sobota, 18 lipca 2015

The Vinyl Factory w Barbican Art Centre.

W poprzednim poście wspomniałem o trzydziestodniowej wystawie "Station To Station", która pokazuje nam różne oblicza muzyki: koncerty, proces nagrywania, tworzenia grafiki, ręczne drukowanie okładek do płyt winylowych.
Dzisiaj mieliśmy okazję zobaczyć jak działa ... tłocznia płyt winylowych!.

Każdy z nas wyobraża sobie, że tłocznia musi zajmować sporej wielkości halę lecz nic z tych rzeczy.
Anglicy udowadniają, że można mieć tłocznię o wielkości kontenera jakim przewozi się towary na statkach.
Poniżej zobaczycie fotorelację z procesu tłoczenia płyty winylowej a dla chętnych krótki filmik na YT tutaj.
Oczywiście można było porozmawiać z dwoma pracownikami tłoczni aby dowiedzieć się czegoś więcej o całym procesie produkcji płyty winylowej.
   Pracownik formuję kulę z masy "winylowej"



                   W środku zdjęcia widać maszynkę, która ucina nadmiar wytłoczonej płyty.

Urządzenie z którego wyciąga się masę.


Widać matrycę oraz label.


                 Krytyczny moment, za kilkanaście sekund otrzymamy gotowy winyl.
Mózg tłoczni.
        Co potrzebujemy do produkcji płyty winylowej?
No właśnie to !


Granulat.
Taką masę wkłada się do prasy, 
    która wyciska nasze czarne złoto. 
Tłocznia w całej okazałości.




wtorek, 14 lipca 2015

Charlemagne Palestine w Barbican Art Centre.

Zupełnie przez przypadek trafiliłem do Barbican Art Centre i udało mi się zobaczyć chyba najdziwniejszy koncert jaki widziałem w życiu (jak na razie).
Charlemange Palestine to amerykański muzyk z pogranicza awangardy, noise oraz performance.
Występ muzyka był częścią  trzydziestodniowego happeningu pod nazwą "Station To Station" za który odpowiedzialny jest Doug Aitken.
100 artystów, 50 koncertów, wszystko w jednym miejscu w którym można znaleźć sprowadzoną na tą okazję tłocznię winyli wielkości kontenera, D.I.Y. drukarnię okładek do płyt winylowych, studio nagraniowe, studio tańca nowoczesnego, pracownię malarską.
Koncert muzyka odbył się w pomieszczeniu o powierzchni około 100m2 gdzie scena była umieszczona na środku sali a projektory rzucały obraz wideo na wszystkie ściany przy których były rozmieszczone skromne ławeczki oraz pufy na których można było spokojnie się położyć aby delektować się muzyką czy obrazem.
Na skromnym stoliku znajdowały się dwa laptopy, kilka małych elektronicznych "klawiszy", obok tych zabawek mały stolik z alkoholem oraz lodem a przed muzykiem był rozstawiony ... ołtarzyk z zabawek pluszowych. 
Muzyk miał na głowie słomkowy kapelusz a na nim baseballową czapeczkę, odziany był również w super psychodeliczną koszulę "bahamską".
No cóż jak jechać to jechać po całości !.

Za plecami muzyka znajdował się kultowy dość rzadko spotykany zestaw Moog System 55, można też było zauważyć jakiś wyższy model głośników Bowers & Wilkins oraz stos "raków" z efektami.
Trzeba dodać, że muzykowi pomagał opanować te wszystkie zabaweczki pewien człowiek, którego nie znam godności.
Muzyk zaczął swój koncert od nalania do lampki wina i uderzenia kilka razy palcem w szkło przy mikrofonie, później wziął dwie maskotki na których "wygrał" tylko sobie znaną melodyjkę aby po chwili zasiąść przy stole aby rozpocząć grę.
Muzyka jaką zaprezentował Palestine to dość przystępny ambient-noise z ...  indiańskim śpiewem ?
To chyba takie nie tyko moje skojarzenie. Oczywiście nie jestem pewien co muzyk wyśpiewał to tylko moje przypuszczenia.
Reakcja publiczności jak to na tego typu koncertach: od pobłażliwych uśmieszków przez zaciekawienie do pełnej koncentracji, niektórzy wyszli z sali, niektórzy weszli zaciekawieni dźwiękami dochodzącymi ze sceny.
Trzeba również dodać, że muzyk dostał sporą owację po swoim secie, który zakończył znowu laleczkami, które nas miło pożegnały ciepłymi słowami.
Kilka słów podsumowania. 
Bardzo ciekawe doświadczenie z nieznaną mi muzyką, świetne 30 dniowe obcowanie z muzykami, artystami, wytwórcami, których się nie słyszy lub nie dostrzega na co dzień (nie każdy ma możliwość aby kupić winyl, który ukazał się w 40 płytowym nakładzie). 
"Station To Stations" kończy się 26 Lipca a więc jakby ktoś miał ochotę zobaczyć na żywo jak się tworzy sztukę gorąco polecam.







