Ideą mojego bloga jest dzielenie się muzyką - muzyką, którą uwielbiam, kocham, szanuję lub nie cierpię.
W miarę możliwości również chcę się dzielić wrażeniami z koncertów czy filmami.
Proszę o komentarze, ciekawostki czy też edytowanie moich wywodów.
Zapraszam.
Krótki, brawurowo nakręcony film poświęcony historii muzyki elektronicznej w Polsce. Znajdziemy w nim m.in. Eugeniusza Rudnika, Marka Bilińskiego, Władysława Komendarka, Noon i kilku innych twórców. Tak zastanawiałem się po obejrzeniu dokumentu jak bardzo mało wiem o "polskiej elektronice". Znam Józefa Skrzeka, wiem że Niemen eksperymentował coś z "nowymi dźwiękami", Marek Biliński - wiadomo. Z nowych rzeczy to Skalpel oraz Noon, no i chyba się kończy moja wiedza na temat polskiej elektroniki. Trochę mało jak na 40-milionowy naród co nie ? Miłego oglądania. MUSIC NON STOP.
Mick Harris jak każdy wie był filarem Napalm Death i chyba z tej strony jest najbardziej znany. Jednak nie każdy wie że ten perkusista ma w swoim dorobku około 100 (!!!) side projects na swoim koncie. Jednym z najważniejszych w latach dziewięćdziesiątych był projekt LULL. Muzyk przenosi nas w zupełnie nieznaną podróż, która poprowadzi nas w takim kierunku jakim chcemy. Zabierzemy się w mroczną podróż do wnętrza lub po za znane nam obszary według naszego uznania. Album "Continue" został nagrany we własnym studio "Black Box" w 1996 roku i zawiera jeden utwór o długości ponad 60 minut. To mroczna, ambientowo-industrialna kompozycja, która niektórych zrelaksuje a niektórych może zaniepokoić. Jednak spokojnie, kto jest otwarty na różne style muzyczne i ten album powinien przesłuchać. W końcu trzeba poznawać nowe rzeczy. Jestem ciekaw czy wam taka muzyka się podoba ?. Napiszcie swoje opinie. MUSIC NON STOP.
Bardzo często na różnych forach muzycznych można znaleźć rankingi najgorszych okładek, również ja sam uczestniczyłem kilka razy w głosowaniu. Jednak nigdy nie przesłuchałem muzyki. Na jutubie można znaleźć filmik, który ułatwi nam te zadanie. Miłej zabawy.
Po raz kolejny pank rockowe "ochlejusy" goszczą na moim blogu. Chociaż nie jestem fanem grupy Castet, to jednak jest kilka faktów, które przekonują mnie do tej kapeli. - Teksty - to najsilniejsza strona kapeli. Super życiowe, bez owijania w politykę czy górnolotne ideały. Nie ma czasu na politykowanie jest tylko punk rock i zabawa. Co mnie zastanowiło to, że teksty grupy można śmiało przykleić do każdej chyba pankowej ferajny w Polsce. Brak kasy, miłość do płyty winylowej, ten sam wzór pankowej piękności (długie dready i koszulka LARM), miłość do podróżowania po świecie palcem po mapie, wdzięczność do swojego pracodawcy, itd... . Po prostu rozbrajająca szczerość. A to się ceni najbardziej. - Po raz kolejny ogromny plus dla wytwórni PASAŻERza świetny poziom wydania płyty, piękny niebieski kolor winylu, gruba kartonowa okładka na świetnej jakości papierze - no nie ma lipy, ręce same składają się do oklasków. Na okładce "Punk Side Of The Moon" znajdziemy wiele znanych postaci, zespołów czy ikon kultury: Misfits, Earth Crisis, Gorilla Biscuits, Alien, Hell Boy, Martha z Accused ?, Star Wars, Sigma i Pi, skateboarding and many, many more !. Druga strona płyty zatytułowana jest "King's Of Punk", a okładka wzorowana jest na bogach z Poison Idea (wkrótce na blogu). Na płycie gościnnie pojawiło się kilka osób między innymi Iglak z Bulbulators czy Pablo z Regres. Płyta została wydana w 2008 roku. PUNK'S NOT DEAD.
