, Cafe Oto, Londyn.

Cafe Oto to kultowe miejsce w Londynie na muzyczno-awangardowej mapie miasta.
Miejsce jest mekką w której grają światowej sławy tuzy muzyki niezależnej czy podziemnej.
To właśnie w Cafe Oto średnio  raz na miesiąc gra Peter Brotzmann a ostatnio na cel to miejsce sobie obrał "londyńczyk" Thurston Moore.
Klub znajduje się w super trendy miejscu a mianowicie w północno-wschodnim Londynie w dzielnicy Dalston. 
Dzielnica ta została około piętnastu lat temu przejęta przez wszelkiej maści artystów, którzy opanowali zaniedbany kwartał przekształcając je w wibrujące, pełne wigoru młode serce miasta.
Cafe Oto jest tego wyśmienitym przykładem, klub znajduje się w budynku w którym znajdowały się kiedyś małe manufaktury. 
Klub ma powierzchnię około 100-150 m2, bardzo surowy wystrój z małym barem na tyłach salki.
Piątkowy wieczór rozgrzał mury miasta do temperatury 30 stopni także wieczór zapowiadał się naprawdę gorąco.
Około 20 godziny pojawiliśmy się przed klubem gdzie publiczność rozsiadła się na ulicy rozkoszując się gorącym wieczorem. My zrobiliśmy to samo, nie było sensu na razie wchodzić do klubu, zakupiliśmy napoje chłodzące i zajęliśmy się rozmową ze znajomymi.
Zastanawialiśmy się co zagra Tenor ?
- Czy to będzie jego DJ set ?
- A może to będzie jego elektroniczny projekt z lat dziewięćdziesiątych ?
- A może to jedno z jego "afrykańskich" wcieleń ?
- A może to jego eksperymentalne projekty ?

Około 21 z klubu zaczęły dobiegać pierwsze dźwięki. Szybka decyzja wchodzimy i wszystko jasne.
Muzyk rozsiadł się przy ścianie gdzie otoczyły go dwa stoły z klawiszami oraz elektronicznym zabawkami.
Sala bardzo szybko zapełniła się, myślę że było około 200 osób, także w ciągu 15 minut stało się niemożliwie duszno.
Tenor zaczął od swoich starych utworów znanych z pierwszych płyt i od razu porwał publiczność.
Jego spontaniczność i niczym nie skrępowany styl grania bardzo mnie zauroczył. Tak jak napisałem powyżej Tenor był otoczony elektronicznymi zabawkami lecz także co jakiś czas grał na flecie poprzecznym i saksofonie czym wywołał wielki aplauz publiczności.
Nikt nie dbał o to czy muzyk trafiał w tempo muzyki, grając na flecie i śpiewając jednocześnie. Wszystko miało świetną formę i jako całość układało się w uporządkowany chaos, mimo, że muzyk czasami nie zdążył wyciszyć czy wyłączyć na czas jakiegoś samplera czy podkładu.
Pełen luz i obycie z publicznością, która wybaczała (nie chciała zauważyć) wpadek muzyka, który urzekł dosłownie wszystkich widzów.
Tenor grał około półtorej godziny i zaprezentował praktycznie cały przekrój swojej twórczości.
Ja byłem zadowolony najbardziej z utworu "Spell" gdzie muzyk poszedł na pełną improwizację lecz zachował emocje utworu. 
Muzyk dał się namówić na bis po kilku minutowej owacji co jest rzadkością w Londynie po czym pożegnał się ciepło z publicznością.
To był naprawdę gorący muzyczny wieczór.