 
Prospekt z wystawy.




wtorek, 23 czerwca 2015

Edyta Bartosiewicz - Love (winyl)

No cóż moda na winyle zagościła na dobre nawet wśród "wielkich" polskiej muzyki.
Wszyscy tłoczą czarne krążki aż... no właśnie czy to wyjdzie nam fanom muzyki na dobre ?
Już słychać głosy, że wielki boom na winyle zabija małe, niezależne wytwórnie, które nigdy nie zostawiły 100 letniego nośnika na rzecz cd czy plików. Niektórzy nawet twierdzą, że wielki powrót "majorsów" do czarnych płyt ma ostatecznie pogrzebać ten stary, zasłużony nośnik !
Pożyjemy, zobaczymy.

Wróćmy jednak do Edyty i jej debiutu z 1992 roku, tak to już 23 lata od jej pierwszej płyty, która zaprowadziła ją na sam tron polskiej muzyki.
Nie będę pisał o muzyce tylko o nowych wypustach płyt, które zalewają muzyczny rynek. Jednym z powodów dlaczego nie kupuję nowych wydawnictw jest tłoczenie, drukowanie okładek w sposób, który urąga prawdziwym fanom muzyki. 
Zawsze jeśli mam wybór kupuję te pierwsze, drugie, trzecie... czy piętnaste wydanie, byleby było ze złotej epoki czarnej płyty, gdzie sztuka masteringu, rejestracji a nawet poligrafii była na przyzwoitym poziomie.
Pewnie myślicie sobie "co on z tą poligrafią" ?
Będąc na giełdzie w Zielonej Górze pewien sprzedawca miał w swojej ofercie czarny album Będzie Dobrze "Open Your Mind", już chciałem wyciągać pieniążki aby kupić tą pozycję, zerkam na okładkę a tam.... totalna pikseloza !
Tak jakby muzycy znaleźli na sieci fotografię w słabej jakości i powiększyli ją do formatu okładki płyty winylowej i tak wydrukowali.
Poczułem się jakby ktoś mi strzelił w pysk. 
Po co wydawać takie buble ?
Czy tylko dla mody na powrót do czarnego nośnika ?
Chyba tak. 

Ok, wróćmy do "Love", jako oddany fan Edyty oczywiście bez zastanowienia kupiłem album, paczka przyszła po kilku dniach, otwieram płytę... no tak czy muszę się dziwić ?
Na płycie wielka biała rysa tak jakby ktoś przejechał po niej kredą. 
Dlaczego ?
Przyznam się, że taka sama sytuacja spotkała mnie gdy kupiłem nowe wydanie Bolt Thrower "IVth Crusade" - wielka biała kredowa krecha na płycie !.
Po co wydawać takie buble ?
Czyżby tłocznie odwalały taką sztukę ponieważ nie mogą nadążyć z zamówieniami i idą na ilość ?
Całkiem możliwe, słyszałem od kilu osób, że tłocznia w Czechach odwala totalną kiszkę, że niektóre zespoły wycofują się z tłoczenia tam.
Przyznam się, że nie wiem gdzie były tłoczone wyżej wymienione płyty ale to pokazuje pewien trend, że już nawet tłocznie "zwęszyły" swoje pięć minut i "odwalają kiszkę".
Dlatego nie ma nic ze snobizmu jeśli ktoś kupuje tylko płyty z epoki, bardzo często nowe płyty są w takiej samej cenie jak płyty z przed 20, 30 czy 40 lat. Przynajmniej mamy pewność, że płyta jest w 100% analogowa, nie przeszła przez mielonkę masteringu a i poligrafia nie została tknięta cyfrowym nalotem.