Kolejna porcja z podróży sentymentalnej do ziemi praojców. Tym razem ze znajomymi odwiedziliśmy rodzimą scenę a mianowicie Amfiteatr. Jeśli chodzi o muzykę to Zielona Góra jest znana głównie z "reżymowego" Festiwalu Piosenki Radzieckiej, który odbywa się teraz pod inną nazwą a mianowicie Festiwal Piosenki Rosyjskiej. Może kilka słów o historii obu festiwali. Festiwal Piosenki Radzieckiej odbywał się w latach 1965 - 1989 aby zniknąć na prawie 20 lat kiedy to w 2006 roku Sergiej Ławrow zaproponował Annie Fotydze (SIC!) aby powrócić do "sławnego" kiedyś festiwalu. W tym samym roku zielonogórscy radni niemal jednogłośnie zagłosowali nad powrotem festiwalu do Zielonej Góry, nie ma co się dziwić miasto przecież nosi drugą nazwę: CzerwonaGóra. Jednak aby nie być posądzanym o "czerwoną paranoję" napiszę kilka słów od siebie. Oczywiście scena była świadkiem nie tylko Radzieckiego festiwalu, bo również można zobaczyć tam kabarety czy rockowe koncerty. W 1981 niemiecka grupa Kraftwerk grała tam koncert podczas sławnego polskiego tournee. Ja z kolei byłem na koncertach na początku lat dziewięćdziesiątych takich kapel jak Armia, Dezerter, Defekt Muzgó, Proletaryat, Kobranocka, Kult. Kilka lat temu budynek amfiteatru przeszedł gruntowną modernizację teraz trzeba tylko czekać na remont siedzisk i ogrodzenia, które chyli się ku upadkowi. Amfiteatrem zarządza Zielonogórski Ośrodek Kultury. ps. Druga fotografia: Zielonogórski plakat muzyczny w roku 2014.
Kolejna porcja zdjęć z albumu wydanego "w ubiegłym wieku" o Zielonej Górze. Tym razem mamy porcję plakatów muzycznych. Justyna Steczkowska, De Su, Stachursky, Czerwone Gitary, Raz Dwa Trzy, For Dee, Odloty, Złoty Nocnik (lokalny przegląd muzyczny). Fotografie autorstwa Bożeny Panek oraz Pawła Janczaruka.
Składanka utworzona specjalnie przez studentów kilku miast Polski, gdzie zostały wybrane najbardziej popularne szlagiery z klubów czy scen akademickich. Stylistyka muzyki jest przeogromna bo znajdziemy: soul, psycho funk, soft cheese rock, rapo hip hopki, folk połowiecki, piosenki religijne z repertuaru grupy Ponton, utwory na grupę jak i solo. W 2014 niezależna wytwórnia Pasażer wydaje składankę na której znajdziemy ... 112 kapel i to na jednej płycie!. Generalnie zasada jest prosta: każdy z tych ... 112 zespołów miał przedstawić utwór o długości około 20 sekund. 20 sekund na wyrażenie emocji, ekspresji to cała wieczność, przecież Napalm Death nagrał kiedyś utwór o długości bodajże 2 sekund. Przekrój stylistyki przeogromny nie ma się co dziwić na tyle zespołów to musi być istny tygiel. Płyta świetnie wydana z dodaną książeczką. Jak zwykle zresztą płyty na pankowej scenie z reguły wychodzą na bardzo wysokim poziomie edytorskim mimo chronicznego braku kasy, sponsora, czego nie można napisać o hip-hopowych wypustach o czym napiszę kilka postów dalej. Punks Not Dead.