środa, 12 sierpnia 2015

Obywatel G.C. - Live

Tym razem nie będzie o muzyce (no może nie do końca)  a o Intro, które poprzedza występ Grzegorza Ciechowskiego i jego zespołu.
Wstęp zaczyna się bębnami i trąbkami, które kojarzą mi się z polskimi filmami historycznymi po czym po chwili pojawia się bardzo przejęty, wręcz ekstatyczny głos spikera.
Przekonuje nas, że będziemy zaraz uczestniczyć w czymś zupełnie wyjątkowym, czymś co zdarza się raz na tysiąc lat, taka ostatnia rockowa wieczerza.
Myślałem, że ów człowiek zaraz się rozpłacze i upadnie na estradę i zejdzie po niego anioł i zabierze go na Olimp aby zasiąść na tronie między Zeusem a Apollem. 
Przyznam się, że Intro jest dość śmieszne i słychać, że spiker nie uniósł gry swoim głosem aby naprawdę przekonać widzów i słuchaczy, że będą uczestniczyć w czymś więcej niż koncert rockowy.

Koncert odbył się we Warszawie w 1988 roku z okazji sprzedaży 300 tysięcy (!) sztuk płyty Tak Tak!.
Intro do do posłuchania tutaj.

wtorek, 4 sierpnia 2015

SBB - Absolutely Live '98.

SBB - mistrzowie progresywnego rocka tym razem w odsłonie koncertowej z roku 1998 z Giżycka.
Jako fan wychowany na studyjnych albumach z lat siedemdziesiątych z dużą rezerwą podchodzę do nowych albumów i z "Live '98"  nie jest inaczej.
W zespole znalazł się nowy perkusista i nie wiem czy to on sprawił, że ta muzyka nie idzie do przodu. Owszem mamy tutaj popisy syntezatorów czy gitar, no i co z tego ?
Nie ma zacięcia czy wizji jak pociągnąć stare niezapomniane utwory, które w nowych aranżacjach wydają się być dość naciągane.
Doskonałym przykładem może być mega killer z repertuaru grupy a mianowicie "Odlot", utwór zaczyna się świetnym wstępem na gitarę i perkusję. 
W wersji "Live '98" mamy to samo tylko, że kompozycja po kilkunastu sekundach zacina się jakby muzykom zabrakło pomysłu co dalej (brak zgrania muzyków z nowym perkusistą ?).
Kilka razy słychać wyraźnie jak muzycy delikatnie się rozmijają, co przy takiej klasie muzyków nie powinno mieć miejsca. 
Tych przykładów można by mnożyć.
Kolejnym bodaj jeszcze gorszym mankamentem tej płyty jest nagranie/mastering, który woła o pomstę do nieba.
Jakość dźwięku jest wręcz fatalna, niskie tony  momentami zagłuszają cały balans między tonami.
Naprawdę dziwi mnie to, że ludzie którzy mają pojęcie jak powinna brzmieć dobrze nagrana płyta zgadzają się na wydanie takiej sieczki.
No cóż nie jest to dobra płyta SBB i nie będę do niej często wracał.

sobota, 18 lipca 2015

The Vinyl Factory w Barbican Art Centre.

W poprzednim poście wspomniałem o trzydziestodniowej wystawie "Station To Station", która pokazuje nam różne oblicza muzyki: koncerty, proces nagrywania, tworzenia grafiki, ręczne drukowanie okładek do płyt winylowych.
Dzisiaj mieliśmy okazję zobaczyć jak działa ... tłocznia płyt winylowych!.

Każdy z nas wyobraża sobie, że tłocznia musi zajmować sporej wielkości halę lecz nic z tych rzeczy.
Anglicy udowadniają, że można mieć tłocznię o wielkości kontenera jakim przewozi się towary na statkach.
Poniżej zobaczycie fotorelację z procesu tłoczenia płyty winylowej a dla chętnych krótki filmik na YT tutaj.
Oczywiście można było porozmawiać z dwoma pracownikami tłoczni aby dowiedzieć się czegoś więcej o całym procesie produkcji płyty winylowej.
   Pracownik formuję kulę z masy "winylowej"



                   W środku zdjęcia widać maszynkę, która ucina nadmiar wytłoczonej płyty.

Urządzenie z którego wyciąga się masę.


Widać matrycę oraz label.


                 Krytyczny moment, za kilkanaście sekund otrzymamy gotowy winyl.
Mózg tłoczni.
        Co potrzebujemy do produkcji płyty winylowej?
No właśnie to !