Na całe szczęście udało się zmyć wadę myjką, jednak w przypadku "IVth Crusade" już nie poszło tak łatwo i słychać kilka "pyknięć" podczas odsłuchu.
Jeśli chcemy kupić nową płytę w sklepie to radzę drogim słuchaczom otwierać płyty przy sprzedawcy i w razie jakiejś wady od razu reklamować płytę, może ilość zwrotów "wstrząśnie sumienia" właścicieli tłoczni czy wydawców i przestaną nas po prostu oszukiwać.
Czego Wam i sobie życzę.
MUSIC NON STOP     


wtorek, 16 czerwca 2015

Profanum Aeternum: Eminence of Satanic Imperial Art.

Kilka dni temu otrzymałem od znajomego muzyka tej formacji jeszcze ciepły, dopiero co wytłoczony krążek.
Materiał na tej płycie pochodzi z początkowego okresu tej grupy a mianowicie z lat 1993-1996.
Jak sam muzyk powiedział, album jest bardzo minimalistycznie wydany, kartonowa obwoluta w szarawych odcieniach, niestety nie znajdziemy wkładki z tekstami czy z innymi dodatkami.
Profanum - grupa muzyczna założona  w 1993 roku w Zielonej Górze. 
Na początku działalności grupa oscylowała w stylistyce black metal aby z każdym nowym wydawnictwem odchodzić w stronę innych stylów takich jak ambient czy nawet muzyki industrial. Od jakiegoś czasu grupa zawiesiła działalność ograniczając się jedynie do studyjnych nagrań.
Jeśli kogoś zainteresowała ta płyta należy szukać w niezależnych wytwórniach czy też na koncertach.
Miłego słuchania.


poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rick Rubin o początkach Def Jam Recordings.

Rick Rubin człowiek, który założył dwie uznane wytwórnie Def Jam oraz American Recordings.
To on w latach osiemdziesiątych był nazywany "Królem Rapu", wypromował takie petardy jak Public Enemy czy Beastie Boys.
Rubin jest także odpowiedzialny za nagrania takich kapel jak Slayer, Red Hot Chilli Peppers czy Metallica.
Poniżej udostępniam link do krótkiego wywiadu z Rubinem o początkach Def Jam Recordings.
Miłego oglądania.


środa, 10 czerwca 2015

Throbbing Gristle - Mutant

"Mutant" to składanka remiksów utworów pionierów industrialu dokonana przez różnych twórców. Na płycie znajdziemy takich wykonawców jak:
- Motor,
- Carl Craig,
- Hedonastik,
- Two Lone Swordsman,
- Simon Ratcliffe,
- Carter Tutti - gdzie członkowie T.G. miksują swoją własną pracę.

Płytę otwiera duet Motor, gdzie usłyszymy pocięty  "Persuassion", utwór ma metaliczną perkusję gdzie od czasu do czasu usłyszymy oryginalny tekst śpiewany przez Genesisa P-O.
Drugim remiksem jest najlepszy na tej płycie "Hot On The Hells Of Love" zagrany przez jednego z pionierów techno Carla Craiga. Utwór został chyba najmniej "pocięty" i zachował swój oryginalny urok. Można by powiedzieć, że są to jakby zapętlone perkusyjne paterny, które tworzą nam rasowy utwór techno.
"What a Day" - tym razem Hedonastik. Utwór ma dość mocny basowy podkład, bardzo silne skojarzenie ze Scorn jest jak najbardziej na miejscu. Autor remiksu przesadził trochę z oryginalnym głosem wokalisty, za dużo i za gęsto.
"United" - Two Lone Swordsman, to utwór w stylu Basement Jaxx, tym razem grupa nie wykorzystała oryginalnej ścieżki lecz wyśpiewała cały tekst osobiście.
"Hamburger Lady" to kolejny klasyczna pozycja T.G., lecz tym razem "pocięty" przez Chrisa Cartera oraz Cosey Fanni Tutti. Spokojny rytm prowadzi nas przez cały utwór, to chyba takie wyciszenie po dyskotekowym "hałasie" wykonanym przez Two Lone Swordsman.
"Hot On The Hells Of Love" - po raz kolejny ten kawałek pojawia się na płycie lecz tym razem pocięty przez Simona Radcliffa. Chyba w tym utworze została wykonana największa praca. Dość przyjemny, dyskotekowy utwór, można go spokojnie puścić na jakiejś imprezie i nikt nie ucieknie !
"Still Walking" - kolejny raz Carl Craig miksuje. 
I tym razem dość podobna, motoryczna specyfika utworu prowadzi nas przez całą kompozycję. Dużo delay'a. 
Około siódmej minuty utwór zanika na kilkanaście sekund aby pojawić się znowu z ambientowym tłem, kolejny dobry kawałek Craiga. 
"Hot Hells United" - kolejny raz członkowie T.G. tną swoją poprzednią pracę. Mocny kawałek techno z silnym basem a w tle śpiew kolegi z zespołu. Utwór zrobiony jakby na siłę.