Gorąco polecam dokument o dwóch artystach odpowiedzialnych za szatę graficzną m.in. Polish Jazz, The Clash, The Rolling Stones, Cream, Czesław Niemen ... . Świetny montaż, wartka akcja, ciekawy temat, czego chcieć więcej. Link Tutaj. Music Non Stop.
Przyznam się, że nie siedzę "w nowym pank rocku" także nazwa w ogóle nie obiła mi się o uszy, jednak kolega XBartX strasznie zachwalał życiowe teksty tej kapeli także dałem się skusić na przesłuchanie. Uprzedził mnie również, że płyta gra ... od środka do zewnątrz co było dla mnie sporym zaskoczeniem, myślałem, że takie płyty nie istnieją.
Swoją pierwszą płytę winylową kupiłem gdzieś w okolicach 1990 roku i myślałem, że wiem "wszystko" o czarnym nośniku. Tym bardziej większe zaskoczenie, że płyta wydana w pankowej wytwórni PASAŻER a nie tam na żadnej hipsterskiej czy audiofilskiej scenie. Duży plus dla zespołu i wydawcy za przyłożenie się do wydania. Gruba, bardzo dobrej jakości okładka, świetna grafika, wielki szeroki matrix płyty znajdujący się na zewnątrz płyty a wszystko to polane punkowym, życiowym sosem. Punk's Not Dead.
Kultowa składanka wydana w 1987 roku przez polski Tonpress. Każdy kto siedzi w pank rocku zaorał ten winyl do "białości". Armia, Dezerter, Rejestracja, TZN Xenna, Siekiera, Processs, Abaddon - to filary punk rocka w Polsce. To również grupy, które wyznaczały nowe kierunki w tym stylu muzycznym. Armia - ta grupa zawsze wyprzedzała swoją epokę. Dezerter- na tej składance usłyszymy utwory, które są już bardziej "kombinowane" gdzie grupa odchodzi od prostej punkowej stylistyki muzyki znanej na przykład z Jarocina 1984. Siekiera - grupa, która niczym piorun spadła na ziemię aby zdemolować publiczność aby po roku zmienić kompletnie styl muzyki na zimnofalowo-elektroniczny. Processs - zespół, który kombinował z muzyką jak i tekstami - kto zna kasetę "Live 88" ten wie o co chodzi. Właściwie to nie chciałem pisać o muzyce ale pewnym fakcie, który mnie zaskoczył. Wczoraj buszując po Discogs trafiłem na stronę "Jak Punk to Punk" i w opisie płyty zobaczyłem coś co przykuło moją uwagę a mianowicie: - Pressed by: Melodia. Melodia jak każdy wie to radziecka tłocznia. Czyżby wywrotowa składanka była wydana w czeluściach Radzieckiego raju? Przyznam się, że myślałem że to błąd osoby, która wrzuciła tą płytę "na Discogs" ale po sprawdzeniu matrixu na płycie przekonało mnie, że płyta faktycznie mogłaby być wytłoczona... w ZSRR! Rzeczywiście matrix różni się stylem od typowych polskich numerów wyciskanych na płytach. Oczywiście zapytałem wuja Gogla i dostałem więcej odpowiedzi, które z szokowały mnie ponieważ okazało się, że radziecka tłocznia zrobiła również na polskie zamówienie ... : - Joy Division "Unknown Pleasures", - Joy Division "Closer", - Składanka "Gdynia", - Składanka "Jeszcze Młodsza Generacja". Na jakich zasadach wywrotowe polskie płyty były tłoczone w ZSRR? - Braterska pomoc ? - Radzieccy ludzie chcieli posłuchać innej muzyki ? Proszę blogowiczów o pomoc w wyjaśnieniu całej sytuacji.
Kolejny dokument o polskiej muzyce niezależnej tym razem o bydgoskiej Kompanii Karnej / Schizmie, który został wrzucony do internetu aby szersza publiczność mogła poznać historię punk rocka czy hard core w Polsce. W dokumencie zobaczymy wywiady z muzykami, archiwalne zdjęcia czy materiały video, można również zobaczyć ludzi, którzy tworzyli wtedy (czy dalej tworzą) tzw. scenę niezależną w Polsce: Krzysztof Grabowski, "Pietia" Wierzbicki czy Jarek "Smok". Filmik można znaleźć tutaj: Dokument. Miłego oglądania. ps. Ja też byłem na koncercie Schizmy gdzieś w okolicach 1993 roku.