Granulat.
Taką masę wkłada się do prasy, 
    która wyciska nasze czarne złoto. 
Tłocznia w całej okazałości.




wtorek, 14 lipca 2015

Charlemagne Palestine w Barbican Art Centre.

Zupełnie przez przypadek trafiliłem do Barbican Art Centre i udało mi się zobaczyć chyba najdziwniejszy koncert jaki widziałem w życiu (jak na razie).
Charlemange Palestine to amerykański muzyk z pogranicza awangardy, noise oraz performance.
Występ muzyka był częścią  trzydziestodniowego happeningu pod nazwą "Station To Station" za który odpowiedzialny jest Doug Aitken.
100 artystów, 50 koncertów, wszystko w jednym miejscu w którym można znaleźć sprowadzoną na tą okazję tłocznię winyli wielkości kontenera, D.I.Y. drukarnię okładek do płyt winylowych, studio nagraniowe, studio tańca nowoczesnego, pracownię malarską.
Koncert muzyka odbył się w pomieszczeniu o powierzchni około 100m2 gdzie scena była umieszczona na środku sali a projektory rzucały obraz wideo na wszystkie ściany przy których były rozmieszczone skromne ławeczki oraz pufy na których można było spokojnie się położyć aby delektować się muzyką czy obrazem.
Na skromnym stoliku znajdowały się dwa laptopy, kilka małych elektronicznych "klawiszy", obok tych zabawek mały stolik z alkoholem oraz lodem a przed muzykiem był rozstawiony ... ołtarzyk z zabawek pluszowych. 
Muzyk miał na głowie słomkowy kapelusz a na nim baseballową czapeczkę, odziany był również w super psychodeliczną koszulę "bahamską".
No cóż jak jechać to jechać po całości !.

Za plecami muzyka znajdował się kultowy dość rzadko spotykany zestaw Moog System 55, można też było zauważyć jakiś wyższy model głośników Bowers & Wilkins oraz stos "raków" z efektami.
Trzeba dodać, że muzykowi pomagał opanować te wszystkie zabaweczki pewien człowiek, którego nie znam godności.
Muzyk zaczął swój koncert od nalania do lampki wina i uderzenia kilka razy palcem w szkło przy mikrofonie, później wziął dwie maskotki na których "wygrał" tylko sobie znaną melodyjkę aby po chwili zasiąść przy stole aby rozpocząć grę.
Muzyka jaką zaprezentował Palestine to dość przystępny ambient-noise z ...  indiańskim śpiewem ?
To chyba takie nie tyko moje skojarzenie. Oczywiście nie jestem pewien co muzyk wyśpiewał to tylko moje przypuszczenia.
Reakcja publiczności jak to na tego typu koncertach: od pobłażliwych uśmieszków przez zaciekawienie do pełnej koncentracji, niektórzy wyszli z sali, niektórzy weszli zaciekawieni dźwiękami dochodzącymi ze sceny.
Trzeba również dodać, że muzyk dostał sporą owację po swoim secie, który zakończył znowu laleczkami, które nas miło pożegnały ciepłymi słowami.
Kilka słów podsumowania. 
Bardzo ciekawe doświadczenie z nieznaną mi muzyką, świetne 30 dniowe obcowanie z muzykami, artystami, wytwórcami, których się nie słyszy lub nie dostrzega na co dzień (nie każdy ma możliwość aby kupić winyl, który ukazał się w 40 płytowym nakładzie). 
"Station To Stations" kończy się 26 Lipca a więc jakby ktoś miał ochotę zobaczyć na żywo jak się tworzy sztukę gorąco polecam.