Bardzo nie lubię płyt na których są remiksy znanych mi od lat utworów - i ta płyta jest tego potwierdzeniem. Na osiem kompozycji 2-3 są dobre a reszta jest mocno średnia. Jednak wolę zachować sobie w pamięci oryginalnie zachowany utwór niż słuchać czasami mocno pociętych, chaotycznych piosenek w których została wypaczona całkowicie konstrukcja oryginalnego utworu. 
Również i przypadkowo pocięte słowa wokalisty czasami są bez sensu i tracą kompletnie swoje pierwotne znaczenie.
Ciekawe co na to G. P-O ?
Płyta ciekawostka, przesłuchajcie sami.



 

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Einstürzende Neubauten ‎– Lament

Jako ultra fanatyk Einstürzende Neubauten wychowany na kultowych albumach "Kollaps" czy "1/2 Mensch" zawsze "z drżącym uchem" pełen obaw słucham nowych płyt Neubauten. Teraz padł czas aby przesłuchać najnowszy album obywateli świata pod nazwą "Lament".
Płyta została wydana w listopadzie 2014 przez jedną z większych wytwórni, można ją nabyć w formie CD jak i oczywiście na czarnym nośniku. Znajdziemy na niej czternaście utworów, około godziny muzyki.

Płytę otwiera utwór "Kriegsmaschinerie" i aż krzyknąłem "JEST HAŁAS - JEST DOBRZE". 
Tak jak napisałem powyżej ponad pięciominutowa etiuda pełna hałasu.
Miód na uszy każdego fanatyka !
Kolejny utwór to "Hymnen", który jak mi się wydaje jest mieszaniną różnych hymnów z dowolnie wmieszanymi frazami dodanych przez muzyków.
"The Willy - Nicky Telegrams" - gdzie w tym utworze wykorzystano korespondencję między władcami Europy. Całkiem fajny pomysł gdyby nie głos Blixy, który przeszedł przez vocoder w stylu Cher z utworu "Believe" (SIC !!!) - dość wkurzające jest słuchanie tego utworu. 
"On Patrol In No Man's Land" - dość dziwny utwór, jakby go opisać ?
Może w stylu kabaretowym ? 
Dziwny styl śpiewania, w tle odgłosy jakby ze starych filmów.
Utwór ósmy nazywa się "Lament" i jest podzielony na trzy części.
- pierwsza część bardzo spokojna jakby ambientowa ballada z wokalami w tle w stylu Eno.
- druga część zaczyna się od niezłego łomotania - jakby miała nas obudzić z letargu w którym zostawił nas początek "Lament".
- trzecia część znowu nas wycisza, delikatna gra skrzypiec a w tle głosy z archiwalnych nagrań. Eno by się nie powstydził takiego utworu.
"Der Begin des Weltkrieges 1914" - to praktycznie czytający tekst Blixa czasami przerywany instrumentami perkusyjnymi. W tym utworze lider grupy pokazuje swoje aktorskie umiejętności. 
Czyta tekst ze zmienionym akcentem, świetnie operuje głosem akcentując wybrane słowa podkreślając emocje zawarte w słowach.
Również trzeba dodać, że w tym utworze Blixa udaje odgłosy różnych... zwierząt. 
Album kończy spokojny utwór w którym mowa jest o zakończeniu wojny. Tekst do tego utworu napisał James Reese Europe, amerykański muzyk jazzowy.
Co sądzę o tym albumie ?
Napewno nie jest to dla mnie pełnowymiarowy wypust Neubauten. Prędzej można uznać jako ciekawostkę czy pokazanie publiczności po raz kolejny swoich wszechstronnych  umiejętności.
Album został wydany z okazji serii wydarzeń, które odbyły się w 2014 roku w Belgii. Jak jest napisane we wkładce płyty muzycy nazwali ten projekt "Lament" aby przedstawić szerszej publiczności wydarzenia które są częścią naszej historii, która odchodzi w zapomnienie.