Mijający rok to kolejne 365 dni, w których szerokim łukiem omijałem "nową muzykę". To kolejny rok w którym cofnąłem się do lat 60, 70 w poszukiwaniu dobrego brzmienia, starannej realizacji czy mistrzowskiej aranżacji muzyki. To kolejny rok w którym panował jazz i okolice. To kolejny rok w którym "łykałem" prawie wszystko z wytwórni ECM w poszukiwaniu brzmienia oraz muzycznych wrażeń. Kolejny rok poszukiwań w polskim jazzie, który bardzo wyróżnia się na tle europejskiego nurtu a co najważniejsze jest ciągle twórczy. Oczywiście przesłuchiwanie historycznych nagrań jak i całkiem nowych z roku 2014. Co do "zagranicznego" jazzu to jestem obecnie na etapie kompletowania podstawowej dla mnie dyskografii Milesa Davisa. Co do nośnika to nie wyróżniałbym żadnego a więc pliki, cd oraz winyl - wszystkie te media sprawiają wielką frajdę oczywiście staram się już omijać mp3 choć przy dobrym kodeku też ładnie potrafi zaskoczyć. A jaka nowa muzyka w 2014 ? Może zacznę troszkę inaczej. Black Sabbath - przysięgam, że nigdy w życiu nie przesłuchałem ŻADNEGO CAŁEGO ALBUMU. Aż do wakacji... .
Podczas letnich dni kolega namówił mnie aby pójść na koncert Sabbathów, przyznam się że nie byłem specjalnie przekonany aby pójść zobaczyć Ozziego oraz spółkę ale koniec końców dałem się namówić. I to co usłyszałem zmieniło moje postrzeganie tego zespołu a także pokazało mi jaki ten zespół miał wpływ na muzykę metalową. Zostałem po prostu zniszczony prostotą ale i również systematyką riffów, temp w jakich gra zespół - absolutna klasyka metalu jak i muzyki rockowej w ogóle. Także od wakacji jestem zagorzałym fanem Black Sabbath !. Tutaj można zobaczyć londyński koncert. Coś nowego ? Może Aphex Twin "Syro". Cały elektroniczny świat oczekiwał na nowy album Irlandczyka i się doczekał po... 13 latach. Ja również należę do wielbicieli twórczości Richarda... ale z naciskiem na dwa pierwsze albumy, które wyniosły muzyka na Olimp. Kolejne dwa albumy to zatracenie się w chaosie i zgubienie wyznaczonej trasy z początku lat dziewięćdziesiątych. "Syro" - jest w pewnym stopniu powrotem do starych dobrych brzmień znanych z lat osiemdziesiątych jednak w nowej aranżacji. Całe szczęście nie ma tam chaosu i szybkich temp znanych z na przykład z "Drukqs". Nie jest to jakoś wybitny album jednak to dobrze, że się ukazał, fani czekali na ten album aż 13 lat. Rok 2014 to również koncerty które dało się zobaczyć o to kilka z nich: - Jack DeJohnette, - Robert Henke, - PROMS, - Black Sabbath, - Tomasz Stańko. Oby następny rok nie był gorszy w muzyczne wrażenia czego i Wam życzę. MUSIC NON STOP
Miesiąc temu zakupiłem płytę Bolt Thrower "Realm Of Chaos" i znalazłem w środku okładki wycinek z gazety, który można zobaczyć na załączonej fotografii. Nie mam pojęcia do czego miało służyć wycięte zdjęcie z kolorowego magazynu poprzedniemu właścicielowi - niech to pozostanie "owiane tajemnicą". ps. Kto pamięta prasówki na WOS-ie w szkole ?