 
Prospekt z wystawy.




wtorek, 23 czerwca 2015

Edyta Bartosiewicz - Love (winyl)

No cóż moda na winyle zagościła na dobre nawet wśród "wielkich" polskiej muzyki.
Wszyscy tłoczą czarne krążki aż... no właśnie czy to wyjdzie nam fanom muzyki na dobre ?
Już słychać głosy, że wielki boom na winyle zabija małe, niezależne wytwórnie, które nigdy nie zostawiły 100 letniego nośnika na rzecz cd czy plików. Niektórzy nawet twierdzą, że wielki powrót "majorsów" do czarnych płyt ma ostatecznie pogrzebać ten stary, zasłużony nośnik !
Pożyjemy, zobaczymy.

Wróćmy jednak do Edyty i jej debiutu z 1992 roku, tak to już 23 lata od jej pierwszej płyty, która zaprowadziła ją na sam tron polskiej muzyki.
Nie będę pisał o muzyce tylko o nowych wypustach płyt, które zalewają muzyczny rynek. Jednym z powodów dlaczego nie kupuję nowych wydawnictw jest tłoczenie, drukowanie okładek w sposób, który urąga prawdziwym fanom muzyki. 
Zawsze jeśli mam wybór kupuję te pierwsze, drugie, trzecie... czy piętnaste wydanie, byleby było ze złotej epoki czarnej płyty, gdzie sztuka masteringu, rejestracji a nawet poligrafii była na przyzwoitym poziomie.
Pewnie myślicie sobie "co on z tą poligrafią" ?
Będąc na giełdzie w Zielonej Górze pewien sprzedawca miał w swojej ofercie czarny album Będzie Dobrze "Open Your Mind", już chciałem wyciągać pieniążki aby kupić tą pozycję, zerkam na okładkę a tam.... totalna pikseloza !
Tak jakby muzycy znaleźli na sieci fotografię w słabej jakości i powiększyli ją do formatu okładki płyty winylowej i tak wydrukowali.
Poczułem się jakby ktoś mi strzelił w pysk. 
Po co wydawać takie buble ?
Czy tylko dla mody na powrót do czarnego nośnika ?
Chyba tak. 

Ok, wróćmy do "Love", jako oddany fan Edyty oczywiście bez zastanowienia kupiłem album, paczka przyszła po kilku dniach, otwieram płytę... no tak czy muszę się dziwić ?
Na płycie wielka biała rysa tak jakby ktoś przejechał po niej kredą. 
Dlaczego ?
Przyznam się, że taka sama sytuacja spotkała mnie gdy kupiłem nowe wydanie Bolt Thrower "IVth Crusade" - wielka biała kredowa krecha na płycie !.
Po co wydawać takie buble ?
Czyżby tłocznie odwalały taką sztukę ponieważ nie mogą nadążyć z zamówieniami i idą na ilość ?
Całkiem możliwe, słyszałem od kilu osób, że tłocznia w Czechach odwala totalną kiszkę, że niektóre zespoły wycofują się z tłoczenia tam.
Przyznam się, że nie wiem gdzie były tłoczone wyżej wymienione płyty ale to pokazuje pewien trend, że już nawet tłocznie "zwęszyły" swoje pięć minut i "odwalają kiszkę".
Dlatego nie ma nic ze snobizmu jeśli ktoś kupuje tylko płyty z epoki, bardzo często nowe płyty są w takiej samej cenie jak płyty z przed 20, 30 czy 40 lat. Przynajmniej mamy pewność, że płyta jest w 100% analogowa, nie przeszła przez mielonkę masteringu a i poligrafia nie została tknięta cyfrowym nalotem.

Na całe szczęście udało się zmyć wadę myjką, jednak w przypadku "IVth Crusade" już nie poszło tak łatwo i słychać kilka "pyknięć" podczas odsłuchu.
Jeśli chcemy kupić nową płytę w sklepie to radzę drogim słuchaczom otwierać płyty przy sprzedawcy i w razie jakiejś wady od razu reklamować płytę, może ilość zwrotów "wstrząśnie sumienia" właścicieli tłoczni czy wydawców i przestaną nas po prostu oszukiwać.
Czego Wam i sobie życzę.
MUSIC NON STOP     


wtorek, 16 czerwca 2015

Profanum Aeternum: Eminence of Satanic Imperial Art.