środa, 27 maja 2015

Wielkie Wydarzenie Winylowe, Zielona Góra 2015.

9 Maja 2015 roku odbyło się  w Zielonej Górze Wielkie Wydarzenie Winylowe, które zostało zorganizowane przez Tomasza Olszewskiego znanego między innymi z Grupy Winylowej
Spotkanie odbyło się Zaułku Artystów Krzywy Komin, który mieści się w dawnych zakładach włókienniczych. 
Cały kompleks składa się z  Galerii Sztuki ART, klubu "Cicha Kobieta" oraz budynku, który daje schronienie różnego rodzaju artystom.

Sobotnie południe powitało nas uroczą, słoneczną pogodą było lekko ponad 20 stopni a więc nie było sensu dłużej czekać w domu czas wyruszyć na spotkanie z winylowym wydarzeniem.
Na samym początku chcę napisać, że nie było to pierwsze spotkanie muzycznych maniaków w historii Zielonej Góry ponieważ w latach dziewięćdziesiątych odbywały się "Czad Giełdy" w klubie Kawon, organizowane przez Janusza Muchę na których "królowała" wszelkiego rodzaju muzyka alternatywna.
Jeszcze chciałbym dodać z organizacyjnego punktu, że WWW składało się z dwóch dni a mianowicie:
- Sobota: godzina 12 giełda płytowa a wieczorem impreza muzyczna na którą został zaproszony Maken ze swoim Sound Systemem,
- Niedziela: panel poświęcony m.in jak prowadzić muzyczny biznes na przykładzie Tomka, za wstęp na spotkanie trzeba było zapłacić.
Fajną sprawą było to, że opłaty za stolik nie były jakoś wielce wygórowane: "mały sprzedawca" płacił 5 PLN a "duży" 20 PLN.

W dość sporej sali znajdowało się około dziesięciu sprzedawców a dla spragnionych mocniejszych wrażeń można było się napić lokalnego piwka.
Pośród sprzedawców można było znaleźć kilku ludzi którzy robią coś więcej niż sprzedaż płyt.
- Wspomniany powyżej Janusz Mucha to nikt inny jak właściciel kultowego w pewnych kręgach Gustaff Records, niezmordowany propagator (nie) potrzebnej Muzyki.
- Tomasz Olszewski - właściciel sklepu muzycznego w Wielkiej Brytanii, bloger, założyciel ultra popularnej Grupy Winylowej.
- Andrzej Czajkowski - właściciel sklepu ze sprzętem audio w Zielonej Górze.

Co z płytami ?
Oczywiście można było kupić nie tylko płyty winylowe lecz także odchodzące do lamusa płyty CD czy też pamiątki związane z muzyką. Co do samej muzyki to królował okres 1960-1980, oczywiście muzyka rockowa oraz jazz. 
Zdaje się, że tylko Janusz Mucha oraz Tomek Olszewski sprzedawali nowe płyty, które ukazały się w przeciągu ostatnich kilku lat, reszta tak jak wspomniałem powyżej sprzedawała stare, używane płyty.
Organizatorzy byli zadowoleni z frekwencji jednak mi się wydaje, że mogłoby być troszkę więcej osób ponieważ z tego co pamiętam na "Czad Giełdach" bywało znacznie więcej ludzi.
Jednak wydarzenie oceniam bardzo dobrze, miło było się spotkać z fanami muzyki, porozmawiać na oczywiste tematy, organizacyjnie to wielka bomba, miejsce też niczego sobie a więc czego chcieć więcej.
Oby tak dalej !.
MUSIC NON STOP

ps. Podobno następne spotkanie już we Wrześniu.







 


piątek, 15 maja 2015

De Mono - Kochać Inaczej.