Jest kilka prawd w świecie sprzętu audio, które są niezaprzeczalne. Jedną z nich jest to, że dobry sprzęt (wcale nie za grube pieniądze) potrafi zagrać lepiej od taniego plastykowego pudełka - zgodzimy się? A jaki wpływ na dźwięk mają kable i przewody zasilające ? No właśnie tutaj wchodzimy na grząski grunt... . Wczoraj buszując po internecie w poszukiwaniu dobrej jakości (nie audiofilskiego) kabla zasilającego do mojego wzmacniacza natrafiłem na pewną stronę, która oferowała takowe. Od razu zatrzymałem się na pierwszej ofercie z niedowierzaniem czytając kilka razy to co zobaczyłem. Zworka do kolumn na miedzianym kablu 6N OFC o długości zapewne maks 20 cm i co najważniejsze w cenie ... 400PLN. Hmmmm, 400 złotych za miedziany kabelek, w koszulce termokurczliwej z końcówkami do portów kolumn, które nawet nie są pozłacane. Skąd taka cena ? - Marża ? - Materiały ? 20 centymetrowy kabelek, plus koszulka i zaciski to koszt 20 złotych, no dobra dajmy maks 50 złotych. - Robocizna ? Gdzie były wykonane ? Polska, Europa, USA a może Chiny ? Sądząc po cenie to chyba na Wenus lub Saturnie. I jak tu nie wierzyć w audio-voodoo ?
No i stało się ! Jedna z najważniejszych płyt w nowoczesnej historii polskiej muzyki wyszła na czarnym nośniku. I tym wywodem można by zakończyć mój wpis. Moja euforia bardzo szybko opadła gdy czytając posty pod tą wiadomością dowiedziałem się, że firma espe rekords, wytłoczyła album K44 tylko na jednym krążku a to oznacza, że... zabraknie utworu "Psychodela". Właściwie nie wiem jaki to ma sens wydawać NIE PEŁNE DZIEŁO ?!. I teraz kilka pytań ode mnie: - Czy K44 nie ma wpływu na to co się dzieje z ICH muzyką? - Czy espe rekords, obcięło sobie koszty i wydało ten LP na jednym placku? Bo wiadomo okładka prawdopodobnie była by w stylu gatefold, wytłoczenie drugiego placka kosztuje oraz większe koszty masteringu pod winyl. - Czy wytwórnia wydając ten winyl na jednym krążku chciała aby jednostkowa cena na rynku (od 60 PLN do 70PLN) była jak najmniejsza aby każdy mógł ją kupić? Dość wątpliwe, wyobraźcie sobie Leonarda da Vinci, który nie domalował ust w obrazie "Mona Liza" ?. - Czy następne płyty Kalibra będą również niepełne ?. - Może wytwórnia wyda za jakiś czas podwójny LP aby wyciągnąć ponownie kasę od ludzi ? Po raz kolejny espe rekords pokazuje swoją niekompetencję oraz brak sił twórczych. Podobno wytłoczenie K44 zajęło ludzikom z wytwórni dwa lata ! I nawet po dwóch latach nie potrafili zrobić tego dobrze.
Pamiętam na początku lat dziewięćdziesiątych w erze przed internetowej, kiedy się zamawiało z niezależnej dystrybucji, trzeba było wysłać kopertę ze znaczkiem aby otrzymać przesyłkę z zamawianymi kasetami czy zine'ami. Pamiętam też jak się używało mydła (SIC!) aby usunąć pieczątkę ze znaczka aby wykorzystać ponownie - zaznaczam, że w 90% działało!. Jak to się ma w erze internetowej? Ano zapewne nijako, kto używa znaczków? No dobra ciągle je używamy ale zapewne mniej niż kiedyś. Lecz kto smaruje mydłem znaczki? Chyba już nikt - zapomniana technika. Kilka dni temu zakupiłem na angielskim ebay-u płytę winylową i sprzedający dołączył drukowaną karteczkę z prośbą plus kopertę ze znaczkami (a jak!) aby odesłać mu znaczki, które wykorzystał aby wysłać mi płytę winylową. Sprzedający dodał, że chce owe znaczki umieścić w swojej kolekcji. Nie chcę mi się w to wierzyć ponieważ nasz kolekcjoner dopisał moje imię do uprzednio wydrukowanej karteczki a więc robi to z każdą wysłaną paczką. Przyznam się, że brzmi to "skomplikowanie" i nieco śmiesznie ale spotykam się z taką sytuacją pierwszy raz. Mieliście również jakieś dziwne doświadczenia ze sprzedającymi podobne do mojego przypadku? Napiszcie w komentarzach.