Kilka dni temu otrzymałem od znajomego muzyka tej formacji jeszcze ciepły, dopiero co wytłoczony krążek.
Materiał na tej płycie pochodzi z początkowego okresu tej grupy a mianowicie z lat 1993-1996.
Jak sam muzyk powiedział, album jest bardzo minimalistycznie wydany, kartonowa obwoluta w szarawych odcieniach, niestety nie znajdziemy wkładki z tekstami czy z innymi dodatkami.
Profanum - grupa muzyczna założona  w 1993 roku w Zielonej Górze. 
Na początku działalności grupa oscylowała w stylistyce black metal aby z każdym nowym wydawnictwem odchodzić w stronę innych stylów takich jak ambient czy nawet muzyki industrial. Od jakiegoś czasu grupa zawiesiła działalność ograniczając się jedynie do studyjnych nagrań.
Jeśli kogoś zainteresowała ta płyta należy szukać w niezależnych wytwórniach czy też na koncertach.
Miłego słuchania.


poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rick Rubin o początkach Def Jam Recordings.

Rick Rubin człowiek, który założył dwie uznane wytwórnie Def Jam oraz American Recordings.
To on w latach osiemdziesiątych był nazywany "Królem Rapu", wypromował takie petardy jak Public Enemy czy Beastie Boys.
Rubin jest także odpowiedzialny za nagrania takich kapel jak Slayer, Red Hot Chilli Peppers czy Metallica.
Poniżej udostępniam link do krótkiego wywiadu z Rubinem o początkach Def Jam Recordings.
Miłego oglądania.


środa, 10 czerwca 2015

Throbbing Gristle - Mutant

"Mutant" to składanka remiksów utworów pionierów industrialu dokonana przez różnych twórców. Na płycie znajdziemy takich wykonawców jak:
- Motor,
- Carl Craig,
- Hedonastik,
- Two Lone Swordsman,
- Simon Ratcliffe,
- Carter Tutti - gdzie członkowie T.G. miksują swoją własną pracę.

Płytę otwiera duet Motor, gdzie usłyszymy pocięty  "Persuassion", utwór ma metaliczną perkusję gdzie od czasu do czasu usłyszymy oryginalny tekst śpiewany przez Genesisa P-O.
Drugim remiksem jest najlepszy na tej płycie "Hot On The Hells Of Love" zagrany przez jednego z pionierów techno Carla Craiga. Utwór został chyba najmniej "pocięty" i zachował swój oryginalny urok. Można by powiedzieć, że są to jakby zapętlone perkusyjne paterny, które tworzą nam rasowy utwór techno.
"What a Day" - tym razem Hedonastik. Utwór ma dość mocny basowy podkład, bardzo silne skojarzenie ze Scorn jest jak najbardziej na miejscu. Autor remiksu przesadził trochę z oryginalnym głosem wokalisty, za dużo i za gęsto.
"United" - Two Lone Swordsman, to utwór w stylu Basement Jaxx, tym razem grupa nie wykorzystała oryginalnej ścieżki lecz wyśpiewała cały tekst osobiście.
"Hamburger Lady" to kolejny klasyczna pozycja T.G., lecz tym razem "pocięty" przez Chrisa Cartera oraz Cosey Fanni Tutti. Spokojny rytm prowadzi nas przez cały utwór, to chyba takie wyciszenie po dyskotekowym "hałasie" wykonanym przez Two Lone Swordsman.
"Hot On The Hells Of Love" - po raz kolejny ten kawałek pojawia się na płycie lecz tym razem pocięty przez Simona Radcliffa. Chyba w tym utworze została wykonana największa praca. Dość przyjemny, dyskotekowy utwór, można go spokojnie puścić na jakiejś imprezie i nikt nie ucieknie !
"Still Walking" - kolejny raz Carl Craig miksuje. 
I tym razem dość podobna, motoryczna specyfika utworu prowadzi nas przez całą kompozycję. Dużo delay'a. 
Około siódmej minuty utwór zanika na kilkanaście sekund aby pojawić się znowu z ambientowym tłem, kolejny dobry kawałek Craiga. 
"Hot Hells United" - kolejny raz członkowie T.G. tną swoją poprzednią pracę. Mocny kawałek techno z silnym basem a w tle śpiew kolegi z zespołu. Utwór zrobiony jakby na siłę.