Odwiedzając  rodziców zawsze wracam do muzyki, której nie słuchałem latami tym razem mój wybór padł na płytę De Mono "Kochać Inaczej"
Przyznam się, że dwa pierwsze albumy zespołu  
"za gówniarza"  całkiem mi się podobały także wiele sobie obiecywałem po "Kochać Inaczej".
Szybka decyzja i płyta ląduje na talerzu.
Album został wydany w 1989 roku przez Arston
Na płycie znajdziemy 10 utworów.
Już po pierwszym utworze wiedziałem jak bardzo album się zestarzał i nie zostało nic z młodzieńczej werwy.
Aranżacja, kompozycje oraz brzmienie płyty jest bardzo ubogie ale muzycy starają się jakby za wszelką cenę gonić gigantów z U2 czy INXS jednak z miernym skutkiem.
Głos Andrzeja Krzywego nie pasuje do całości muzyki i jakby był "obok". Nie wiem czy to wina złego nagrania wokali podczas sesji nagraniowej ale głos Krzywego jakby był "bez życia". 
Może to wokalista ma taką barwę głosu ? 
Możliwe, przecież w DAAB Krzywy udzielał się wokalnie z dość miernym skutkiem - wokalowi brakowało ciepła i "powera" aby śpiewać w zespole reggae.
No cóż nie będę często wracał do tej płyty - może przesłucham ją za 5 lat.









wtorek, 31 marca 2015

Hip hopowcy to cieńkie bolki.

Kilka postów niżej chwaliłem sobie jak to biedne panki potrafią wydać płytę winylową na światowym poziomie. Świetna grafika, wysokiej jakości papier, okładka i książeczka, kolorowy winyl a to wszystko za 50 PLN, wydane w ilości 500 egzemplarzy!
Jakiś czas temu zakupiłem sobie na winylu polski skład HH a mianowicie Paktofonika "Kinematografia". Płyta wydana jest na podwójnym placku i chwała im za to, że nie dali się wytwórni aby obciąć kilka kawałków i wydać ten LP na jednym krążku. 
Solidny gruby gatefold ze zdjęciami w środku, placki o słusznej wadze to na duży plus tego wydania.
Oczywiście nie byłbym sobą abym się do czegoś nie doczepił a tym razem to będą... SPONSORZY I REKLAMODAWCY.
Na tylnej okładce naliczyłem ich aż SIEDMIU (SIC!!!). 
Gdzie największym kwiatkiem jest pewna firma... budowlana.
(Jak to by napisała gimbaza: WIELKIE LOL).

Zaraz, zaraz przecież Paktofonika była jednym z największych grup hip-hopowych swego czasu w Polsce. 
Ile wydali płyt cd oraz kaset? Sto tysięcy ? No chyba lekko.
Gdzie ta kasa poszła ? 
Do kieszeni muzyków czy do sprytnych menadżerów ?
Przecież muzycy w co drugim kawałku klepią mantrę: Wyrosłem z undergroundu, wiem co to jest blok i ławka. Ciężkie życie jest ciężkie, jebać układy i kasę, życie to codzienna walka o przetrwanie i tak dalej do usrania.
Aż tu nagle wielcy piewcy undergroundu nie potrafią SAMI wydać płyty tylko potrzebują całej armii ludzi i pieniędzy od kogoś aby wydać swoją muzykę. 
Wyciągają łapki do jakiejś firmy produkującej szmaty i proszą o pieniążki. Każdy kto siedzi w muzyce wie, że wytłoczenie "czarnej" płyty to nie są wielkie koszta, nie mówimy tu o milionach, setkach tysięcy złotych. Jest to rząd wielkości 5-20 tysięcy złotych, w zależności od wielkości nakładu.
Żyjemy w takich czasach, gdzie każdy może wydać swoją muzykę na płycie winylowej a szczególnie tak popularny skład jak Paktofonika, tym bardziej, że muzycy byli w 100% pewni, że sprzedadzą cały nakład.  
Ktoś pewnie doda "a dystrybucja, marketing płyty" ? To też są koszta ! 
Przecież można ominąć wielkie sklepy, sieci handlowe i sprzedawać w podziemiu, na koncertach, przez internet. 
Aaaa, nie kumasz mnie ? Wiedziałem....
Niech już więcej nie śpiewają o niezależności i jak to jest źle na ławeczce pod blokiem. 
Żenada.
Pozdro dla kumatych, wielkie JOŁ, JOŁ, JOŁ.

czwartek, 26 lutego 2015

Wstęp do historii polskiej muzyki elektronicznej.