15 oraz 16 listopada miała miejsce kolejna edycja Londyńskich Targów Płytowych. Wydarzenie odbyło się w zachodniej części Londynu w dzielnicy Kensington. Cały kompleks zajmuje ogromną powierzchnię i jest podzielony na kilka części, a jego najstarsza część została oddana do użytku w 1886 roku. Jest to mój pierwszy raz kiedy uczestniczę na tych targach i przyznam się szczerze, że wiele sobie obiecywałem tym bardziej, że organizatorzy opisali te spotkanie jako "Największe targi cd, winyl, pamiątek, etc... w Europie". Przybyłem na miejsce około godziny 12, krótkie poszukiwanie dokładnego skrzydła (tak jak napisałem powyżej, budynek podzielony jest na cztery ogromne części), na całe szczęście organizatorzy zadbali o wydrukowanie odpowiednich "strzałek" przez co łatwiej było znaleźć miejsce. Za wejście trzeba było zapłacić pięć funtów a jak ktoś chciał wejść wcześniej od 10-tej rano, musiał zapłacić 10 funtów. Okazało miejsce wcale nie jest takie duże i nie będą to największe targi muzyczne w Europie. Około 20-30 sprzedających to chyba trafna liczba jaka była obecna na sali. W przeważającej większości winyle, trochę cd oraz pamiątek. Spodziewałem się ogromnego tłoku, lecz nic z tych rzeczy, było spokojnie i bez utrudniania sobie życia. Tematyka muzyki jak się łatwo domyśleć to rock z naciskiem na lata 60 oraz 70, kilka stanowisk sprzedających punk czy alternatywę, trochę klasycznego jazzu z lat 60. Cenowo co mnie zaskoczyło "in plus" nie było bardzo drogo, te płyty, które mają kosztować drogo kosztowały drogo lecz już na przykład drugie, trzecie wydania np. Black Sabbath w stanie EX kosztowały już całkiem znośnie bo około 20-30 funtów. Około godziny 14 zrobiło się bardziej tłoczno i nawet nie zauważyłem dlaczego... wielu ze sprzedawców zaczęło sprzedawać płyty za 30% - 50% swojej pierwotnej ceny, dopiero teraz zaczęły się prawdziwe łowy muzycznych maniaków poszukujących okazji. Ja kupiłem Sex Pistols"Never Mind...", drugie wydanie angielskie za 7.5 funta obniżone z 15 funtów. Później znalazłem sprzedawcę, który miał płyty jazz, soul po 1 funta i wcale nie było to po obniżce, po prostu sprzedawał po takiej cenie i tyle. Zatrzymałem się na dłużej i kupiłem u tego pana: - Oscar Peterson Trio "Sweet And Easy", - Miles Davis "Sketches Of Spain", wydanie z Nowej Zelandii, - David Sanborn "Backstreet", - Bill Evans. U innej sprzedającej kupiłem również po 1 funta "Also Sprach Zarathustra" wydanej przez kultowy Deutsche Gramofon, dodam, że płyta wygląda na nie graną. Jak widać można było coś znaleźć między setkami rarytasów po 50 czy 100 funtów. Co do samych targów, warte odwiedzenia lecz oczywiście nie były to największe tragi płytowe w Europie, to typowa angielska megalomania.