Bardzo nie lubię płyt na których są remiksy znanych mi od lat utworów - i ta płyta jest tego potwierdzeniem. Na osiem kompozycji 2-3 są dobre a reszta jest mocno średnia. Jednak wolę zachować sobie w pamięci oryginalnie zachowany utwór niż słuchać czasami mocno pociętych, chaotycznych piosenek w których została wypaczona całkowicie konstrukcja oryginalnego utworu. 
Również i przypadkowo pocięte słowa wokalisty czasami są bez sensu i tracą kompletnie swoje pierwotne znaczenie.
Ciekawe co na to G. P-O ?
Płyta ciekawostka, przesłuchajcie sami.



 

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Einstürzende Neubauten ‎– Lament

Jako ultra fanatyk Einstürzende Neubauten wychowany na kultowych albumach "Kollaps" czy "1/2 Mensch" zawsze "z drżącym uchem" pełen obaw słucham nowych płyt Neubauten. Teraz padł czas aby przesłuchać najnowszy album obywateli świata pod nazwą "Lament".
Płyta została wydana w listopadzie 2014 przez jedną z większych wytwórni, można ją nabyć w formie CD jak i oczywiście na czarnym nośniku. Znajdziemy na niej czternaście utworów, około godziny muzyki.

Płytę otwiera utwór "Kriegsmaschinerie" i aż krzyknąłem "JEST HAŁAS - JEST DOBRZE". 
Tak jak napisałem powyżej ponad pięciominutowa etiuda pełna hałasu.
Miód na uszy każdego fanatyka !
Kolejny utwór to "Hymnen", który jak mi się wydaje jest mieszaniną różnych hymnów z dowolnie wmieszanymi frazami dodanych przez muzyków.
"The Willy - Nicky Telegrams" - gdzie w tym utworze wykorzystano korespondencję między władcami Europy. Całkiem fajny pomysł gdyby nie głos Blixy, który przeszedł przez vocoder w stylu Cher z utworu "Believe" (SIC !!!) - dość wkurzające jest słuchanie tego utworu. 
"On Patrol In No Man's Land" - dość dziwny utwór, jakby go opisać ?
Może w stylu kabaretowym ? 
Dziwny styl śpiewania, w tle odgłosy jakby ze starych filmów.
Utwór ósmy nazywa się "Lament" i jest podzielony na trzy części.
- pierwsza część bardzo spokojna jakby ambientowa ballada z wokalami w tle w stylu Eno.
- druga część zaczyna się od niezłego łomotania - jakby miała nas obudzić z letargu w którym zostawił nas początek "Lament".
- trzecia część znowu nas wycisza, delikatna gra skrzypiec a w tle głosy z archiwalnych nagrań. Eno by się nie powstydził takiego utworu.
"Der Begin des Weltkrieges 1914" - to praktycznie czytający tekst Blixa czasami przerywany instrumentami perkusyjnymi. W tym utworze lider grupy pokazuje swoje aktorskie umiejętności. 
Czyta tekst ze zmienionym akcentem, świetnie operuje głosem akcentując wybrane słowa podkreślając emocje zawarte w słowach.
Również trzeba dodać, że w tym utworze Blixa udaje odgłosy różnych... zwierząt. 
Album kończy spokojny utwór w którym mowa jest o zakończeniu wojny. Tekst do tego utworu napisał James Reese Europe, amerykański muzyk jazzowy.
Co sądzę o tym albumie ?
Napewno nie jest to dla mnie pełnowymiarowy wypust Neubauten. Prędzej można uznać jako ciekawostkę czy pokazanie publiczności po raz kolejny swoich wszechstronnych  umiejętności.
Album został wydany z okazji serii wydarzeń, które odbyły się w 2014 roku w Belgii. Jak jest napisane we wkładce płyty muzycy nazwali ten projekt "Lament" aby przedstawić szerszej publiczności wydarzenia które są częścią naszej historii, która odchodzi w zapomnienie.