Krótki, brawurowo nakręcony film poświęcony historii muzyki elektronicznej w Polsce.
Znajdziemy w nim m.in. Eugeniusza Rudnika, Marka Bilińskiego, Władysława Komendarka, Noon i kilku innych twórców. Tak zastanawiałem się po obejrzeniu dokumentu jak bardzo mało wiem o "polskiej elektronice".
Znam Józefa Skrzeka, wiem że Niemen eksperymentował coś z "nowymi dźwiękami", Marek Biliński - wiadomo.
Z nowych rzeczy to Skalpel oraz Noon, no i chyba się kończy moja wiedza na temat polskiej elektroniki.
Trochę mało jak na 40-milionowy naród co nie ?
Miłego oglądania.
MUSIC NON STOP.


środa, 18 lutego 2015

Lull - Continiue.

Mick Harris jak każdy wie był filarem Napalm Death i chyba z tej strony jest najbardziej znany. Jednak nie każdy wie że ten perkusista ma w swoim dorobku około 100 (!!!) side projects na swoim koncie.
Jednym z najważniejszych w latach dziewięćdziesiątych był projekt LULL.
Muzyk przenosi nas w zupełnie nieznaną podróż, która poprowadzi nas w takim kierunku jakim chcemy. Zabierzemy się w mroczną podróż do wnętrza lub po za znane nam obszary według naszego uznania.
Album "Continue" został nagrany we własnym studio "Black Box" w 1996 roku i zawiera jeden utwór o długości ponad 60 minut. To mroczna, ambientowo-industrialna kompozycja, która niektórych zrelaksuje a niektórych może zaniepokoić. Jednak spokojnie, kto jest otwarty na różne style muzyczne i ten album powinien przesłuchać.
W końcu trzeba poznawać nowe rzeczy. 
Jestem ciekaw czy wam taka muzyka się podoba ?.
Napiszcie swoje opinie.
MUSIC NON STOP. 




czwartek, 12 lutego 2015

Muzyka z najgorszych okładek.

Bardzo często na różnych forach muzycznych można znaleźć rankingi najgorszych okładek, również ja sam uczestniczyłem kilka razy w głosowaniu. Jednak nigdy nie przesłuchałem muzyki. Na jutubie można znaleźć filmik, który ułatwi nam te zadanie.
Miłej zabawy.
ps. Nie ma Ziyo.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Castet - Punk Side Of The Moon.

Po raz kolejny pank rockowe "ochlejusy" goszczą na moim blogu. Chociaż nie jestem fanem grupy Castet, to jednak jest kilka faktów, które przekonują mnie do tej kapeli.
- Teksty - to najsilniejsza strona kapeli. Super życiowe, bez owijania w politykę czy górnolotne ideały. Nie ma czasu na politykowanie jest tylko punk rock i zabawa. Co mnie zastanowiło to, że teksty grupy można śmiało przykleić do każdej chyba pankowej ferajny w Polsce. 
Brak kasy, miłość do płyty winylowej, ten sam wzór pankowej piękności (długie dready i koszulka LARM), miłość do podróżowania po świecie palcem po mapie, wdzięczność do swojego pracodawcy, itd... .
Po prostu rozbrajająca szczerość. A to się ceni najbardziej.
- Po raz kolejny ogromny plus dla wytwórni PASAŻER  za świetny poziom wydania płyty, piękny niebieski kolor winylu, gruba kartonowa okładka na świetnej jakości papierze - no nie ma lipy, ręce same składają się do oklasków.
Na okładce "Punk Side Of The Moon" znajdziemy wiele znanych postaci, zespołów czy ikon kultury:
Misfits, Earth Crisis, Gorilla Biscuits, Alien, Hell Boy, Martha z Accused ?, Star Wars, Sigma i Pi, skateboarding and many, many more !.
Druga strona płyty zatytułowana jest  "King's Of Punk", a okładka wzorowana jest na bogach z Poison Idea (wkrótce na blogu). 
Na płycie gościnnie pojawiło się kilka osób między innymi Iglak z Bulbulators czy Pablo z Regres. Płyta została wydana w 2008 roku.
PUNK'S NOT DEAD.