środa, 27 maja 2015

Wielkie Wydarzenie Winylowe, Zielona Góra 2015.

9 Maja 2015 roku odbyło się  w Zielonej Górze Wielkie Wydarzenie Winylowe, które zostało zorganizowane przez Tomasza Olszewskiego znanego między innymi z Grupy Winylowej
Spotkanie odbyło się Zaułku Artystów Krzywy Komin, który mieści się w dawnych zakładach włókienniczych. 
Cały kompleks składa się z  Galerii Sztuki ART, klubu "Cicha Kobieta" oraz budynku, który daje schronienie różnego rodzaju artystom.

Sobotnie południe powitało nas uroczą, słoneczną pogodą było lekko ponad 20 stopni a więc nie było sensu dłużej czekać w domu czas wyruszyć na spotkanie z winylowym wydarzeniem.
Na samym początku chcę napisać, że nie było to pierwsze spotkanie muzycznych maniaków w historii Zielonej Góry ponieważ w latach dziewięćdziesiątych odbywały się "Czad Giełdy" w klubie Kawon, organizowane przez Janusza Muchę na których "królowała" wszelkiego rodzaju muzyka alternatywna.
Jeszcze chciałbym dodać z organizacyjnego punktu, że WWW składało się z dwóch dni a mianowicie:
- Sobota: godzina 12 giełda płytowa a wieczorem impreza muzyczna na którą został zaproszony Maken ze swoim Sound Systemem,
- Niedziela: panel poświęcony m.in jak prowadzić muzyczny biznes na przykładzie Tomka, za wstęp na spotkanie trzeba było zapłacić.
Fajną sprawą było to, że opłaty za stolik nie były jakoś wielce wygórowane: "mały sprzedawca" płacił 5 PLN a "duży" 20 PLN.

W dość sporej sali znajdowało się około dziesięciu sprzedawców a dla spragnionych mocniejszych wrażeń można było się napić lokalnego piwka.
Pośród sprzedawców można było znaleźć kilku ludzi którzy robią coś więcej niż sprzedaż płyt.
- Wspomniany powyżej Janusz Mucha to nikt inny jak właściciel kultowego w pewnych kręgach Gustaff Records, niezmordowany propagator (nie) potrzebnej Muzyki.
- Tomasz Olszewski - właściciel sklepu muzycznego w Wielkiej Brytanii, bloger, założyciel ultra popularnej Grupy Winylowej.
- Andrzej Czajkowski - właściciel sklepu ze sprzętem audio w Zielonej Górze.

Co z płytami ?
Oczywiście można było kupić nie tylko płyty winylowe lecz także odchodzące do lamusa płyty CD czy też pamiątki związane z muzyką. Co do samej muzyki to królował okres 1960-1980, oczywiście muzyka rockowa oraz jazz. 
Zdaje się, że tylko Janusz Mucha oraz Tomek Olszewski sprzedawali nowe płyty, które ukazały się w przeciągu ostatnich kilku lat, reszta tak jak wspomniałem powyżej sprzedawała stare, używane płyty.
Organizatorzy byli zadowoleni z frekwencji jednak mi się wydaje, że mogłoby być troszkę więcej osób ponieważ z tego co pamiętam na "Czad Giełdach" bywało znacznie więcej ludzi.
Jednak wydarzenie oceniam bardzo dobrze, miło było się spotkać z fanami muzyki, porozmawiać na oczywiste tematy, organizacyjnie to wielka bomba, miejsce też niczego sobie a więc czego chcieć więcej.
Oby tak dalej !.
MUSIC NON STOP

ps. Podobno następne spotkanie już we Wrześniu.